Studnia goryczy – „Dolores Claiborne”, Stephen King

Wpadłam jak śliwka w kompot. Chyba w końcu pokochałam Króla z Maine. I jest to miłość szczera. Choć (jeszcze) nie dozgonna. I to wszystko zupełnie (tak, tak!) przypadkiem. Kilkudniowy wypad nad morze okazał się w tej kwestii przełomowy. Jako urodzony mól książkowy zapakowałam oczywiście odpowiedni zapas lektur na wakacje. Okazał się jednak, patrząc na tempo mojego czytania, niewystarczający. Musiałam dokupić książek, bo chyba umarłabym nie dość, że z nudy, to na pewno z tęsknoty za słowem pisanym. A jak to w nadbałtyckich miejscowościach bywa – o prawdziwe księgarnie trudno. Pełno za to targów tzw. „taniej książki”, gdzie sporo, jak to nazywam „chłamu wydawniczego”. Chociaż niekoniecznie. Wśród sterty niskich lotów czytadeł udało mi się wyszperać Stephena Kinga. I tym sposobem przeczytałam Dolores Claiborne. Jak to w przypadku tego pisarza bywa (patrząc przez pryzmat tych jego powieści, z którymi miałam już sposobność się zapoznać) – przeczytałam ją na wdechu. A może wydechu. Na pewno jednym tchem.

Właśnie o tym myślałam, mówiąc to, co widzą obcy, i to, co rzeczywiście dzieje się między mężem i żoną, to dwie różne strony medalu.

Kilkukrotnie już łapałam się na tym, że ludzie łatwo osądzają innych tylko i wyłącznie po pozorach, widząc zaledwie urywek z życia sąsiada czy kogoś z rodziny. Naoczna kłótnia czy szarpnięcie zdaje się być źródłem nie tylko plotek, ale również kategorycznego osądu okoliczności oraz osób będących ich uczestnikiem. Błąd. Choć przemoc jest niejednokrotnie nieuzasadniona, to jednak trzeba zdawać sobie sprawę, że wszystko miewa drugie dno i szersze podłoże, którego bezpośredni i wyrwany z kontekstu ogląd na sprawę na pewno nie ukaże. Z podobnym problemem zmaga się właśnie tytułowa Dolores Claiborne.

Bohaterka pracuje jako gospodyni a później opiekunka Very Donovan – bogatej i dosyć charakternej pani. Jest żoną Joe’a, matką ich trojga dzieci. Joe nie stroni od alkoholu, nieobce są mu również rękoczyny w stosunku do Dolores. Ta ostatnia, choć nieszczęśliwa, nie daje sobie w kaszę dmuchać. Stara się stawać na wysokości zadania i nie dać zastraszyć mężowi. Czara goryczy przelewa się w chwili, gdy Dolores dowiaduje się, że Joe dobiera się do ich córki Seleny. Zdesperowana kobieta postanawia ukrócić bolesny proceder. I choć nie ma sprecyzowanego planu działania, nieopacznie, między wierszami, rozwiązanie podsuwa jej pracodawczyni – Vera.

Takiego Kinga kocham! Za co? Za to, że czyta się praktycznie sam. Mimo ciężkiego i jakże istotnego tematu (przemocy w rodzinie czy molestowania seksualnego) nie męczy umysłu, niemal relaksuje. Nie wiem jak on to robi, ale historia płynie a ja razem z nią, zatracając w niej kolejne minuty i godziny. Nie znajdziemy tutaj ani jednego zbędnego zdania, głupiego frazesu czy zbędnej sceny. Wszystko jest wyważone, spójne i patrząc na całokształt – istotne! Co więcej, pełne błyskotliwych uwag i porównań. Styl jest niezmiernie plastyczny i lekki. Wyśmienity kąsek na wakacyjną lekturę!

I nie, nie jest to (niestety) przyjemna historyjka. Śmierdzi kałem, ma posmak miedzianej i zatęchłej wody, rozbrzmiewa kruszonymi kośćmi, między wierszami przelewa się muł, błoto i płynie krew. W niej nawet słońce jest w zaćmieniu. No i co ja poradzę, że lubię takie brudne i mroczne opowieści? Ta na domiar wszystkiego jest jeszcze dosyć klaustrofobiczna. I na pewno klimatyczna. Autor wie jak budować napięcie i tworzyć wokół swych bohaterów niezapomnianą aurę, bynajmniej nie w kolorach tęczy.

Słabe punkty? Nie doszukałam się. A jeśli nawet, to nie zamierzam ich na siłę wyszarpywać z niniejszej powieści. Niech pozostanie ona w mojej pamięci jako jedna z tych, które będę tylko i wyłącznie polecać. To też niniejszym czynię! Jest to jeśli nie wspaniała, to na pewno naprawdę dobra pozycja, z serii tych, o których nie sposób od razu po lekturze (a mniemam, że i po kilku latach od odłożenia na półkę) zapomnieć. Przenosi w inny wymiar. I choć nie jest on baśniowy, to na pewno wart odwiedzenia. Wyśmienita książka by oderwać się od rzeczywistości. Polecam!

Jednym zdaniem

Psychologiczny kryminał, który porywa zarówno klimatem jak i fenomenalnie wykreowanymi, charakterystycznymi postaciami. Książka, o której się nie zapomina.

— Dominika Rygiel
0 komentarzy
0 Polubień
Poprzedni wpis: Kadry splamione dziecięcą krwią – „Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy”, Swietłana AleksijewiczNastępny wpis: Zmasowany atak po raz n-ty – „Masa o kilerach polskiej mafii”, Jarosław Sokołowski „Masa”, Artur Górski

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
Czytaj więcej

Magazyn Bookiecik Extra
Najnowsze wpisy
Kalendarz
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane