Rozmowa przy kawie #6: Michał Paweł Urbaniak – Chciałbym, by moi bohaterowie byli szczęśliwi.

Urbaniak zadebiutował wydaną w roku 2020 przez wydawnictwo MOVA „Listą nieobecności”. Debiut ten urzeka recenzentów konstrukcyjną precyzją i plastycznością kreacji bohaterów, uderza zaś mrokiem przedstawionego świata. Jak zapewnia Wydawca powieść ta jest portretem dramatów, które są zakorzenione głęboko w duszy i nie sposób ich się pozbyć. O tym z jakich pobudek powstała i co o niej myśli sam autor, w poniższej rozmowie.

Dominika Rygiel: „Lista nieobecności” kryje w sobie wiele zła. Ból egzystencjalny, patologiczne rozpamiętywanie przeszłości oraz, a może przede wszystkim śmierć wpisane są na stałe w życie bohaterów. Taki właśnie widzi Pan świat, jako toczący człowieka Weltschmerz?

Michał Paweł Urbaniak: Zacząłem pisać powieść, która kilka lat później została „Listą nieobecności”, w dosyć trudnym dla mnie okresie. Choć byłem otoczony życzliwymi ludźmi, mocno odczuwałem niepewność wobec codzienności, samotność w tłumie, w rodzinie. Wówczas patrzyłem na świat rzeczywiście jako na miejsce pełne bólu i niespełnienia, takie, w którym za szczęście trzeba zapłacić. Być może świat się wcale nie zmienił, a ja z latami bardziej uodporniłem się na naturę świata.

DR: To znaczy, że szczęście można sobie kupić a z wiekiem stajemy się bardziej gruboskórni?

MPU: Może wraz z dojrzałością zmieniamy podejście nadajemy sprawom takie proporcje, abyśmy byli w stanie funkcjonować? Sądzę, że szczęścia nie można kupić. Miałem na myśli to, że ono ma swoją nieuniknioną cenę, a tę wyznacza los. Taka wiedza może nawet zepsuć to, co piękne. Przykładowo Jakub, nawet gdy jest szczęśliwy, zdaje sobie sprawę, że te chwile, które aktualnie niosą radość, będą nieść ból w czasach cierpienia, utraty.

DR: Bohaterowie połączeni rodzinnymi więzami, trawieni traumami przeszłości nie potrafią otwarcie rozmawiać o swoich emocjach. Stygmat nieprzepracowanych dziecięcych krzywd, trauma dziedziczona czy może bolączka naturalnie wpisana w człowieczeństwo?

MPU: Nie chciałbym, żeby tak było, ale sądzę, że sporo osób nie umie mówić o swoich emocjach. Nie jesteśmy tego nauczeni. Prawdopodobnie jest to kwestia kulturowa. Zastanawiałem się, dlaczego ludzie często zatrzymują w sobie nawet te pozytywne emocje, uczucia. Trudno jest się emocjonalnie obnażać, tak jak trudno czasem reagować na czyjeś wyznania, odnaleźć się w konfrontacji z nimi. Wydaje mi się, że ludzie mogą się bać posądzenia o słabość, może też odsłonięcia właśnie miękkich punktów w sercu. Te słowa brzmią może górnolotnie, ale za tym mogą się kryć (nieuświadomione) dramaty – związkowe czy rodzinne.

DR: Gdy biorę pod lupę bohaterów, na myśl przychodzi mi proza proza czeskiej pisarki Petry Soukupovej. Książki te łączy bardzo podobny przekaz: rodziny mają problem z komunikacją, towarzyszą im trudności z wyrażaniem w sposób otwarty myśli i emocji. Nie rozmawiamy z obawy przed utratą tego co posiadamy? Nawet jeśli powstało i stoi na chybotliwych fundamentach?

MPU: Porównanie „Listy…” do powieści Soukupovej to dla mnie duży komplement. Ona pisze o ludziach nie tyle złych (choć czyniących najbliższym wiele krzywdy), co pogubionych. Myślę, że rozmawiając, często ryzykujemy, że naruszymy te fundamenty, a to zawsze wyjście poza ustalony porządek. Czasami może się wydawać, że wygodniej milczeć, znosić coś, wykazać się cierpliwością, przeczekać. Jeżeli nie umiemy ze sobą rozmawiać, taki wariant jawi się jako bezpieczniejszy – ale zdarza się, że wówczas nie porozumiemy się, a zatem nie zbudujemy niczego trwalszego.

DR:  Znaczący wątek „Listy nieobecności” poświęcony został homoseksualnej relacji między Jakubem a Krzysztofem. Patrząc na kruchego Jakuba, mężczyznę z autodestrukcyjnymi skłonnościami do zadawania sobie bólu oraz z myślami nie sposób nie porównać jej do „Małego życia” Yanagihary. Książka ta była dla Pana inspiracją, czy jednak podobieństwo Jakuba do Jude’a, jednego z bohaterów wspomnianej powieści jest zupełnie przypadkowe?

MPU: W zasadzie jest to przypadek, choć przyznaję, że Jakub może przypominać nieco Jude’a. Łączy ich bardzo dużo. Jednak prawda jest taka, że powieściowego Jakuba znam od dobrych kilku lat, ale dopiero teraz znalazł swoje miejsce w mojej twórczości. Inaczej mówiąc, Jude nie był dla mnie inspiracją przy tworzeniu tej postaci – ona już istniała, gdy na rynku pojawiło się „Małe życie”. Nie zmienia to faktu, że powieść Yanagihary to jedna z najważniejszych książek, jakie przeczytałem.

lista3

DR: Relacja Jakuba i Krzysztofa nie jest łatwa. Jakub osacza swojego partnera emocjonalnie, usilnie domaga się potwierdzania miłości. Jednocześnie, gdy tego nie otrzymuje krzywdzi siebie. Krzysztof zaś, przynajmniej początkowo, próbuje wyprzeć ze świadomości fakt, iż ma skłonności homoseksualne, obarcza winą wszystkich wokoło. Czy tworząc wątek gejów w taki, a nie inny sposób nie wpadł Pan w pewną pułapkę, wchodząc w pewien rodzaj szablonowości? Czy związek homoseksualny musi być synonimem nieszczęścia?

MPU: Oczywiście, obmyślając ten wątek, nie chciałem wpaść w wypracowane już schematy. Zresztą dlatego głównie pokazuję życie Krzysztofa i Jakuba jako pary. Oni mieszkają ze sobą, próbują się dotrzeć, co zazwyczaj wychodzi poza typowe problemy z akceptacją własnej seksualności. Wyszło na to, że bez pewnych „sztandarowych” motywów z literatury traktującej o mniejszościach seksualnych ta historia nie mogłaby się obejść, jeśli miałaby pozostać wiarygodna psychologicznie.

DR: Przepracowanie prawdy o skłonnościach seksualnych i proces samoakceptacji w Pana odczuciu dotyczy zatem większości osób homoseksualnych?

MPU: Obaj – Krzysztof i Jakub – doświadczają czegoś uniwersalnego, czegoś co staje się udziałem wielu osób LGBT. Ostatecznie dla Jakuba seksualność przestaje mieć znaczenie, gdy kocha z wzajemnością. Krzysztof ma problem z własną orientacją nie tyle w kontekście Jakuba, co społeczeństwa. Choć najbliżsi akceptują jego i jego związek bez zastrzeżeń, jest jeszcze właśnie społeczeństwo – a ono bywa okrutne, stygmatyzujące, ograniczające. Bohaterowie nie mieli skąd czerpać wzorców, choć już wtedy – czyli dekadę temu – temat par homoseksualnych w społeczeństwie był żywo obecny w mediach. Przypuszczam, że gdyby historia Jakuba i Krzysztofa rozgrywała się, dajmy na to, w 2019 roku, byłoby im łatwiej, choć nie zdołaliby uciec od pewnych spraw.

DR:  Intrygujący jest wątek Danki i Mirka, para ta zdaje się być w książce ostoją „normalności”. To małżeństwo ze swoimi problemami, ale bez chorobliwego ich rozpamiętywania. Tu życie zdaje się toczyć naturalnym, zdrowym rytmem. Ciężko nie oprzeć się wrażeniu, iż sąsiedztwo tej poharatanej emocjonalnie rodziny mocno rzutuje na relacje Danki i Mirka, co uwypuklone zostało chociażby podczas wigilijnej kolacji, na którą zaproszono Zuzannę. Czy nie uważa Pan jednak, że ich rodzinne szczęście i spokój zdominowane zostało przez dramaty Hnatów?

MPU: Dobrze, że ujęła Pani tę normalność – w gruncie rzeczy śliskie słowo – w cudzysłów. Frycowie są rzeczywiście w powieści kontrapunktem dla Hnatów. To, co się dzieje u sąsiadów, ma wpływ zwłaszcza na Dankę. Ona żyje spokojnie, wedle już wytyczonych dróg i pewne sprawy pozostają jej obce. Nie rozumie na przykład, jak w ogóle można chcieć odebrać sobie życie. Danka w „Liście nieobecności” przechodzi przemianę – sama zostaje objęta tym „mrokiem”, coś w jej postrzeganiu świata się zmienia.

DR: To jest właśnie dojmujące i przerażające jednocześnie – ten wszechogarniający, oblepiający wszystkich wokół mrok. Nieszczęściem można się zarazić?

MPU:: Tu chodzi oczywiście o pewną metaforę. Nieszczęście nie jest chorobą – ale przecież kiedy angażujemy się w mroczne sprawy innych, jako rodzina, przyjaciele, mimowolni świadkowie, nie dzieje się to bez konsekwencji – na przykład czysto emocjonalnych, ale też poznawczych. Problemem Danki jest to, że żyła tak, jakby pewne zjawiska – znane, powiedzmy, głównie z mediów – pozostawały gdzieś obok, praktycznie nie istniały, skoro jej nie dotyczą. Sądzę, że wielu ludzi funkcjonuje w takiej bańce pozornej niewiedzy. Jeśli zyskujemy świadomość, dzieje się to zawsze jakimś kosztem.

DR:  W powieści ważny jest również motyw książek, do których przywiązany jest Jacob. Niczym talizmany towarzyszą mu mało pokrzepiające, mroczne tytuły jak „Pani Bovary”, „Wichrowe Wzgórza”, „Dziwne losy Jane Eyre”. Skąd dobór takich, a nie innych tytułów?  Jak mniemam jest nieprzypadkowy?

MPU:: Książki są dla mnie od zawsze jedną z podstaw życia, dlatego nie mogło ich zabraknąć również w mojej powieści. Oczywiście, dobór lektur bohaterów nie ma w sobie nic przypadkowego. A Jakub? Cóż, marzy o wielkiej, intensywnej, wszechogarniającej miłości. Doświadczały jej postacie znane z dzieł sióstr Brontë, szukała jej na pewnym etapie swego życia Emma Bovary. Jakub wpada w pułapkę, bo obdarza uczuciami z podobną intensywnością – natomiast i on się przekonuje, że piękna miłość to nie tylko to, co wzniosłe, ale też spokojna codzienność przy kimś, kogo się kocha.

DR: Wbrew tej konstatacji „Lista nieobecności” kipi emocjami, to powieść, którą przeżywa się mocno i o której pamięta długo. Wspomnianej „spokojnej codzienności” w niej niewiele, wręcz przeciwnie – naznaczona została wewnętrznymi dramatami Hnatów. Czy żyjąc w ich cieniu można jednak odnaleźć spokój?  Jeśli tak, czy aż takim kosztem, jakim okupiła go Zuzanna?

MPU:: Myślę, że tej spokojnej codzienności w niej niewiele, ale ona istnieje. Artur i Zuzanna byli małżeństwem przez dwanaście lat, Jakub i Krzysztof też zyskali pewien staż jako para. Powieść opisuje wycinek ich życia, przełomowe momenty, ale też dni zwyczajne, bez dramatów. Od pierwszych czytelników często słyszę: „Jak ty mogłeś tych ludzi tak doświadczyć? Co ty im jeszcze zgotujesz?”. W kontekście podobnych wypowiedzi to może zabrzmieć osobliwie, ale chciałbym, żeby moi bohaterowie byli szczęśliwi – przynajmniej między tymi dramatycznymi chwilami. Sądzę, że mimo wszystko nawet przy Hnatach można odnaleźć spokój, szczęście – pytanie, na jak długo?

DR: Pozostawmy to zatem ocenie Czytelników. Przecież to tylko dzięki nim książka żyje i podlega rozlicznym interpretacjom.

MPU: Oczywiście, te interpretacje to fascynująca sprawa. To niezwykłe spojrzeć na własną powieść niejako cudzymi oczami. Zobaczyć, jak bohaterowie sobie radzą w oderwaniu od autora. A kolejni czytelnicy mają zupełnie odmienny stosunek do poszczególnych postaci. Odnoszę wrażenie, że moje intencje twórcze już się nie liczą. Autorstwa nikt mi nie zabierze, ale i ja interpretuję tę historię na swój sposób – na równi z innymi czytelnikami. Nie mam monopolu na interpretacje.

DR: Jeśli już wspominamy o interpretacjach, na sam koniec naszej rozmowy… Z zawodu jest Pan krytykiem literackim, recenzentem oraz nauczycielem kreatywnego pisania. Czy gdy pisał Pan „Listę nieobecności” i decydował się na jej publikację towarzyszył Panu stres z tym związany?

MPU: Rzecz jasna, stres był nieunikniony, ale wiedziałem, że jestem na najwłaściwszej drodze. Samo odwrócenie ról przede wszystkim mnie ciekawi. Oczywiście jako człowiek nie od dziś związany z literaturą, zdaję sobie sprawę, że spotkam się z najróżniejszą krytyką, nie zawsze merytoryczną. Mimo wszystko mam nadzieję, że będę odporny. Również tego – zdrowego podejścia do tak zwanego feedbacku – nauczam na kursach kreatywnego pisania. Wiem, że krytyka tekstu stanowi niezbędną część pisarskiego życia. Teraz powieść musi bronić się sama i samodzielnie oddziaływać na czytelników. Ja ją po prostu stworzyłem – i oddałem światu.

DR: Dziękuję za rozmowę. Życzę, aby Pana debiut znalazł jak największe grono odbiorców. To mocna, niezapomniana rzecz, która burzy spokój wewnętrzny.

  • Michał Paweł Urbaniak – ur. w 1987 r. prozaik, krytyk literacki, recenzent, nauczyciel pisania. Autor powieści „Lista nieobecności (Wydawnictwo MOVA, Białystok 2020), współautor antologii „Zemsta jest kobietą” (Wydawnictwo JanKa, Pruszków 2011) oraz „Błąd. Zbiór krótkich opowiadań PROwincji” (Prowincja, Komprachcice 2018). Uzależniony od czytania. Uwielbia psy, koty, mleczną czekoladę, stare fotografie i kryjące się w nich historie.

  • Michał Paweł Urbaniak - fot. Piotr Stefański

    0 komentarzy
    0 Polubień
    Poprzedni wpis: Stygmaty fatalizmu – „Lista nieobecności”, Michał Paweł UrbaniakNastępny wpis: Z przytupem – „Kwestia ceny”, Zygmunt Miłoszewski

    Zobacz także

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    O mnie

    Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
    Czytaj więcej

    Magazyn Bookiecik Extra
    Najnowsze wpisy
    Kalendarz
    Listopad 2020
    P W Ś C P S N
    « Paź    
     1
    2345678
    9101112131415
    16171819202122
    23242526272829
    30  
    Najbardziej popularne
    Najczęściej komentowane