Z pierwszą wizytą u Borejków – „Szósta klepka”, Małgorzata Musierowicz

Pewna życiowa maksyma jest mi niezmiernie bliska. W sumie, przyświeca mojej życiowej ścieżce od wielu lat. „Nigdy nie mów nigdy”, bo o tym porzekadle mowa, sprawdziło się już kilkunastokrotnie powodując we mnie nie tyle zdziwienie, co na pewno uczucie spokornienia w obliczu Opatrzności, która to wie lepiej ode mnie. I która wielokrotnie tak splata moje losy, żeby było jednak po jej myśli. Uwierzycie, że Szóstą klepkę Małgorzaty Musierowicz mam na półce od 1997 roku? Nie? Na zdjęciu przedstawiam dowód.

musierowicz_szosta_klepka2

Zabierałam się za tę książkę kilkanaście (jeśli nie więcej) razy, będąc na różnych etapach swojego życia. Święcie przekonana, że Jeżycjada nie jest dla mnie, zawsze odkładałam ją po kilku stronach na półkę. Przekładałam i przesuwałam. Nigdy się jej jednak nie pozbyłam. Jak dobrze! Ktoś tam w górze musiał czuwać. Bez dwóch zdań!

– Więc iść czy nie iść?
– Cokolwiek uczynisz, będziesz żałować – postraszył dziadek, który niedawno przeczytał całego Camusa.

Filozofia Camusa jest mi na szczęście obca i lektury Szóstej klepki nie żałuję. Wyprowadziła mnie z potężnego czytelniczego przestoju i spowodowała, że znowu mam ochotę łaknąć słowo pisane. I robię to na nowo, z niebywałą przyjemnością.

Cielęcinę, Julię, Bobcia oraz całą rodzinę Żaków pokochałam całym sercem. Ich bezpretensjonalność mnie ujęła a lekkość stylu rozsupłała supeł, jaki, dzięki kilku poważniejszym lekturom, powstał w moim umyśle. W domowym ognisku takiej rodziny chciałoby się niejednokrotnie ogrzać, zaznać takiego rodzaju miłości i tylu serdeczności. I choć całe to ciepełko jest odrobinę przejaskrawione, w całokształcie wypada bardzo pozytywnie. Jest to ciepła, urocza historia, która czyta się praktycznie sama, która nie tylko bawi, ale i uczy. Co w niej takiego, że warto po nią sięgnąć?

POCZUCIE HUMORU

I to w takim stylu, jaki kocham i dzięki któremu, swego czasu, pokochałam czytanie. Jest to błyskotliwość podobna do tej, do jakiej przyzwyczaiła mnie lata świetlne temu Joanna Chmielewska. Niebanalne, wyrafinowane, kulturalne a mimo to nad wyraz rozśmieszające. Jest to zabawa formą, jak w przypadku sepleniącego lekarza, przyjeżdżającego do rodzącej Krystyny:

– Niefamowite – oświadczył. – Duża lekkomyflnofć.

oraz humor sytuacyjny, oparty na zabawnym dialogu czy nieprzewidywalnych zwrotach akcji (przykładowo wypożyczenie przez rodzinę Żaków serwisu do kawy, na okoliczność podjęcia potencjalnego narzeczonego swej córki Julii, dialogi Bobcia dotyczące witamin chodzących po talerzu, licznych, stosownych do rozlicznych sytuacji komentarzy dziadka). To, co charakteryzuje niniejszy tytuł to również

TRAFNA OBSERWACJA ŚWIATA.

Opis odczuć Krystyny, w chwili narodzin jej córeczki Irenki, to prawdziwe mistrzostwo:

Była bardzo drażliwa na punkcie urody swojej córeczki. Uważała, że to najpiękniejsze dziecko, jakie przyszło na świat w ciągu ostatniego tysiąclecia. Potrafiła całymi godzinami leżeć bez ruchu, wpatrując się z zachwytem w małą, skurczoną twarzyczkę o żółto nakrapianym nosku. Potem sięgała po pomarszczoną rączkę i z czułością oglądała każdy z osobna mikroskopijny paznokietek. W zasadzie byłaby bezgranicznie szczęśliwa, gdyby nie targające nią obawy. Hordy wirusów, gronkowców, streptokoków, bakterii gnilnych i innych plugastw gromadziły się nad małym, białym zawiniątkiem, zawierającym wszystko, co miała najdroższego na tym okropnym świecie. (…) Słowem, jej stan był daleki od przepisowego spokoju i błogości.

Dzięki tego typu fragmentom, miałam wrażenie, że czytam o sobie, o tym, co wielokrotnie, będąc matką, odczuwałam i co w głębi siebie tłamszę. I choć jest to dosyć przerysowana wizja, to jednak nad wyraz prawdziwa. Szóstą klepkę pokochałam również (chociaż powinnam napisać, że przede wszystkim) za

RELACJE MIĘDZYLUDZKIE,

które zostały przez autorkę nakreślone w sposób niesamowicie chwytający za serce.

Rodzina Żaków to rodzina dosyć chaotyczna, każdy z jej członków jest charakterystycznym indywiduum, reprezentuje odmienne zainteresowania i poglądy na życie. W ich domu nie brak problemów i niesnasek. Mają wady i kompleksy. Całościowo tworzą jednak niebywale spójny i wspierający się klan. Z takiego domu chciałoby się wywodzić i do takiego wracać. I o takich domownikach czytać. Przynajmniej w chwili zwątpienia i życiowej bezsilności. I to jest wielki (jeśli nie największy) atut tej pozycji.

Reasumując, pierwszy tom Jeżycjady to przystępny w odbiorze, niewyszukany w formie ale wdzięczny fabularnie kąsek literatury. Przypadnie do gustu nie tylko zakompleksionej nastolatce. Jak widać, co dojrzalsze czytelniczki też znajdą w niej coś dla siebie. Jest to swego rodzaju książkowy fenomen. Myślę, że jest to typ literatury, który rośnie wraz z czytelnikiem i nigdy się nie (ze)starzeje. Podkreśla wartość i ideał rodziny, które – przynajmniej symbolicznie – tkwią w każdym z nas i do których większość z nas dąży. To również obraz rodziny, który w dzisiejszym skomputeryzowanym i zaganianym świecie ginie. Za którym jest jednak tęskno. Może warto o nim sobie przypomnieć?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Jednym zdaniem

Domowe ciepełko, niebanalne poczucie humor i lekkość stylu - to książka po którą warto sięgnąć w chwilach czytelniczego przestoju.

— Dominika Rygiel
0 komentarzy
0 Polubień
Poprzedni wpis: Dłoń o ponadprzeciętnych umiejętnościach – „Ręka mistrza”, Stephen KingNastępny wpis: W gnieździe wygłodniałych hien – „Gniazdo”, Cynthia D’Aprix Sweeney

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
Czytaj więcej

Magazyn Bookiecik Extra
Najnowsze wpisy
Kalendarz
Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« Sie    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane