Rozmowa przy kawie # 13: Kinga Kosińska – „Czytelnik sięgając po moją prozę doświadczy czegoś autentycznego.”

W swojej debiutanckiej powieści Brudny róż. Zapiski z życia, którego nie było rozlicza się z własną transseksualną przeszłością i tożsamością, ukazując drogę, jaką przejść musiała, by stać tą kobietą, którą jest dziś. Beza to opowieść o trzydziestoparolatce z zespołem Downa, infantylizowanej przez otoczenie, pragnącej jednak być i czuć się pełnoprawną kobietą. Jej najnowsza powieść, Kurzajka, przedstawia losy kolejnej, wyobcowanej i zmarginalizowanej przez społeczeństwo, tym razem skazanej za zabójstwo i osadzonej w więzieniu dziewczyny. Jak wskazują powyższe przykłady, mój dzisiejszy gość w swojej twórczości nie boi się podejmowania stygmatyzujących, trudnych tematów. Odważnie i szczerze opowiada o kobiecości oraz o stawianych jej ograniczeniach, nie tylko fizycznych czy mentalnych, ale przede wszystkim też tych wytyczanych przez społeczeństwo. W dzisiejszej Rozmowie przy kawie, o Edycie, bohaterce Kurzajki, o tym czym jest wolność, a czym niewola i czy są to pojęcia, które można z łatwością rozgraniczyć opowie Kinga Kosińska, autorka trzech odważnych powieści, w których w centrum stoi  kobieta.

Dominika Rygiel: Tytułową Kurzajkę poznajemy w więziennej celi, w chwili, gdy woła „Boże, ratuj mnie”. Pragnie wolności, choć poznając jej historię widzimy, iż poza murami więzienia tak naprawdę jej nie zaznała. Edyta czuła się zniewolona. Dopiero za kratami zdaje się to rozumieć. Więzienne mury paradoksalnie stają się dla niej wyzwoleniem. Czym dla Pani jest wolność?

Kinga Kosińska: Dla mnie wolność jest autonomiczną decyzją podejmowaną przez jednostkę. Można siedzieć w więzieniu a niejako wypracować sobie poczucie własnej wolności. Zniewalają nas najczęściej uczucia: poczucie niesprawiedliwości, nienawiść, gorycz porażki, niespełnienie życiowe. Nie są to jednak rzeczy, od których nie jesteśmy się w stanie uwolnić. Moja bohaterka ma dużo czasu na myślenie. Jest obok gonitwy życiowej, która jest udziałem większości ludzi. Jest osobna, popełniła zbrodnie, jednak moim zdaniem każdy może przejrzeć się w jej rozkminach jak w lustrze, nabrać trochę innej perspektywy w spojrzeniu na własne życie. Więzieniem może być również niepełnosprawność. To jednak również kwestia podejścia, też kwestia szczęścia, czy mamy wokół siebie ludzi, którzy pomogą nam zejść z tych klasycznych schodów na świeże powietrze, abyśmy nie utknęli na czwartym piętrze swojego bloku na wiele lat. Jest wiele rodzajów dosłownego więzienia zatem. Taki stan sprzyja rozmyślaniom. Dla niektórych wolność to proste rzeczy jak możliwość podejmowania drobnych decyzji. Dla kogoś innego może to być samorealizacja. Dla mnie niewola jest rodzajem niemożności realizowania swojego indywidualnego potencjału, co dotyczy bardzo często kobiet. Niemożność pogodzenia się z własnym losem, ze swoją przeszłością. To wszystko jest jednak w głowie. Dlatego jedną z bohaterek „Kurzajki” uczyniłam zakonnicę. To trochę paradoks, że kobieta poddająca się porządkowi dnia zakonu może czuć się wolna. Na jej przykładzie widzimy, że drogą do wolności jest też dystans do życia, do społecznych oczekiwań i norm. Często zniewala nas też własna rodzina, więc wyjeżdżamy, szukamy swojej drogi. Mimo wielu rzeczy, które robimy możemy wciąż tej wolności nie znaleźć. Jest prosta prawda: nie ucieknie się od siebie.

kurzajkaigW przypadku Edyty jednak to dopiero tak ekstremalne doświadczenie, jakim jest kara więzienia, jest w stanie uświadomić, iż ucieczki od siebie nie ma.

Moja bohaterka Edyta zdaje się to wiedzieć. Przepracowuje więc swoje życie, prowokuje samą siebie myślami aby dojść do własnych wniosków. Na pewno więc na wypracowanie wolności potrzebny jest czas, jeżeli świadomości wolności w ogóle potrzebujemy. Przecież wielu ludzi się nad tym nie zastanawia. To konkretne sytuacje zmuszając nas do zderzenia się z pewnymi pojęciami. Można po prostu iść z prądem. I to też nie jest złe. Można mieć wszystko o czym się marzyło a mimo to być więźniem własnej niemocy odczuwania spełnienia, radości, satysfakcji. To temat rzeka.

Czy wg Pani poczucie wolności to przywilej dostępny zatem nielicznym?

Myślę, że wolność można dać samemu sobie w prezencie. Nie jest to dar dla nielicznych. Możemy sobie to zafundować. Nie ulegałabym pesymizmowi, że wszyscy jesteśmy więźniami życia, choć moja książka jest smutna, bo zawsze zderzenie z własnymi demonami jest smutne. Jednak jest nadzieja dla każdego. Nie zawsze to widzimy. Pogrążamy się w depresjach, nie jesteśmy w stanie wpłynąć na swoje postrzeganie świata i własnego życia. To jednak może minąć. Życie ma to do siebie, że jego okresy wciąż się zmieniają. Jest niewola zewnętrzna, spowodowana konkretnymi realiami jak choćby bieda, a jest równocześnie niewola mentalna jak choćby choroba psychiczna. One gdzieś tam mają punkty styczne na mapie naszego życia, ale przede wszystkim wolność jest punktem widzenia. Głęboko wierzę, że w najgłębszych dolinach życia jesteśmy w stanie tę wolność odczuwać.

Edyta zdaje się być pogodzona ze swoim losem, wraz z upływem czasu, głównie w chwili, gdy zaczyna opiekować się Adriankiem, tak naprawdę odnajduje sens swojego istnienia. Za więziennymi murami zaczyna też rozumieć siebie oraz odnajduje wyżej wspomniane poczucie mentalnej wolności. Czy jej zbrodnia, trochę w zmyśl zasady, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, biorąc pod uwagę zmiany, jakie zachodzą w jej myśleniu, może być w jakikolwiek sposób usprawiedliwiona?

Nie może być usprawiedliwiona. Zabiła dwie osoby i to jest nieodwracalne. Nadal jednak jest człowiekiem, czuje, żyje, jest zdolna do zrobienia czegoś dobrego, jej życie po prostu toczy się dalej, pomimo tego co zrobiła. Popełniony czyn staje się punktem w życiorysie, z którym jest coraz bardziej pogodzona, którego się nie wypiera, za który wciąż płaci również mentalnie. Nie potrafi wyobrazić sobie swojego życia bez tej zbrodni, zbyt wiele rzeczy w jej życiu ona zdeterminowała. Edyta wciąż nad sobą pracuje, w pewnym sensie tworzy się na nowo, również za pomocą Adrianka, który staje się jakby jej nowym początkiem. Dzięki niemu czuje, że jest jednak zdolna do dobrych odruchów, opiekuńczości, jest komuś potrzebna, komuś, kto jej nie ocenia tylko przyjmuje taką, jaka jest, z całym bagażem przeszłości, dla niego zupełnie nieistotnej.

Właśnie! Stworzyła Pani dość niejednorodną, mocno złożoną psychologicznie kreację Edyty. Wbrew pozorom nie sposób nie poddawać ocenie jej postawy.  Adrianek to taka postać, która poniekąd ma za zadanie wesprzeć  bohaterkę w zrozumieniu siebie, w dokonaniu przemiany?

Nigdy nie chciałabym potraktować osoby niepełnosprawnej instrumentalnie. Są programy, w których więźniarki pomagają takim ludziom. Te spotkania i przemiany są autentyczne. Nikt tu nie chce nikogo wybielać, a raczej dać szansę na zetknięcie się dwóch różnych rzeczywistości, które nawzajem mogą sobie ofiarować coś cennego, wpłynąć na swoje istnienia, postrzeganie świata.

Chciałam pokazać, że dla osób, których popełniona zbrodnia bezpośrednio nie dotyczy, zbrodniarz jakby ma czystą kartkę. Oni znają go z innej strony. W ten sposób łatwiej jest im nad tym przejść do porządku dziennego.  W człowieku wciąż to dobro ze złem się przeplata. Ta książka w ogóle wydaje się być swoistym manifestem przeciwko karze śmierci. Zabijając człowieka, zabijamy również to, co dobre w nim, bo to dobro zawsze tam jest, choć często głęboko schowane, przykryte. Nie można zmienić swojej przeszłości, można się z nią jedynie poukładać. Pozostaje kwestia kary. Co może zbrodnię odkupić? Czy to w ogóle jest możliwe? Niech czytelnik sam sobie na to odpowie po lekturze. W książce jest taka scena z ofiarami Edyty. Mówią oni do niej we śnie, że im już nic nie pomoże, teraz walka toczy się o jej życie. Dla mnie jest to bardzo wymowne.

Wymowne, a jednocześnie dość pozytywne podejście do tematu. Dające nadzieję i szansę na to, iż bohaterka odnajdzie się jednak w swoim kolejnym życiu, tym za kratami. Skoro mowa o zbrodni i karze, nie sposób nie przywołać w tym momencie sztandarowej powieści Dostojewskiego. Biorąc jednak pod lupę powyższe uwagi, mam wrażenie, że Edycie daleko do Raskolnikowa.  Choć i u niej dokonuje się swego rodzaju duchowa przemiana, to jednak zdecydowanie mniej w niej romantyzmu, więcej buntu, mniej wyrzutów sumienia, a więcej spokoju. Jak Pani sądzi?

kurzajka_oklEdyta na początku powieści buntuje się przeciwko własnym wyrzutom sumienia. Powtarza z uporem maniaka, że tak musiało być, że nie mogła postąpić inaczej, że jest wierna tamtej wersji siebie. Niejako chroni się mentalnie przez pełnym wzięciem odpowiedzialności. Kruszeje z czasem, to się dokonuje trochę poza nią, nawiedzają ją sny, następują w niej pojedyncze tąpnięcia. Chciałam aby to było bardzo ludzkie, mniej epickie. Świadomie korzystałam z powtarzalności, bo przecież jak często potrafimy sobie coś wmawiać, aż w końcu zaczynamy w to wierzyć. Ważną figurą jest tutaj ojciec, jej opoka, gdy jego zabraknie Edyta zostaje poniekąd sama na świecie. Ojcowie w ogóle w tej książce umierają, straciłam własnego Tatę w trakcie jej pisania. Zwykle to matki wspierają więźniów, tutaj jest inaczej. Świadomie zawalczyłam o rolę ojca w życiu dwóch bohaterek „Kurzajki”. Edyta ma nowe interakcje, nowe sytuacje, które wpływają zawsze na to jak postrzegamy siebie, te zmiany często zachodzą niepostrzeżenie, właśnie po cichu, w spokoju. Bunt się od niej oddala, ustępując miejsca pogodzeniu i jeszcze większej samoświadomości. To poniekąd daje jej siłę do ostatniej bitwy o siebie.

Edytę fascynuje twórczość Wita Szostaka, przede wszystkim zachwyca ją tytuł „Wróżąc z wnętrzności”. Czy dobór tego tytułu jest przypadkowy, czy niesie za sobą konkretną symbolikę?

Na pewno nie jest to przypadkowe. Bohater „Wróżąc z wnętrzności” milczy i to milczenie niejako daje mu wolność. Poznajemy jego reakcje na rzeczywistość. Edyta mogła z tym bohaterem poczuć pewną więź, sama przecież dużo milczy, jest osobna jak Błażej, bohater Szostaka.

Milczenie kolejną odsłoną wolności? Czy jednak bardziej obliczem rezygnacji, poddania się?

Milczący wciąż widzi i trawi w sobie świat, słyszy w głowie swój wewnętrzny monolog. Pozornie zobojętniały, jest spragniony słów innych. Jego milczenie odbija się od nich, nadaje mu odrębną tożsamość. Tak jak pustelnicy są określani w kontrze do przeludnionego społeczeństwa. Ofiary przemocy też często zapadają w ciszę. Ona może być bardzo głośna. Cisza bohatera Szostaka na początku jest dla wszystkich bardzo irytująca, aż w końcu staje się stałym elementem ich życia. Przy tym dla czytelnika Edyta jest gadułą, wciąż się wyraża, może zapisuje to wszystko odręcznie w jakimś notesie. Mamy nieograniczony wgląd w jej postrzeganie siebie, może momentami nas to nuży nawet. Ja bardzo wątpię w to, że człowiek może się całkowicie poddać, zrezygnować. Zawsze jest w nas ten głos, są myśli. Zawsze coś się dzieje tak naprawdę.

Tytułowa „Kurzajka” przebywając w więziennej celi sporo czyta. Konstatuje jednak, że cyt.: „pisarz nie jest stworzeniem inteligentniejszym od innych”. Twierdzi za to, że jest więźniem swoich historii, które musi z siebie wyrzucić. Jaką pisarką jest zatem Kinga Kosińska?

Wydaje mi się, że jestem trochę taką rzeczniczką swoich bohaterek, zaczynając od swoich własnych losów w „Brudnym różu”. Trudno mi moje pisanie zakwalifikować. Na pewno nie jest to typowa literatura piękna, z kryteriami obecnie przyjętymi dla tego gatunku. Nie jest to też proza gatunkowa. Na pewno w dużej mierze jest feministyczna. Nawet nie potrafię powiedzieć czy ja potrafię pisać. Nie mnie to oceniać. Na pewno gdzieś tam czuję, że mam coś do powiedzenia. To mnie motywuje. Moje bohaterki domagają się głosu, chodzą za mną, dojrzewają długi czas. Potem staram się je jakoś upychać w ramy książkowe, często jednak mi się wymykają. Czuję się pisarką niedoskonałą, nieodkrytą, marginalizowaną.

Marginalizowaną? Pod jakim kątem?

Każdym możliwym. Moje pisanie jest infantylizowane, choć poruszam ważne społecznie kwestie i robię to, tak myślę, w dość nietypowy sposób. Tak zwana branża mnie lekceważy, choć nie ma we mnie frustracji z tego powodu. Ja raczej stwierdzam fakt. Przez to mogę docierać to ograniczonej liczby czytelników, a ja jak każdy piszący, chcę być czytana. Piszę aby spotkać się z drugim człowiekiem, dać mu cząstkę siebie. Od czytelnika jestem jednak często odgrodzona jakimś murem, choć to zawsze może się zmienić. Po prostu robię swoje.

Mam nadzieję, że tą rozmową uda nam się choć odrobinę skruszyć ten mur i zachęcić Czytelników do sięgnięcia po Pani prozę. Jeśli miałaby Pani zachęcić ich do tego jednym zdaniem, powiedziałaby Pani, że…?

Czytelnik sięgając po moją prozę doświadczy czegoś autentycznego, taki jest mój zamiar przy pisaniu. Pragnę go zabierać w światy, do których być może nie miał wcześniej dostępu, chcę nim wstrząsnąć, tak aby moje bohaterki zostały z nim na zawsze, wymusić na nim szereg refleksji. I zrobić to tak aby nie było w tym ściemy.

Myślę, że w przypadku „Kurzajki” tej ściemy nie ma. Jest za to szczerość i prawda. Dziękuję pięknie za rozmowę.

  • Kinga Kosińska. Urodziła się i mieszka w Czeladzi w Zagłębiu Dąbrowskim w województwie śląskim. Wydała trzy książki: „Brudny róż. Zapiski z życia, którego nie było” (Nisza 2015), „Beza” (Linia 2019) i „Kurzajka” (Seqoja 2021). Cieszy się tym co ma. Wierzy w człowieka.

  • kingakosinska

    0 komentarzy
    0 Polubień
    Poprzedni wpis: Bakcyl traumy – „Gdyby Nina wiedziała”, Dawid GrosmanNastępny wpis: Czuła obserwatorka – „Jane Austen i jej racjonalne romanse”, Anna Przedpełska-Trzeciakowska

    Zobacz także

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    O mnie

    Zmanierowany mól książkowy, rockowa dusza w jednym.
    Kontakt · Wsparcie

    Najnowsze wpisy
    Kalendarz
    grudzień 2022
    P W Ś C P S N
     1234
    567891011
    12131415161718
    19202122232425
    262728293031  
    Najbardziej popularne
    Najczęściej komentowane
    Archiwum