Myśląc o „Księdze lata” Tove Jansson, próżno traktować ją jako stricte historię o lecie. To pora roku, która jest tutaj przedstawiona bardziej w kontekście czasu, który prędzej czy później dobiega końca, czasu żegnanego z zachwytem, ale też pozostawiającego człowieka bez jakichkolwiek złudzeń. To historia o tym, że wszystko, co człowiek kocha i co jest dla niego ważne, już na starcie nosi w sobie ryzyko i możliwość utraty.
U Jansson lato nie kończy się gwałtownie. Jego koniec przychodzi powoli i nieuchronnie, niemal niepostrzeżenie. „Któregoś sierpniowego wieczoru trzeba coś zrobić na zewnątrz i nagle zapadają egipskie ciemności i duża czarna cisza wokół domu. Nadal jest lato, ale ono już nie żyje, zatrzymało się, więdnąc i nie usychając, a jesień jeszcze nie jest gotowa na nadejście. Jeszcze nie ma gwiazd, są tylko ciemności”, padają słowa podkreślające fakt, że to, co jeszcze przed chwilą tętniło życiem, już się kończy. To, co w tej narracji interesuje najbardziej, to ten ulotny stan „pomiędzy”, ta nienazwana chwila zawieszenia, w której człowiek orientuje się, że coś uległo zmianie.
Fińska pisarka nie skupia się tutaj jednak wyłącznie na zmieniającej się naturze. Płynne przejście z lata do jesieni jest symboliczne i odzwierciedla przede wszystkim zawieszenie pomiędzy dzieciństwem a dorosłością, bliskością a samotnością, życiem a starzeniem się, zachwytem a utratą. Główne bohaterki powieści – Sophia i jej babcia – pozostają postaciami żyjącymi na dwóch skrajnie różnych biegunach życia, a lato jest dla nich okresem, który z jednej strony, za sprawą wspólnie realizowanych działań, spaja ich relację, z drugiej zaś wymusza poszukiwanie odpowiedzi na nasuwające się pytania dotyczące ludzkiej egzystencji i upływu czasu.
Bohaterki wykreowane zostały na zasadzie kontrastu. Sophia jest dzieckiem, które próbuje zrozumieć świat, jej babcia jest już na takim etapie życia, w którym doskonale zdaje sobie sprawę, że świata nie da się do końca zrozumieć. „(…) każdy musi popełniać błędy na własną rękę”, powtarza staruszka, dbając o to, by wnuczka samodzielnie miała okazję doświadczać i smakować życia. W tym momencie nie sposób nie zadać pytania, czy największą mądrością babci nie jest właśnie świadomość, że cudze doświadczanie nigdy nie stanie się wspólnym odbiorem rzeczywistości. Smakowanie i próba zrozumienia życia okazują się doświadczeniem intymnym, którego nie sposób przeżyć za kogoś ani w pełni przekazać drugiemu człowiekowi.
To, co uderza również w „Księdze lata”, to fakt, że o tym wszystkim Jansson opowiada przez pryzmat małych, niepozornych i banalnych rzeczy. Cisza, jaka zapada pomiędzy bohaterami, nie jest ciszą, która ciąży. Jest oznaką bliskości. Zwykła zabawa czy wspólna próba napisania książki, jakiej podejmują się wnuczka i babcia, są sposobem na poznanie świata. Ta kameralność relacji, jakie łączą nie tylko kobiety ze sobą, ale również kobiety w znacznej mierze z nieobecnym ojcem Sophii, tworzy coś na kształt mikrokosmosu, którego znaczenie dodatkowo podkreśla miejsce, w którym rodzina żyje.
Samotna wyspa pozostaje tutaj przestrzenią odciętą od reszty świata, miejscem eksperymentów, wolności i bliskości z naturą, ale też miejscem samotności. To niemal odrębny byt, żyjący własnym rytmem i poddany prawom natury. Dzikie i surowe okoliczności przyrody nie pozostają tutaj wyłącznie piękną dekoracją. To aspekt, na który człowiek nie ma najmniejszego wpływu, a któremu musi się mądrze oddać i nauczyć żyć w zgodzie z jego rytmem.
To w znacznej mierze dlatego właśnie proza ta pozostaje tak cicha i refleksyjna. Tove Jansson, bez skomplikowanej akcji i mnóstwa wątków, za sprawą trójki zwyczajnych bohaterów i surowej skandynawskiej enklawy podkreśla bowiem, że w życiu nie potrzeba wielkiej dramaturgii i zwrotów akcji, by dostrzec, że życie jest trwaniem i nieustającym stanem zawieszenia, które wcześniej czy później dobiega końca.
Być może dlatego właśnie lektura tej powieści pozostawia po sobie swoiste poczucie niepokoju, lęku i czegoś na kształt egzystencjalnego bólu. Rodzi się on z zachwytu nad pięknem prozy dnia codziennego, wkomponowanej w surowe warunki natury, a jednocześnie nieustannie przypominającej o upływie czasu. Wszak, jak pisze Tove Jansson „(…) rzeczy się kurczą i odpływają i że coś, co było bardzo przyjemne, nic już nie znaczy i wydaje się znikome”. Lato zaś? „Dotrzymuje swojej obietnicy i przemija. Wrzesień przechodzi w październik i wyspa znowu staje się niewzruszona i obojętna.”
Tytuł: Księga lata
Autor: Tove Jansson
Przekład: Halina Thylwe
Wydawnictwo: Czarne
Ilość stron: 155


