Uczta dla zmysłów – „Odwieczny bal”, Vina Jackson

Czy bal może nie mieć ani początku ani końca, zarówno w czasie jak i przestrzeni? Czy może trwać nieustannie, z każdym rokiem rozkwitać feerią zmysłowych doznań, smakować egzotycznymi owocami a jednocześnie zachwycać swą estetyką? Czy jakikolwiek bal może wirować tylko i wyłącznie wokół seksu a jednocześnie mieć wyrafinowaną i koronkową oprawę przy jednoczesnym zachowaniu iskry lubieżności? Tak. To ten Bal. Odwieczny Bal, szósty tom serii „Osiemdziesięciu dni” pisarskiego duetu kryjącego się pod pseudonimem Viny Jackson, to odrębna historia, znacznie oderwana od swych pięciu poprzedników. I choć na rynku wydawniczym ukazała się już dawno temu, to nadal do niej wracam, ze szczerym i niegasnącym sentymentem. W sumie, jeśli mam być szczera, jest to jedyny tytuł z gatunku literatury erotycznej, który do tego stopnia mi się spodobał, że przeczytałam go kilkukrotnie.

Zniewoleniu towarzyszy pewna specyficzna forma wolności.

O czym jest więc ten Bal? Ma on swoją Mistrzynię. Piękną i eteryczną a jednocześnie niepozbawioną zmysłowości i finezyjnego pazura bezwstydności. Ma on również swych aktorów. Zmysłową oprawę zapewniają giętcy artyści cyrkowi, smukłe primabaleriny, figlarne skrzaty, lekkie elfy i eteryczne rusałki. Klasyczna muzyka oraz teatralne gesty mieszają się tutaj z erotyczną sztuką najwyższych lotów. Bezwstydność godna Cassanovy oraz libertyńskie zakusy Markiza de Sade’a dodają jedynie szczypty pikanterii tej wysublimowanej corocznej uroczystości. Tylko tutaj pożądanie smakuje granatem a jego źródło sięga filigranowej konewki i małych nożyczek do przycinania krzewów. Aurelia, główna bohaterka, jest budzącą sympatię, młodziutką kobietą. Tajemniczy list, który pewnego dnia ląduje w jej skrzynce – niczym list otrzymany przez Harry’ego Pottera – zmienia jej życie, pociąga w baśniową krainę rodem z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy, w miejsce, które pozwoli jej odkryć swoją seksualność a z niej samej uczyni Alicję z Krainy Czarów. Miejsce to nauczy ją przesuwać granice czerpania przyjemności a także ukaże, że miłość cielesna może nabrać ponadprzeciętnego wymiaru oraz być formą wyrafinowanej sztuki. Bohaterka odkryje nie tyle znaczenie słowa „pożądanie”, co zrozumie przede wszystkim czym jest słowo „kochać”.

Na samym początku muszę ostrzec. Jeśli ktoś czytał pierwsze pięć (lub chociażby jeden) tom serii Osiemdziesiąt dni, tym szóstym (czyli Odwiecznym Balem) będzie zaskoczony. I to bardzo. Jeśli pierwsze pięć się podobały, ten wcale nie musi. W przypadku gdy poprzedniczki zawiodły, ten może zachwycić. Dlaczego? Otóż nie ma on nic z brutalności i surowości pięciu pierwszych części cyklu. Skórzany pejcz, lateks i liny zastąpione zostały poetycką fantasmagorią w której to gotycki ascetyzm kościelnej posadzki miesza się z miękkością ogrodowego trawnika, koloryt perskich dywanów z nierzeczywistymi wręcz inscenizacjami a barwni bohaterowie żyją swym erotycznym tańcem. I wciągają weń czytelnika. Andrei, główny męski bohater, jest tajemniczym jegomościem, który pachnie granatem a jego wybranka Aurelia, godną jego partnerką. Razem tworzą parę niemal idealną. Taką, jaki niejeden związek chciałby reprezentować, tak myślę.

To co urzeka najbardziej, to niewątpliwie klimat książki. Jest po prostu niezwykły. Nierealność, cudowność, magia to słowa, które jako pierwsze nasuwają mi się by określić fabułę. Jest to wspaniały i niezapomniany koktajl dla zmysłów. Być może wyda się niektórym zbyt patetyczny, być może zostanie odebrany za naiwny. A na pewno za zbyt odważny. Jedno jest pewne – jest baśniowy, bajkowy, inny aniżeli w przeciętnej erotycznej książce. Dla mnie, pozycja ta, jest po prostu kwintesencją dobrego smaku i to na tego rodzaju książki z dziedziny literatury erotycznej chciałabym móc częściej trafiać.

W przypadku prozy Viny Jackson sceptyków jest wielu. Jej książki określa się jako zbyt odważne, zbyt brutalne, wręcz pornograficzne. Ja twierdzę (a obiektywizmu nie sposób się akurat przy tym nazwisku doszukać – darzę go wielkim sentymentem), że sięgając po powieść z półki oznaczonej etykietą „literatura erotyczna”, trzeba zdawać sobie sprawę, że to swego rodzaju voyeuryzm. Podglądactwo wymaga odwagi. Dobra literatura erotyczna, jeśli za taką ma być traktowana, może a nawet powinna być śmiała i mocna w swoim przekazie. W tego typu książkach jest i powinno być miejsce na obsceniczność oraz wyuzdanie (oczywiście umiejętnie i ze smakiem wplecione, gdyż jego nadmiar z literatury erotycznej robi literaturę pornograficzną). Dosadność języka i jego wulgarność , jeśli wymaga tego kontekst, jest jak najbardziej uzasadniona. Jeśli odbiorca ma z tym problem, powinien odłożyć książkę na półkę a siebie nazwać pruderyjnym. Ewentualnie może sięgnąć np. po serię Harlequin lub Pięćdziesiąt twarzy Greya. Oszczędzi sobie nerwów i niesmaku. Jeśli oczekuje jednak dobrej porcji, niemal baśniowej rozrywki, to tutaj ją odnajdzie.

Ja natomiast z niecierpliwością czekam na kolejne powieści Viny Jackson. Jestem przekonana, że jeszcze nie jeden raz mnie zaskoczy i porwie w swój perwersyjny, pełen niebanalnych bodźców świat. To on sprawia, że nazwisko autorów (jak i ich książki) darzę szczerą sympatią i mam ochotę od czasu do czasu do nich wracać. A chyba to świadczy o ich sukcesie. Jak dla mnie jest to idealny materiał na luźniejszy, niezobowiązujący wieczór. Prawdziwa uczta dla zmysłów i detoks dla umysłu. Jestem na tak!

Jednym zdaniem

Odważna i urzekająca zarazem baśń dla dorosłych.

— Dominika Rygiel
0 komentarzy
0 Polubień
Poprzedni wpis: Kiedy ego igra z ego – „Tożsamość”, Milan KunderaNastępny wpis: Bo warto czytać! – „Małomówny i rodzina”, Małgorzata Musierowicz

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
Czytaj więcej

Magazyn Bookiecik Extra
Najnowsze wpisy
Kalendarz
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane