Anioł Śmierci w szponach miłości – „Akuszerka”, Katja Kettu

Z czym kojarzy się Wam Laponia? Święty Mikołaj, elfy, lasy pokryte śniegiem? Zapomniany, skuty lodem kraniec świata? Jak najbardziej. Niemiecki obóz jeniecki podczas drugiej wojny światowej? Trochę mniej? A jednak tam był. Choć mało kto da temu wiarę, nawet w tak odległe miejsce dotarła druga wojna światowa, i to w swej najbardziej brutalnej odsłonie.

Katja Kettu umieszcza Akuszerkę w samym środku wydarzeń rozgrywających się w miejscu zwanym Fiordem Martwego Człowieka. Ochrzczona przez sąsiadów mianem Krzywego Oka dziewczyna przyjmuje porody, leczy ziołami schorowanych ludzi. Finka zakochuje się w niemieckim esesmanie Johannesie Angelhurście, wpada w wir niszczycielskiego pożądania a tym samym staje się świadkiem rzeczy niewyobrażalnych. Podejmuje pracę w obozie jenieckim, gdzie obok nie dających się objąć ludzkim umysłem praktyk, przeżywa miłość swego życia, kocha, jest kochana, staje się matką.

Biorąc pod lupę autentyczne dzienniki i zapiski Heleny Angelhurts – córki zrodzonej z tytułowej akuszerki i wyżej wspomnianego Niemca, Katja Kettu sprawiła, iż mam w głowie istny mętlik. Chyba nigdy nie miałam w ręku książki, która wywołałaby we mnie tak skrajne i sprzeczne uczucia; pozycji takiej, co do lektury której miałam bardzo wysokie wymagania, a które w miarę przewracanych stron ulegały totalnej destrukcji. Nie jeden raz nachodziły mnie myśli, by po prostu odłożyć książkę na półkę i nigdy do niej nie wracać, bo zwyczajnie nie warto. Nigdy nie czytałam powieści, którą w połowie po prostu zmęczyłam a w drugiej pochłonęłam w mig, z wypiekami na twarzy. I wreszcie takiej, której na pewno nie zapomnę a jednocześnie o której dobrze mówić nie będę. Brzmi paradoksalnie, prawda? I takie też jest. Dlaczego?

Patrząc przez pryzmat opisywanych wydarzeń, Akuszerka jest pozycją niebagatelną, nie dającą o sobie zapomnieć. Autorka niezmiernie obrazowo, choć przy zachowaniu oszczędności i prostoty słowa, opisała brutalną prawdę o niemieckich obozach, ukazała surowe warunki Północnej Finlandii. Pierwsze skrzypce grają tutaj pierwotne i prymitywne instynkty a naturalistyczna i realistyczna nuta przebrzmiewa przez każde spisane przez pisarkę zdanie. I to w sumie w książkach doceniam. A nawet kocham.

W tym jednak przypadku, językowa strona książki jest jej największym dysonansem. Zdania są nad wyraz ordynarne, prostolinijne, nie brak w nich rubaszności. Co dziwniejsze, jednocześnie zachwycają swym liryzmem. Niebywałe, że tak skrajne cechy mogą łączyć się w spójną całość. Przyznaję jednak szczerze – do połowy nie byłam w stanie przebić się przez ten specyficzny, niezrozumiały styl i dosyć rozwleczony rozwój akcji. Patrząc z boku, przyznaję, że książka napisana jest dziwacznie, niemal koszmarnie. Zawiły styl i nieoczywisty szyk w zdaniach wymagają od strony odbiorcy niebywałej atencji i samozaparcia. Co za tym idzie, nie jest to książka łatwa w odbiorze. Tak jak nieoczywistym dla mnie jest fakt kto w tej kwestii zawinił (autorka czy tłumacz), tak nieoczywista jest sama Akuszerka. Jest plątaniną gatunków: taniej klasy literatura erotyczna miesza się tutaj z dobrą literaturą faktu. Atawistyczne pobudki i poetyckie, choć surowe epitety przelewają się przez karty powieści wywołując w czytelniku wewnętrzny bunt. To on sprawił, że książka mną wstrząsnęła, zniesmaczyła by po przemyśleniach po prostu… zachwycić.

Akuszerka nie chce mi wyjść z głowy. Jeśli to nie jest jej największy atut i atrybut, dla którego warto po nią sięgnąć, to już nie wiem co mogło by nim być. To zapewne dlatego okrzyknięta została czytelniczym fenomenem. Myślę, że zasłużenie. Uważam, że warto ją przeczytać. Chociażby po to, by wyrobić sobie o niej konkretne zdanie. Radzę jednak nastawić się na trudną przeprawę.

Jednym zdaniem

Zło wojny, surowość nordyckiego klimatu i piękno zakazanej miłości - "Akuszerka" to powieść pełna dysharmonii. Napisana została w sposób niezwykły, może zniesmaczyć lub/i zachwycić. Ja polecam!

— Dominika Rygiel
13 komentarzy
0 Polubień
Poprzedni wpis: (nie)perfekcyjny poradnik – „Nieperfekcyjna mama”, Anna DydzikNastępny wpis: Małymi kroczkami, ale zawsze do celu – „Ślady”, Jakub Małecki

Zobacz także

Komentarze

  • Michał

    2 stycznia 2017 at 09:02
    Odpowiedz

    Bardzo zachęcająca recenzja. Ta trudność, niejednoznaczność i dodatkowo realia powieści sprawiają, że muszę po nią sięgnąć. Pozdrawiam

  • Izabela

    2 stycznia 2017 at 00:38
    Odpowiedz

    A ja myślę, że styl i język doskonale pasują do ludzi, wydarzeń i specyfiki miejsca akcji, szczególnie jego surowego środowiska geograficznego, które nadało rys zarówno […] Czytaj więcejA ja myślę, że styl i język doskonale pasują do ludzi, wydarzeń i specyfiki miejsca akcji, szczególnie jego surowego środowiska geograficznego, które nadało rys zarówno tej powieści jak i jej bohaterom. Jestem właśnie w trakcie czytania i język, choć rzeczywiście specyficzny, dla mnie jest nieprzypadkowy, nadaje charakter i klimat tej opowieści, uzupełniając i wzbogacając doznania czytelnika. Autorka z pewnością nie osiągnęłaby takiego efektu wygładzając i ugrzeczniając język. Widzę w nim nawet alegorię do profesji głównej bohaterki, dla której codziennością są krwawe spektakle matki natury, gdzie grzech i moralny występek nie zawsze czynią to wydarzenie wzniosłym i pięknym. Sama Krzywe Oko jest bękartem i myślę, że jej siła pochodzi z wewnętrznego buntu. Polecam też film, uważam że jest wyjątkowy. W nim narrację przejmuje przepiękny lecz zimny, naturalistyczny i surowy krajobraz tego miejsca, który świetnie zgrywania się z szorstkim charakterem bohaterów, zabobonnych i prostych ludzi skalanych wieloma ułomnościami ludzkimi. Wyświetl mniej

    • Dominika Rygiel
      do Izabela

      2 stycznia 2017 at 10:00
      Odpowiedz

      Dziękuję Ci za ten wpis, to, co piszesz jest prawdziwe i się z tym zgadzam. Mnie ten wulgarny, szorstki język absolutnie nie przeszkadzał. Mierził mi […] Czytaj więcejDziękuję Ci za ten wpis, to, co piszesz jest prawdziwe i się z tym zgadzam. Mnie ten wulgarny, szorstki język absolutnie nie przeszkadzał. Mierził mi jednak toporny, nienaturalny styl, tak jakby tłumacz książki nie dał mu rady. Wyświetl mniej

  • Bookendorfina Izabela Pycio

    30 grudnia 2016 at 17:24
    Odpowiedz

    Powieści, które spotykają się z niejednoznacznym odbiorem czytelników, zawsze powodują, że mam wielką chęć się z nimi spotkać, samemu przeżyć ich treść i nadać jej […] Czytaj więcejPowieści, które spotykają się z niejednoznacznym odbiorem czytelników, zawsze powodują, że mam wielką chęć się z nimi spotkać, samemu przeżyć ich treść i nadać jej czytelniczą barwę. Po książkę sięgnę, jeszcze nie teraz bo czeka w kolejce, ale już jest na liście. :) Wyświetl mniej

  • Klaudia

    30 grudnia 2016 at 09:18
    Odpowiedz

    Niestety język fiński jest dosyć skomplikowany i trudny w tłumaczeniu. Wiele słów nie ma polskiego odpowiednika, więc ciężko jest tłumaczyć fińskie książki :-( […] Czytaj więcejNiestety język fiński jest dosyć skomplikowany i trudny w tłumaczeniu. Wiele słów nie ma polskiego odpowiednika, więc ciężko jest tłumaczyć fińskie książki :-( więc te niespójności, o których piszesz mogą wynikać właśnie z tłumaczenia. Na szczęście uczę się fińskiego u samego jego źródła, czyli w Finlandii i mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła przeczytać "Akuszerkę" w oryginale :-) Wyświetl mniej

    • Dominika Rygiel
      do Klaudia

      30 grudnia 2016 at 10:06
      Odpowiedz

      Czekam więc z niecierpliwością na Twoją opinię. Książka jest świetna. Choć napisana (przetłumaczona?) fatalnie. Przyznam jednak szczerze ze do tego dziwacznego stylu można się […] Czytaj więcejCzekam więc z niecierpliwością na Twoją opinię. Książka jest świetna. Choć napisana (przetłumaczona?) fatalnie. Przyznam jednak szczerze ze do tego dziwacznego stylu można się przyzwyczaić. Wyświetl mniej

  • Aga - E Book Book

    30 grudnia 2016 at 09:02
    Odpowiedz

    Czekałam na tą recenzję, gdyż na facebooku widziałam jak skrajne uczucia wywołała w Tobie ta książka. W jednej chwili pojawił się post, ze męczysz i […] Czytaj więcejCzekałam na tą recenzję, gdyż na facebooku widziałam jak skrajne uczucia wywołała w Tobie ta książka. W jednej chwili pojawił się post, ze męczysz i męczysz, a tyle dobrej literatury leży obok i czeka, po czym już za chwilę przeczytałam, że dawno nie czytałaś tak poruszającej pozycji :D Wtedy pomyślałam sobie "Oho! Oto magia literatury :) To będzie ciekawa recenzja" i faktycznie taka jest. Znam jedną książkę która porusza bardzo trudny, niewyobrażalnie bolesny i okrutny temat, a są to "Wybrańcy" Sanberga. Zmęczyła mnie ona psychicznie, choć powinna emocjonalnie, a wszystko za sprawą strasznego stylu pisarza. Przyznaję, że mi o szczerych chęci nie dokończyłam jej. Dobrze, że Ty w połowie nie zdecydowałaś się jednak na porzucenie "Akuszerki" bo dzięki temu podzieliłaś się z nami swoimi obserwacjami i teraz wiem, że muszę mieć tą książkę na uwadze :) Wyświetl mniej

    • Dominika Rygiel
      do Aga - E Book Book

      30 grudnia 2016 at 10:07
      Odpowiedz

      Chociażby ze względu na temat jaki porusza trzeba po nią sięgnąć. Co do języka... można przywyknąć. Choć momentami bywa bulwersujacy. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
Czytaj więcej

Magazyn Bookiecik Extra
Najnowsze wpisy
Kalendarz
Lipiec 2017
P W Ś C P S N
« Cze    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane