Kiedy ego igra z ego – „Tożsamość”, Milan Kundera

Stało się. Igrając słowem i bawiąc się swoimi bohaterami Milan Kindera po raz kolejny ze mnie zakpił a tym samym wprawił mnie w niebywały zachwyt i niedowierzanie. Jakim cudem, nakładem zaledwie dwóch postaci i niewyszukanym, prostym językiem, na niecałych 150 stronach można stworzyć coś tak kunsztownego? Bo taka właśnie jest Tożsamość, powieść powstała w 1997 r. a niedawno wznowiona nakładem wydawnictwa WAB.

Historia ta nie jest rzeczą bardzo skomplikowaną. To na pierwszy rzut oka zwykły romans rozgrywający się pomiędzy Chantal i Jean-Marciem. Ona nie czuje się atrakcyjna i codziennie ubolewa nad tym, że nie ma w sobie już młodzieńczej ikry. On, starając się poprawić jej nastrój, podsyła jej anonimowe miłosne listy, które początkowo wprawiają ją w zachwyt i podsycają odrobinę ogień w ich związku. Opowieść na pierwszy rzut oka – zdawać by się mogło – jest pełna romantyzmu i lekkości. Nic bardziej mylnego.

Jak to u Kundery bywa (czego dowodem są na przykład takie powieści jak Żart czy Śmieszne miłości), nic nie znacząca na pierwszy rzut oka decyzja bohatera zmienia wiele, powoduje nieprzewidziany zwrot akcji będący wręcz katastrofalny w skutkach. Dzieje się tak i tym razem. Chantal i Jean-Marc grają w banalną grę. Ich zagrywka początkowo jest niczym dziecięca igraszka. On pragnie sprawić jej przyjemność. Ona myśląc, że ma tajemniczego wielbiciela, dostaje skrzydeł. Nie chwali się jednak przed swoim partnerem swym tajemniczym adoratorem. On czuje się tym faktem rozczarowany. Gra nabiera więc tempa a jej finał nie jest bynajmniej przewidywalnym happy endem.

Niebywałym i chyba największym atutem niniejszej powieści jest jej nieprzewidywalność oraz biegnąca w niewiarygodnym wręcz kierunku fabuła. Na pozór romantyczna i banalna, inteligentnie stopniowana intryga, staje się pełną niepokoju (momentami pokusiłabym się nawet o określenie – grozy) opowieścią o obsesji posiadania. Niedopowiedzenia oraz rozbieżne oczekiwania pary kochanków powodują u czytelnika emocjonujące dreszcze i dziwny wewnętrzny lęk a u samych bohaterów serię niezłomnych pytań o swą tożsamość. Chantal i Jean-Marc będą zmuszeni rozwikłać pojawiający się u nich problem dotyczący granic swych poczynań i w imię miłości, stawić czoła zazdrości oraz odkryć na nowo swoją niezależność.

W literaturze bardzo cenię sobie jej piękno. Jeszcze bardziej lubię jednak gdy autor wyszukanymi słowami tapla się w brudzie, wyciąga na światło dzienne wszelkie niedogodne nieczystości. Kundera jest w tej dziedzinie na swój sposób mistrzem. W pięknej literackiej oprawie znajdziemy więc sporo erotyki, tej brudnej i oślizłej, dalekiej od romantyzmu. Pocałunek u Kundery nie jest więc czymś estetycznym, jest zaledwie

wymianą ślin, (…) kaprysem, dewiacją, nieczystością typową dla Zachodu, (…) armią mikrobów (…).

Kundera, prócz bardzo dobrej fabuły, zadbał również o filozoficzny wydźwięk swojej powieści. Tożsamość to pean na cześć pamięci. To ona w znacznej mierze wytycza ścieżki bohaterów.

Przypominać sobie przeszłość, nosić ją zawsze przy sobie jest być może koniecznym warunkiem zachowania, jak to się mówi, integralności swojego ja.

To również swego rodzaju manifest miłości cielesnej. Autor w odważnych, wręcz kontrowersyjnych słowach wskazuje, że miłość to nie chemia, nie uczucia a tylko i wyłącznie pociąg ciała do ciała.

(…) Biblia nie wymaga od nas (…) abyśmy szukali sensu życia. Wymaga od nas, abyśmy się rozmnażali. Kochajcie się i prokreujcie. Proszę dobrze zrozumieć: sens owego „kochajcie się” jest określony przez „prokreujcie”. „Kochajcie się” nie oznacza w żaden sposób miłości miłosiernej, współczującej, duchowej czy namiętnej, lecz oznajmia po prostu: „uprawiajcie miłość!”, „kopulujcie” (przybiera słodki ton i pochyla się nad damą:)… „pieprzcie się!”. (…) Reszta to brednie.

Jak widać na przykładzie powyższego cytatu, pisarz uprzedmiotawia uczucie miłości. Czyni to jednak – co niezmiernie cenię w jego dziełach – z wysmakowaniem i dobrym poczuciem humoru.

Patrząc tylko na Tożsamość, książka wypada bardzo dobrze. Jest prosta, wręcz tak jak jej ograniczona do minimum okładka. Dopiero między wierszami doszukać się można jej drugiego, bardziej wyszukanego dna. Porównując ją jednak do innych książek autora, przykładowo do Nieznośnej lekkości bytu czy Księgi śmiechu czy zapomnienia, wypada ona niestety już blado. Brak jej tego poetyckiego piękna, eteryczności, która zachwycała w dziełach Kundery z początku jego literackiej kariery. Muszę przyznać, że odrobinę brakowało mi tej barwnej językowej estetyki.

Trzeba przyznać, że proza Milana Kundery to proza paradoksalna. Autor prostymi i niewyszukanymi środkami kreśli opowieść zwyczajną, niemal nudną. W miarę rozwoju akcji, staje się ona jednak zawiła i niejednoznaczna. Zachwyca zatem swym minimalizmem oraz wypływającym z treści przesłaniem. Autor zarzuca zarówno na bohaterów, jak i na czytelnika sieć, pułapkę z której trudno jest się wyplątać. Tym samym zmusza do współpracy, myślenia i skupienia się na fabule i jej przesłaniu. Tożsamość jest bez wątpienia pozycją dla wymagającego czytelnika. Mimo, iż nie jest to Kundera, którego w pełni kocham, to lektura niniejszej pozycji na pewno nie była dla mnie i nie będzie dla nikogo czasem straconym. Warto znać!

Jednym zdaniem

Książka, która udowadnia, że banalna z pozoru zabawa może być znamienna w skutkach. Napisana kunsztownie. Trzeba przeczytać!

— Dominika Rygiel
0 komentarzy
0 Polubień
Poprzedni wpis: Dobre, bo polskie – „Z jednym wyjątkiem”, Katarzyna PuzyńskaNastępny wpis: Uczta dla zmysłów – „Odwieczny bal”, Vina Jackson

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
Czytaj więcej

Magazyn Bookiecik Extra
Najnowsze wpisy
Kalendarz
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane