Jak w domu – „Łaskun”, Katarzyna Puzyńska

Macie swoje ulubione książkowe miejsca, takie, do których lubicie wracać, w których wręcz czujecie się jak u siebie w domu? Taka Fjällbacka przykładowo? W której to częstując cynamonowymi bułeczkami wita Was Patrick i Ericka? Abo Ystad, gdzie mroźny wiatr smaga twarze a Kurt Wallander melancholijnie oprowadza po okolicznych lasach? Skandynawia niejednego z nas skusiła swym pięknym, choć niespokojnym klimatem. Na szczęście, Polacy nie gęsi i swój język… wróć, swoje piękne lasy mają. Jeziora tudzież. Mają Daniela Podgórskiego. I Weronikę Nowakowską. Mają Lipowo! Do którego – nie wiem jak Wy – ale ja uwielbiam zaglądać! Tym razem, w swe okolice zaprosił mnie zagadkowy Łaskun. Czy spotkanie to było spotkaniem udanym?

Trzeba przyznać, że podążanie tropem policjantów z Lipowa do przyjemnych nie należy. Decydując się na ten krok, zostajemy zmuszeni do rozwiązania zagadki makabrycznego wręcz zabójstwa byłego sędziego. Jego zagadkowa śmierć to wstrząsająca inscenizacja: jego ciało zostało rozczłonkowane, połączone z ciałem zamordowanej, nieznanej kobiety a całość przyodziana w białą suknię i korale. Jaki był motyw zabójstwa? Co więcej (lub: co gorsza) czy w sprawę zamieszany był aspirant Daniel Podgórski?!

Szósty tom sagi autorstwa Katarzyny Puzyńskiej – przyznam się bez bicia – powalił mnie. Na widok tego opasłego tomiszcza, trochę zwątpiłam: niebagatelne 800 stron. Kryminały raczej tyle nie liczą!, pomyślałam. Byłam pełna obaw. Bałam się nudy i przegadania. Mając na uwadze wcześniejsze części serii (a raczej to, że ich lektura była dla mnie czystą przyjemnością), postanowiłam wątpliwości odstawić na bok. Czy słusznie? Ujawnię Wam pewną tajemnicę – to była jedna z lepszych decyzji czytelniczych, jakie miałam okazję ostatnio podjąć. 800 stron oferowanej przez autorkę powieści, okazało się tylko i wyłącznie zbyt małą ilością, by w pełni się nią nacieszyć. Toż to prawdziwy kryminalny majstersztyk! Dlaczego?

Pisanie kryminału (tak mi się przynajmniej zdaje), to żmudna i drobiazgowa praca, pełna dbałości o detale i na pozór nieistotne szczegóły. Większość współczesnych autorów średnio daje sobie z tą pracą niestety radę, do ich powieści wkrada się rutyna, schemat czy przewidywalność. Katarzyna Puzyńska tymczasem, bije wszystkich na głowę. Łaskun to iście koronkowa robota! Podzielona na 11 części, obejmująca 125 rozdziałów pozycja została utkana niezwykle misternie. Kilkanaście, początkowo oderwanych od siebie wątków, splata się ze sobą w niewiarygodny wręcz, spójny sposób. Co więcej, każdy z nich jest ważny i istotny, a przy tym wciągający. I każdy z nich, bez wyjątku, zostaje na końcu skrupulatnie wyjaśniony! Ani jeden rozdział nie nuży. Strony przewracają się same, a czytelnik łaknie więcej i więcej, doszukuje się sam rozwiązania, w końcu go dostaje i robi ogromne oczy ze zdziwienia, zadając sobie pytanie: jak to możliwe? serio?!

Mnogość postaci oraz fakt, że każda z nich została bardzo wiarygodnie naszkicowana i wykreowana zaskoczyła mnie in plus. Pisane z różnych punktów widzenia rozdziały powodowały, że pogląd na zabójstwo, które splatało poszczególne wątki, był wszechstronny a domniemany motyw ciążył większości bohaterów.

Co jeszcze może zaskoczyć? Niespodzianką, z której szczerze się ucieszyłam, był powrót Klementyny Kopp. Po zakończeniu Utopców bałam się, że już nie spotkam się z nią w Lipowie. A tu, proszę! Powróciła, namieszała, pociągnęła łyk coli. Na dodatek: „Już-nie-komisarz”! I w tym właśnie miejscu należą się gromkie brawa dla Puzyńskiej. Potrafi sama z siebie się śmiać. Nie tylko przecież ja wytykałam jej notoryczne powielanie stopni zawodowych bohaterów. Tym razem (o dziwo!) ich już nie powtarza. Co więcej! Jak widać na przykładzie byłej pani komisarz, sama świetnie bawi się całą tą tytułomanią.

Słabe punkty? Kto by, przy tak fenomenalnym całokształcie, o nich wspominał… Dobra, nie byłabym sobą i nie byłabym szczera w swej opinii, gdybym nie wytknęła tego, co mi przeszkadzało. Zrobię to jednak cichutko, gdyż są to sprawy niewielkiej wagi. Szepnę więc tylko, tak mimochodem, że trochę przykro mi było patrząc na losy Daniela Podgórskiego. Trochę szkoda chłopiny. Być może w zapowiadanym, kolejnym tomie sagi, w Domie czwartym jego koleje losu wrócą na te lepsze tory. Taką mam nadzieję.

Dodatkowo, gdzieś w połowie powieści, odczułam lekki zgrzyt w fabule. Wydała mi się trochę zbyt naiwnie „podkręcona”, upodobniła się trochę do amerykańskich filmów akcji. Na szczęście, tak szybko jak się pojawiła, równie szybko odeszła w zapomnienie, a akcja zaczęła toczyć się standardowym, lipowskim tempem.

Co tu dużo pisać. Książka jest niewiarygodnie dobra. Nie. Jest po prostu bardzo dobra! Nie ma mowy, żeby Łaskun kogoś rozczarował. Mnie – a uwierzcie, jestem wybredna do cna i mocno czytelniczo zmanierowana – książka bardzo przypadła do gustu. Tym tytułem Puzyńska zdeklasowała i pobiła na głowę większość sztandarowych współczesnych, polskich pisarzy kryminałów. Nic więcej chyba nie trzeba dodawać. Trzeba po prostu wziąć w ręce i przeczytać.

Jednym zdaniem

Kryminał w koronkowej, wysublimowanej a przy tym nad wyraz przystępnej formie. Lipowo uzależnia!

— Dominika Rygiel
0 komentarzy
0 Polubień
Poprzedni wpis: Amerykański dream team – „Kancelaria”, John GrishamNastępny wpis: Miłe dla ducha językowe sprzężenie – „Symfonia w bieli”, Adriana Lisboa

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
Czytaj więcej

Magazyn Bookiecik Extra
Najnowsze wpisy
Kalendarz
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane