Legenda od kuchni – „Freddie Mercury”, Peter Freestone, David Evans

5 września 1946 roku na wyspie Zanzibar przyszedł na świat niepozorny, nieśmiały chłopiec. Farrokha Bulsarę od rówieśników wyróżniały dwie rzeczy: specyficzny zgryz oraz nieprzeciętna artystyczna wrażliwość. To właśnie ona, w połączeniu z oryginalnym głosem i wizjonerskim spojrzeniem na muzykę, pozwoliła równo 70 lat temu narodzić się prawdziwej i niezapomnianej legendzie. Autor najsłynniejszego sportowego hymnu We are the champions czy magnum opus grupy Queen – Bohemian rhapsody stał się swoistą ikoną rocka, taką, której nie zagraża czas a jeśli nawet, to zdecydowanie działa to na jej korzyść. Nazwisko Mercury’ego, w miarę upływających dekad, stało się czymś klasycznym, ponadczasowym i nieśmiertelnym. Nic więc dziwnego, że postać ta doczekała się wielu biografii, zarówno tych czysto encyklopedycznych, jak i odwrotnie, takich, spod pióra bliskich współpracowników. Jedną z nich jest propozycja Petera Freestone’a, wieloletniego asystenta gwiazdy. Czy wybija się spośród morza podobnych publikacji?

I tak, i nie.

To, co charakteryzuje niewydaną w Polsce (trochę szkoda) książkę Freddie Mercury, to fakt, iż pisana jest z punktu widzenia osoby, która przez wiele lat, niemal dzień w dzień towarzyszyła muzykowi. Informacje zawarte w publikacji są więc informacjami z pierwszej ręki, opisują nie tyle koncertowy blichtr czy muzyczne dokonania zespołu Queen, co po prostu życie codzienne artysty. Freestone opisuje pierwsze kroki, jakie stawiał u boku Mercury’ego oraz życie za kulisami większych koncertów. Skupia się również na algorytmie powstawania poszczególnych krążków zespołu Queen oraz przedstawia emocje, jakie towarzyszyły muzykowi podczas tworzenia największych przebojów grupy. Przytacza też anegdoty związane z produkcją poszczególnych wideoklipów. To co najbardziej jednak fascynujące w niniejszej pozycji, to niewiarygodnie szczegółowe przedstawienie londyńskiej posiadłości Garden Lodge. Autor z niesłychaną wręcz precyzją naszkicował obraz domu artysty skupiając się nie tylko na szczegółowym rozmieszczeniu pomieszczeń. Niezwykle drobiazgowo nakreślił zawartość poszczególnych pokoi (uwzględniając nawet kolorystykę ścian oraz dobór tapet). Asystent Mercury’ego nie omieszkał wspomnieć o fanatycznej wręcz miłości Freddiego do sztuki. Poświęcił więc jeden z rozdziałów na to, by przytoczyć większość eksponatów zgromadzonych przez gwiazdę. W niniejszej biografii znajdziemy również fragmenty mówiących o kulinarnych upodobaniach frontmana Queen a także dotyczące jego miłości do kotów. I to są niekwestionowane atuty tej biografii. Rzucają poniekąd nowe a zarazem ciepłe światło na życie artysty, przedstawiają go jako wrażliwego, skupionego na życiu „rodzinnym” człowieka.

Tak jak w przypadku wspomnień Jima Huttona, tak również niniejszej książce nie brak słabych punktów. Jednym z nim jest bez wątpienia szczegółowy opis ostatnich dni artysty. Może się powtórzę, napiszę to jednak jeszcze raz. Nie rozumiem dlaczego tak bliskie osoby z otoczenia muzyka, osoby tytułujące się jako jego przyjaciele, w tak tani sposób pozwoliły sprzedać społeczeństwu te najbardziej intymne chwile. Czytając o Freddiem leżącym na łożu śmierci było mi niezręcznie, czułam zażenowanie i niesmak, taki, jaki czuje się tylko i wyłącznie w chwili, gdy patrzy się na coś moralnie zakazanego. Mleko jednak się rozlało, książka jest ogólnodostępna a wspomnienia trafiły pod moją strzechę. Skłamałabym pisząc, że mnie one nie zafascynowały. Wręcz przeciwnie, czytałam je z zapartym tchem, z mocno bijącym sercem i podekscytowaniem. Momentami czułam jednak swoisty, psychiczny dyskomfort.

Z wielu względów książkę tę zmuszona byłam przestudiować dosyć szczegółowo. Zestawiłam ją również z informacjami, jakie przedstawiane zostały w innych biograficznych propozycjach, szczególnie tych proponowanych przez bliskich z otoczenia Freddiego. Muszę wyciągnąć przykry i druzgoczący wniosek. Fakty, szczególnie te dotyczące zebranych przez piosenkarza dzieł sztuki, nie są w pełni rzetelne, rozmijają się z informacjami przedstawianymi chociażby w książce autorstwa Jima Huttona lub Petera Hince’a, nie brak w nich niestety również błędów rzeczowych. Biorąc pod uwagę fakt, iż jest to pozycja biograficzna, uważam, że jest to swego rodzaju nietakt a także ignorancja autora (nie tylko w stosunku do tego co opisuje, ale również w stosunku do swych potencjalnych czytelników). W książce tego typu, wypadałoby pokusić się o merytoryczną korektę, szczególnie tych informacji, co do których nie jest się pewnym.

Summa summarum, jestem zdania, że książka Petera Freestone’a, pomimo kilku przedmiotowych błędów, przegadania i zbytniej drobiazgowości (która tych mniej zainteresowanych czytelników po prostu zanudzi) zasługuje na uwagę. Odkrywa inną, tę mniej znaną twarz Mercury’ego, Freddiego – mecenasa sztuki czy Freddiego – domatora. Aż dziw bierze, biorąc pod uwagę fakt, że przykładowo książka Jima Huttona jest już w Polsce wznawiana, że tytuł ten nie doczekał się (jeszcze) polskiego tłumaczenia. Freddie Mercury spod pióra Freestone’a byłby smakowitym kąskiem, a patrząc na datę, można pokusić się o określenie: „urodzinowego tortu” dla niejednego fana.

Jednym zdaniem

Książka, która przeniesie nas w czasie i przestrzeni - do miejsca bliskiemu gwieździe, do jego domu. Propozycja tak intrygująca, jak i intymna. Kusząca, bez dwóch zdań.

— Dominika Rygiel
0 komentarzy
1 Polubienie
Poprzedni wpis: O (po)wadze chleba – „Głód”, Martín CaparrósNastępny wpis: Powrót na stare śmieci – „Trzydziesta pierwsza”, Katarzyna Puzyńska

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
Czytaj więcej

Magazyn Bookiecik Extra
Najnowsze wpisy
Kalendarz
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane