Na tratwie życia – „Do niewidzenia, do niejutra”, Joanna Bartoń

Joanna Bartoń w iście teatralnym stylu otwiera swą debiutancką powieść. Do niewidzenia, do niejutra rozpoczyna się bowiem mocno sugestywną, a zarazem zagadkową sceną, w której to główna bohaterka – Lo, na poły z nostalgią, na poły prowokacyjnie próbuje odtworzyć chwilę śmierci Zbyszka Cebulskiego. W roli aktora osadza siebie, a przymiarka do tego jakże dramatycznego czynu rodzi szereg pytań zarówno o jego motywy jak i samą intencję.

Ten ostentacyjny czyn to jednakże ledwie preludium dla sensualnie gęstej, błyskotliwej, ale też traumatycznej opowieści o dwojgu ludzi, z których ona – młoda, grzechu warta kobieta po jednej z imprez wpada w ramiona dojrzałego Profesora, który zdawałoby się o kobietach wie już wszystko. Zamknięci w mieszkaniu na dwadzieścia cztery godziny wystawiają na próbę swoje emocje, a także spragnione bliskości ciała. Ich miłosne tango splata się z umysłowymi harcami, które prowadzą bohaterów w najciemniejsze zakątki podświadomości, odkrywając przed nimi najskrzętniej skrywane tajemnice.

To właśnie ciemna strona ich psychiki wypływać zaczyna z każdą godziną wzajemnego obcowania ze sobą stopniowo na wierzch. Głęboko chowane urazy, nieukojone tęsknoty dziecięcych lat harmonizować zaczynają z intymną atmosferą, jaka wytwarza się pomiędzy Jagódką, jak pieszczotliwie nazywa kobietę Profesor, a nim samym. Wzajemne zaciekawienie względem siebie przeistacza się w swego rodzaju emocjonalne uzależnienie, które koreluje ze obopólnym apetytem na siebie i własne ciała.

Ten duszny i hipnotyzujący klimat przypomina swego rodzaju trans, w którym dwoje ludzi ociera się o siebie zarówno cieleśnie, jak i mentalnie. Zmysłowość tę określić można jako piekielnie inteligentną grę, w której nie brakuje wzajemnej fascynacji jak i uwielbienia dla słowa. Ono odgrywa tutaj bowiem kluczową rolę. Joanna Bartoń wyraźnie czuje jego wagę i moc, z łatwością nim szarżuje, uwypuklając pełen wachlarz jego dyskursywnych możliwości. Przemowy Lo skrzą błyskotliwością i dowcipem, narratorka wyraźnie bawi się nim, upatrując w kolejnych słownych konstelacjach jednego ze źródeł własnej przyjemności.

Choć rozkosz tę odnajduje również w ramionach Profesora, tak naprawdę zdaje się to być dla niej towarzystwo opresyjne. Być może jest mentalnie wyzwalające, ale jednak brutalnie obnażające wszelkie brudy przeszłości. Widmo śmierci oraz nieustająca chęć niebytu, nieistnienia nieuchronnie ciążą nad kochankami, którzy z zaskakującą i niemalże masochistyczną chęcią w niej się zatapiają. Te nietuzinkowe kreacje bohaterów, tak pełne sprzeczności, pozostają atrakcyjne i do końca nieodgadnione, co jest wartością dodaną niniejszego utworu.

Debiut prozatorski Joanny Bartoń to intymna spowiedź kochanków, iście kameralna powieść o istnieniu przy jednoczesnej i nieustającej próbie nieistnienia. Wymykająca się schematom i napisana ze swadą historia dwóch Robinsonów na tratwie życia. Warta uwagi.

Tytuł: Do niewidzenia, do niejutra
Autor: Joanna Bartoń
Wydawnictwo: JanKa
Rok wydania: 2015
Ilość stron: 248

Jednym zdaniem

Kameralna powieść o istnieniu przy jednoczesnej i nieustającej próbie nieistnienia. Książka napisana ze swadą i wymykająca się schematom.

— Dominika Rygiel
0 komentarzy
4 Osób lubi to
Poprzedni wpis: Między Wenus a Marsem, Misja #10: „Rebeka”, Daphne du MaurierNastępny wpis: Bookiecik zapowiedzi – maj 2021

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy, rockowa dusza w jednym.
Kontakt · Wsparcie

Najnowsze wpisy
Kalendarz
grudzień 2022
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane
Archiwum