Najtrudniejszy rejs życia – „Dzień, w którym umarł Nils Vik”

Gdyby można było streścić powieść Frode Gryttena w jednym zdaniu, śmiało można by przytoczyć heraklitowską maksymę „panta rhei”. „Dzień, w którym umarł Nils Vik” to bowiem powieść sugestywnie ukazująca nieustającą zmienność świata, w którym nic nie jest trwałe, w którym rzeczywistość nieustannie przemija, a wszelkie ludzkie pragnienia i marzenia rozmyte zostają przez bolesną prozę życia i upływ czasu. Ta uhonorowana w 2023 roku prestiżową norweską nagrodą Brage książka to jedna z piękniejszych opowieści nie tylko o odchodzeniu, ale i o dojrzałej, małżeńskiej miłości.

Nils Vik to sześćdziesięcioośmioletni mężczyzna żyjący w samotności na norweskim fiordzie. To człowiek nielubiący zmian, ceniący powtarzalność i prostotę dnia codziennego. Jego codzienność wypełnia przeprawa promem, którym przewozi pasażerów, nawiązując z nimi mniej lub bardziej zażyłe relacje. „Tak to widział: był mężczyzną (…), był odkrywcą, lecz w obrębie ograniczonej geografii”, mówi o sobie. Jego przewidywalny świat znika wraz z odejściem żony Marty. W tym momencie umyka również jego sens życia. Po pogrzebie małżonki osamotniony mężczyzna postanawia wyruszyć w swoją ostatnią podróż. „Tyle stracił, tyle przepadło”, stwierdzi „wkrótce wszystko obejmie nieobecność”, doda smutno, decydując się na krok ostateczny.

„Po pogrzebie Marty Nils wprowadził się do łodzi. W domu przez tydzień było pełno ludzi, którzy potem wyjechali. Wszyscy wrócili do swoich spraw. Ich córki też. Zapytały, czy zostać dłużej, ale on odpowiedział, że nie chce zabierać im więcej czasu. Bez ludzi w domu chłód rozlewał się po pomieszczeniach i wnikał w ciało.”

Frode Grytten stworzył przeszywająco prawdziwą opowieść o rozpadzie świata, w który mężczyzna wierzył i w który całym sobą się wpisywał. Wraz ze śmiercią małżonki rozpada się jego mikrokosmos, a w miejscu znajomej i oswojonej rutyny pojawia się tęsknota, z którą próżno się pogodzić i dla której próżno znaleźć przestrzeń. To rozpacz rozlewająca się wewnątrz serca i duszy, której nie są w w stanie pomieścić. Jest to poruszająca historia o przeżywaniu straty, w której Norweg ukazuje żałobę jako intymny, mozolny proces, z którym trzeba zmierzyć się osobiście, w samotności.

Załamanie, jakie przeżywa Nils, jest jednocześnie rozpadem wszystkiego, w co wierzył. Gdy wyrusza w swój ostatni rejs, mierzy się z kluczowymi momentami swojego życia. Zjawy, które spotyka, są dla niego lustrem, w którym odbija się wszystko to, co kochał i co bezpowrotnie utracił. Duchy przywołują trudne i niejednoznaczne aspekty, między innymi z życia jego małżeństwa. Sekret, który skrywała Marta, przepracowany zostaje dopiero w dniu, w którym mężczyzna postanawia odebrać sobie życie i w którym spotyka dawnego przyjaciela – Roberta. To dowód na to, że schyłek ludzkiej egzystencji bywa chwilą, w której trzeba pogodzić się z tym, co nie do końca poszło zgodnie z planem. Akceptacja odchodzenia, zmienności życia, tak często odbiegającego od wyobrażeń i pragnień, stanowi clou tej narracji.

Jednocześnie, choć głównym bohaterem książki pozostaje pełnokrwisty mężczyzna u schyłku życia, jest to również poruszająca opowieść o poszukiwaniu, odnajdywaniu i odradzaniu się kobiecości. Norweski prozaik i dramaturg między wierszami wplata ujmującą historię o miłości, która przychodzi i odchodzi, o utraconej kobiecości, którą pragnie się zatrzymać w ramionach świadomego mężczyzny, człowieka, który widzi kobietę całym sobą, nie tylko przez pryzmat prozy życia i pragmatycznego prowadzenia wspólnego gospodarstwa domowego, lecz też poprzez jej wnętrze, naturę i aurę.

Ta miniatura literacka opowiada tym samym o wykorzystanych i utraconych szansach, które stają pomiędzy małżonkami; o tym, że tylko od ich dojrzałości zależy, czy będą w stanie przepracować niedomówienia i na powrót spojrzeć sobie w oczy i dożyć w zgodzie końca swoich dni. Aspekt kobiecości odmalowany zostaje również przez pryzmat macierzyństwa, które przestaje być dla młodych ludzi priorytetem, co gorzko skonstatuje Nils: „Będą żałować, powiedział, wierz mi, będą żałować”.

„Wszystkie te ostanie razy. Koniec zawsze jest inny, niż sobie wyobrażasz, a koniec to wszystko, prawda? Nadchodzi ostatni raz, kiedy sadzasz sobie córkę na barana i niesiesz ją przez las. Ostatni raz, kiedy wschodzisz po górskim zboczu i patrzysz na krajobraz, który jest twój. Ostatni raz, kiedy idziesz do sklepu kupić chleb, mleko i masło. Ostatnie lato. Ostatnia kąpiel.”

Ta przetłumaczona na ponad dwadzieścia języków powieść pozostaje jednocześnie fascynującą pochwałą monotonii i powtarzalności ludzkiej egzystencji, gdyż to one w dużej mierze zapewniają człowiekowi poczucie bezpieczeństwa i dają złudne wrażenie panowania nad życiem. Autor sugeruje, że proza codzienności nie powinna przysłaniać świadomego przeżywania, wszak „Urodzić się to znaczy żyć na tyle długo by dowiedzieć się, czym są powietrze, morze, ziemia, nienawiść i miłość, podziękować i się pożegnać”.

„Ale po co nam szczęście? A żądza? Zwątpienie? Zazdrość? Czym jest życie bez smutku i bólu? Przypominasz mi ludzi, którzy czytają tylko pierwszy rozdział książki”.

Istotny w tej narracji jest styl: surowy, chłodny, zdystansowany, a jednocześnie zdumiewająco duszny i gęsty, przenikliwy. Nie brak tu realizmu magicznego, który wzmacnia całość. Historia ta pozostaje przy tym cicha, kameralna i intymna. To opowieść, której nie tylko się doświadcza i którą się kontempluje, lecz której trzeba dać czas, by w nas dojrzała.

To doskonała opowieść o marzeniach jednostki, których otoczenie nie jest w stanie spełnić, o stracie, zdradzie, przepracowywaniu żałoby, o wyborach i odpowiedzialności za nie, wreszcie o dojrzałej, małżeńskiej miłości silniejszej niż porywy serca i spontaniczne uniesienia oraz o wszystkich utraconych szansach i życiowych priorytetach, które pozostawiają po sobie dojmujący, nieukojony smutek, zrozumiały tylko dla tych, którzy go doświadczyli. I być może właśnie dlatego ta powieść boli tak bardzo. Przypomina, że wszystko przemija, lecz nie wszystko przestaje znaczyć.

„I żaden szczęśliwy człowiek nie pojmie, jak nieszczęśliwy może być ktoś inny”.

Tytuł: Dzień, w którym umarł Nils Vik
Autor: Frode Grytten
Tłumaczenie: Katarzyna Tunkiel
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Ilość stron: 157

Jednym zdaniem

Doskonała opowieść o przemijaniu, ulotności życia oraz intymnego doświadczania żałoby. Powieść napisana chłodnym, skandynawskim stylem pełnym niedopowiedzeń.

— Dominika Rygiel
Postawisz mi kawę?
0 komentarzy
2 Osób lubi to
Poprzedni wpis: Bookiecik zapowiedzi – marzec 2026

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Z wykształcenia romanistka. Z zamiłowania czytelniczka. Pełna skrajności. Z jednej strony pielęgnująca w sobie ciekawość i wrażliwość dziecka, z drugiej krytycznie patrząca na świat.

Wesprzyj Bookiecik
Dziękuję, że jesteś częścią tej historii.
Zostań Patronem
Odwiedź mnie na

Bookiecik na YouTube

Najnowsze wpisy

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Kalendarz
marzec 2026
P W Ś C P S N
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane
Archiwum