MIĘDZY WENUS A MARSEM, MISJA #9: „Idiota”, Fiodor Dostojewski

O tym, że Fiodor Dostojewski wielkim pisarzem był, nie trzeba chyba przekonywać żadnego miłośnika literatury pięknej. Nie wszyscy wiedzą jednak, że droga do nieśmiertelnej sławy autora bynajmniej nie była usłana różami. Pomijając kwestie czysto prywatne (jak choćby uratowanie pisarza na chwilę przed wykonaniem na nim egzekucji), sama literacka kariera Dostojewskiego, po niezwykle entuzjastycznym przyjęciu debiutanckich „Biednych ludzi” (1846) zdecydowanie zwolniła tempa, a recenzje kolejnych dzieł nie były już tak pochlebne. Dopiero wieloletnie zesłanie na Syberię zapoczątkowało tak zmianę poglądów autora jak i rozkwit jego twórczości. W dwadzieścia lat po debiucie napisał swą najbardziej rozpoznawalną po dziś dzień powieść – „Zbrodnię i karę”, a ugruntowaniem pozycji w literackim świecie był wydany kilkanaście miesięcy później „Idiota”, który to trafia właśnie pod lupę Wenus oraz Marsa. Odkurzamy więc nasz nieco zapomniany już cykl i robimy to z przytupem, biorąc na tapet jednego z najwybitniejszych pisarzy w historii! Zapraszamy do lektury…

ZARYS FABUŁY

idiota1 (1)On: „W końcu listopada, w odwilż, około dziewiątej rano, pociąg petesbursko-warszawskiej kolei żelaznej całą parą podjeżdżał do Petersburga.” – tymi oto słowy rozpoczyna się napisane w latach 1868-1869, jedno z najbardziej znanych dzieł rosyjskiego mistrza pióra – „Idiota”. Nie bez powodu zresztą właśnie to zdanie otwiera powieść, bowiem jednym z pasażerów planujących wizytę w ówczesnej stolicy Imperium Rosyjskiego jest nie kto inny jak tytułowy bohater, o którym sam Dostojewski, tworząc omawianą książkę, pisał w listach:

Chodzi mianowicie o przedstawienie absolutnie doskonałego człowieka. Moim zdaniem nie może być nic trudniejszego, zwłaszcza w naszych czasach. (…) Już dawniej idea ta pojawiła mi się w głowie jako pewien przebłysk obrazu artystycznego, nie chciałem jednak, aby stanowiła tylko część czegoś, potrzebowałem jej jako całości.

Kim jednak jest nasz „idiota” i w jakim celu zawitał do Petersburga? O tym opowie może Dominika…

Ona: Lew Nikołajewicz Myszkin, bo o nim mowa, to dwudziestosiedmioletni ubogi książę, który po długotrwałym leczeniu w Szwajcarii swoich “deficytów rozwojowych” przybywa do stolicy Imperium Rosyjskiego. Teoretycznie w rodzinnych stronach czeka na niego rzekomy spadek, w praktyce zaś, napotka tutaj barwny korowód postaci z całą gamą przywar, które przysporzą naszemu tytułowemu “Idiocie” wielu spięć. Będą źródłem wielu nieporozumień, kuriozalnych sytuacji i dziwacznych zwrotów akcji.

ODCZUCIA TOWARZYSZĄCE LEKTURZE

On: Dziwna to jest sprawa z tym „Idiotą” ponieważ odczucia, które towarzyszyły mi w trakcie lektury (oraz towarzyszące po jej zakończeniu) są baaardzo mieszane. Był i zachwyt i znużenie, przyklaskiwanie i kręcenie głową, fascynacja tym jak można słowem skonstruować tak wyraziste postaci oraz autentyczne wzdychanie na postawy tychże bohaterów. Pełna sinusoida. Głównym jednak uczuciem była świadomość obcowania z literaturą najwyższej próby, bo choć nie wszystko mi w „Idiocie” zagrało, niesamowitą czytelniczą satysfakcję dawało samo smakowanie jednego z najwybitniejszych piór w historii słowa pisanego.

idiota4 (1)Ona: Mną również targały skrajnie różne emocje, aczkolwiek chyba podchodzę do powieści z mniejszym entuzjazmem aniżeli Ty. Początkowy zachwyt grą słowem oraz trafną diagnozą ówczesnego społeczeństwa z każdą kartą powieści zaczął zanikać, zastąpiony znużeniem i zniecierpliwieniem. Niedorzeczność niektórych sytuacji oraz głupota w zachowaniu postaci doprowadzała mnie do szału, a przydługie i niepotrzebne opisy po prostu denerwowały. Owszem, podobnie jak u Ciebie była sinusoida, ale nie jestem tym do końca zachwycona i nawet fenomenalna postawa czytającego powieść Jacka Rozenka (słuchałam książki w formie audiobooka) nie uratowała mojego odbioru.

WALORY POWIEŚCI

On: Pierwszym co według mnie należy zaliczyć na poczet zalet „Idioty” jest styl oraz literacki język Dostojewskiego. Stosunkowo niedawno, ponieważ dopiero niespełna rok temu zacząłem się zaznajamiać z twórczością rosyjskich mistrzów pióra XIX wieku, takich jak Tołstoj, czy właśnie Dostojewski i na chwilę obecną uważam, iż nie istnieje piękniejsze pisanie. I nie mówię tu o kwiecistych zdaniach, czy górnolotnych metaforach, a samym snuciu historii z niezwykłą gracją i lekkością, jednocześnie oddając ducha ówczesnych czasów i ścierając się z różnorakimi światopoglądowymi ideami. Mnie osobiście taki właśnie styl w sobie rozkochał i to (ponownie) dostałem w „Idiocie”.

Ona: Nie mogę się nie zgodzić z Twoją opinią. Styl Dostojewskiego jest doskonały, piękny, ale też pozbawiony afektacji. Pisarz nie szarżuje słowem przez co powieść jest naprawdę przystępna. Jednocześnie wiernie oddaje realia ówczesnej Rosji. Często słyszę opinie, że nie sięgamy po klasyków z obawy przed językiem. “Idiota” to doskonały przykład tego, iż czytania klasyków nie trzeba się bać. To książka dla każdego pod względem formy. Czego niestety nie mogę powiedzieć o treści, ale o tym później.

On: Drugim największym według mnie walorem omawianej lektury jest kreacja poszczególnych bohaterów. Należy tu od razu dodać, że przewija się ich przez dzieło Dostojewskiego całkiem sporo, w związku z czym nie każdy – siłą rzeczy – jest jednakowo interesujący. Nie zmienia to jednak faktu, że z mojej perspektywy mamy tu do czynienia z całą gamą niezwykle wyrazistych postaci; jest książę Lew Myszkin – człowiek dobroduszny, uczciwy i szlachetny, którego przez te właśnie cechy otoczenie określa mianem tytułowego idioty, jest cała rodzina Jepanczynów – układny generał Iwan Fiodorowicz, jego ciągle rozemocjonowana małżonka – Lizawieta Prokofiewna oraz trzy śliczne córki – Adelajda, Aleksandra oraz Agłaja – nie grzeszące specjalnie intelektem. Mamy hulaszczego Rogożyna, podstępnego Lebiediewa, femme fatale w osobie pięknej Nastasji Filipowny… mógłbym tak jeszcze wyliczać i wyliczać, bowiem – jak wspomniałem – bohaterów jest tu od groma i jak na mój gust ich kreacje to zdecydowanie jedna z największych zalet książki.

Ona: To prawda. Sposób przedstawienia poszczególnych bohaterów zasługuje bez dwóch zdań na słowa uznania, co niestety nie jest równoznaczne z faktem, iż są to postaci, które się (po)lubi. Warto jednak zaznaczyć, że owa kreacja bazuje głównie na dialogu, a nie czynie. “Idiota” składa się głównie z rozmów pomiędzy wspomnianymi osobowościami i to właśnie dzięki nim poznajemy ich charaktery. A nie są to postaci nieskazitelne białe. Ba! Nawet ta, która miała takowy reprezentować, czyli nasz tytułowy Idiota w całej swej dobroduszności i dziecięcej naiwności jest tak denerwujący, że głowa mała 😉

On: To fakt, żaden z bohaterów nie jest krystalicznie czysty, a i postępowanie tytułowej postaci potrafi doprowadzić momentami do białej gorączki 😉

MANKAMENTY POWIEŚCI

idiota10 (2)Ona: I to w sumie można uznać za jedną z większych wad książki – ciężko utożsamić się z którymś z bohaterów. Każdy przeładowany jest wadami i przywarami, które są tak rażąco uwypuklone i karykaturalne, że momentami aż niewiarygodne. Jak myślisz?

On: Może i jest racja w Twoich słowach, jednak ja osobiście nie miałem problemu z utożsamieniem się z większością bohaterów. Na pewno wiele zachowań oraz postaw jest uwypuklona, czy nawet karykaturalna, ale chyba taki był zamysł autora, zwłaszcza, że mówimy tu o powieści składającej się głównie z dialogów, czy mówiąc ogólniej – bardziej ze słów i psychologii postaci, aniżeli czynów, dlatego też postaci te musiały być wyraziste, a nawet “przekoloryzowane”. Tak mi się wydaje.

Wadę można według mnie wyliczyć „Idiocie” jedną, za to dosłownie i w przenośni dość sporą, mianowicie powieść jest zbyt długa i rozwleczona. Dziwne to, skoro dla przykładu „Bracia Karamazow” tego samego autora są lekturą zdecydowanie bardziej obszerną, jednak tam nawet przez głowę nie przeszedłby mi zarzut sformułowany względem „Idioty”. Śmiem twierdzić, że gdyby te 700. (w moim wydaniu) stron ukrócić o jakieś 150., nic złego by się nie stało.

Ona: Pełna zgoda. Forma audio trwa prawie 30 godzin i co chwila pojawiające się dłużyzny uprzykrzały mi znacząco życie, odbierając tak naprawdę komfort oraz przyjemność z odsłuchiwania. Gubiłam wątki, musiałam się cofać, by na nowo wejść w fabułę.  Nie ukrywam, że momentami miałam ochotę co nudniejsze fragmenty przeskoczyć, miałam wrażenie, że niektóre z nich tak naprawdę niewiele wnoszą do całości. Oczywiście nie omijałam tekstu, ale finalnie jednak skończyło się na podkręceniu tempa odsłuchiwania 😉

SCENA, KTÓREJ NIE ZAPOMNĘ

On: Scen, które zapadły mi w pamięć mógłbym wyliczyć co najmniej kilka, jeśli jednak miałbym się skupić wyłącznie na jednej to po chwili zastanowienia wybieram całą scenę urodzin jednej z głównych bohaterek – Nastasji Filipowny. Opisywanie jej w całości nie ma większego sensu jeśli założyć, że czytający niniejszy tekst mają lekturę „Idioty” dopiero przed sobą, bowiem samo rozpisanie postaci w niej występujących mogłoby zawrócić w głowie. W skrócie powiem jednak, że w wybranym przeze mnie fragmencie znajdziemy perły, niezręczną grę w opowiadanie żenujących (dla opowiadającego) historii, podwójne zaręczyny, ucieczkę oraz wrzucenie spoooorej sumy pieniędzy do rozpalonego kominka. Słowo daję – ciężko byłoby to opisać, to trzeba przeczytać 😉

Ona: Podobnie jak Tobie, mi również ciężko jest wybrać tę jedną, jedyną scenę, która rzuciła mnie na kolana. Nie wiedzieć dlaczego, z chęcią myślami wracam do tej, w której to książę Myszkin po raz pierwszy gości w domu generała Jepanczyna i poznaje całą rodzinę, przede wszystkim te chwile, podczas których opisywane są ich córki: Agłaja, Adelajda oraz Aleksandra. Było w tej scenie coś uderzającego. Miałam wrażenie, jakbym sama brała w niej udział. Jednocześnie sytuacja, w której księcia pomylono z lokajem, a on sam nikogo nie wyprowadził z błędu w jakiś niesprecyzowany bliżej sposób mnie rozbawił. Uświadomiłam sobie wówczas, że ta powieść to trochę taka tragifarsa. Sięgając po nią nie do końca zdawałam sobie sprawę, że będę mierzyć się z takim a nie innym gatunkiem powieści.

On: Scena przez Ciebie wymieniona, czyli ta z niemal samego początku powieści i pierwsza wizyta księcia Myszkina w domu Jepanczynów, zalicza się również do moich ulubionych. Jest i zabawnie i wciągająco (opowieść o dziewczynie pogardzanej przez całą wioskę), do tego już na starcie dostajemy potężny strzał w postaci naznaczenia przez autora cech wielu głównych bohaterów książki. Dość powiedzieć, że dla nas obojga scena ta jawiła się jako zapowiedź genialnej lektury, co niestety nie do końca się sprawdziło.

Ona: Mnie uderzyła również scena z opisem egzekucji i tym, co osoba idąca na szafot może odczuwać. Opis ostatnich godzin, minut, które to same w sobie są największą karą dla takiego skazańca – nie ukrywam, że na myśl przywodzi mi to inną książkę, którą razem recenzowaliśmy, a mianowicie “Ostatni dzień skazańca” Wiktora Hugo. I tak analizując te pojawiające się co chwila rozważania filozoficzno-duchowe… sama nie wiem czy to zaleta czy wada tej książki. Znacząco odbiegają od głównego nurtu fabularnego i zdecydowanie spowalniają samą akcję.

On: Myślę, że w tym też tkwiło może i nawet sedno tej książki, które do nas nie trafiło. Mam na myśli wszystkie te filozoficzno-duchowe rozważania. Mało tego, olśniło mnie właśnie, że było to czymś co zaniżyło mój odbiór “Idioty” ze względu na moje poprzednie spotkania z Dostojewskim, gdzie w takich “Braciach Karamazow” wątków i wywodów filozoficzno-duchowych jest co niemiara, a jednak tam popychają one powieść do przodu i nadają jej kolejnych znaczeń. W omawianej książce tego nie odczułem.

Ona: Ja natomiast odniosłam wrażenie, że były takimi, piszcząc brzydko “zapchajdziurami”, trochę oderwanymi od fabuły i wciśniętymi na siłę elementami. W założeniu miały one być może i na celu podnieść wartość powieści, obiektywnie rzecz ujmując jednak zabieg ten się nie udał.

CZY TYTUŁOWY “IDIOTA” RZECZYWIŚCIE BYŁ IDIOTĄ?

1593507183785_58442479_2227239800689395_3661456785161584640_o (1)Ona: Wiesz… od samego początku miałam wrażenie, że nie. Że autor igra z czytelnikiem, trochę się nim bawi i z niego drwi. Miałam cały czas poczucie, że ten, który miał być uznany za idiotę, ba! nawet został już na samej stronie tytułowej nim okrzyknięty, ma w sobie więcej rozumu niż cały wachlarz pozostałych i jakże przecież barwnych postaci razem wziętych. Trochę tak, jakby w przypiętej księciu łatce z napisem “idiota” odbijały się wszystkie wady i przywary pozostałych postaci, a on sam służył jedynie jako środek do ich uwypuklenia. Ten zabieg jest godny podziwu i chylę czoła przed talentem rosyjskiego mistrza pióra, bo tak chyba bez krzty przesady można określić Fiodora Dostojewskiego.

On: Z jednej strony na pewno jest tak jak mówisz (i jak potwierdza poniekąd przytoczony na początku tekstu fragment listu samego autora) – tytułowy “idiota” ze swoją szlachetnością, dobrym sercem i wiarą w drugiego człowieka przez większość powieści wydaje się być człowiekiem o wiele bardziej rozumnym niż całe jego otoczenie. Zdaje się, że rzeczywiście miał być swego rodzaju krzywym zwierciadłem dla pozostałych. Z drugiej zaś strony wydaje mi się, że Dostojewski nieco przeszarżował z kreacją głównej postaci, ponieważ dobre serce to jedno, jednak czym innym jest naiwność granicząca z głupotą. Umówmy się, że nikt normalny nie pozwoliłby się obrażać co kilka zdań, tak jak i nikt przy zdrowych zmysłach nie kochałby osoby jawnie z niego drwiącej. Tego nie usprawiedliwia nawet szlachetność. Kolejna i pewnie najważniejsza kwestia jest taka, że omawiamy powieść napisaną przeszło 150 lat temu i to bezpośrednio odnoszącą się do rosyjskiej, czyli obcej nam kultury oraz ówczesnych światopoglądów, co sprawia, że dwa skromne żuczki jak Ty i ja prawdopodobnie nie są w stanie w 100% odpowiedzieć na pytanie: “Co autor miał na myśli?”. Zwłaszcza autor tak wybitny.

Jednym zdaniem

On: To wciąż wyborne pisanie, jednak spodziewałem się czegoś więcej. Ocena: 7,5/10 Ona: Wybitna kreacja postaci oraz mistrzowska gra słowem wespół z nudną i przeciągniętą fabułą. Jest dobrze, a mogło być genialnie. Ocena: 7/10

— Dominika Rygiel
0 komentarzy
2 Osób lubi to
Poprzedni wpis: Dzielnica ciemności – „Truchlin”, Vojtěch MatochaNastępny wpis: Kosmopolityczny konglomerat – „Ostatni Szwajcar na Ziemi”, Lambert Król

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
Czytaj więcej

Magazyn Bookiecik Extra
Najnowsze wpisy
Kalendarz
Sierpień 2020
P W Ś C P S N
« Lip    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane