Małymi kroczkami, ale zawsze do celu – „Ślady”, Jakub Małecki

Plany… któż z nas, szczególnie przy okazji Nowego Roku ich nie robił? Czasem zastanawiam się na ile jest możliwa ich stuprocentowa realizacja, a na ile jesteśmy uzależnieni od decyzji znajomych, rodziny, sąsiadów i zupełnie obcych nam osób, nawet tych, zamieszkałych gdzieś po drugiej stronie globu. Im więcej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że wszyscy jesteśmy niczym naczynia połączone – spleceni ze sobą i uzależnieni od siebie nawzajem. I nie tylko. Bo czy naszych decyzji nie determinuje sam Los, Szczęście czy Przeznaczenie? Jesteśmy postrzępionymi skrawkami swoich życiowych ideałów, ich cieniem, złudzeniem, szczątkiem. Śladem.

I nawet gdyby tej nocy gwiazdy spadły z nieba, ptaki latać zaczęły inaczej niż zwykle, a ze stawu coś wypełzło, to przecież nie na długo, a może i nie naprawdę. Gwiazdy chyłkiem wróciłyby na swoje miejsca, ptaki wzbiłyby się w powietrze a powierzchnia wydm wygładziłaby się nad schowany pod nimi łbem.

W swojej książce o tym samym tytule, bardzo podobnym tropem, podążył Jakub Małecki. Ślady, to zbiór dziewiętnastu, na pierwszy rzut oka zdawałoby się oderwanych od siebie, opowiadań. Każde z nich opisuje losy jednego bohatera. Autor przedstawia nam więc kadry z życia Tadeusza czy Chwaściora, Bożenki, Ludwika i Witolda, oraz kilku innych osób. Co ich łączy? Odpowiedź nasuwa się sama: łączą ich ślady. Podążając za umieszczonymi w tekście, nie rzucającymi się na pierwszy rzut oka wskazówkami autora, w miarę przewracanych stron, odkrywamy coraz większe uniwersum. A wszechświat ten, z każdym kolejnym opowiadaniem staje się nie tylko barwniejszy. Jest przede wszystkim coraz bardziej obrazowy, spójny i kompletny. Poszczególne życiorysy w sposób niezwykły się przeplatają i ze sobą łączą, by w całości dać pełen obraz. A ten zwala z nóg.

Powtarzał, że boi się mieć dziecko, bo mogłoby wyrosnąć na takiego kogoś, kto wstaje rano, idzie do pracy, wraca, je kolację, siada przed telewizorem, w weekendy jeździ na urodziny i chrzciny, a raz w roku leży przez dwa tygodnie w Kołobrzegu.

Pewnym jest, że Małecki czuje to, o czym pisze. Jest przytomnym i dojrzałym obserwatorem i co najważniejsze – świetnie udaje mu się tę przenikliwość oddać w tekście. Opowiadania są różnorodne, opisywane sytuacje autentyczne a uczucia nieprzekłamane, co w całości daje bogaty, poruszający serce obraz o lekko pesymistycznym zabarwieniu. I choć w całym tym gąszczu oderwanych od siebie życiorysów początkowo czujemy się zagubieni, to przy końcu odnajdujemy jego meritum. I jesteśmy nim urzeczeni.

Trzeba przyznać niezbicie, że książka napisana została w sposób dosyć wyszukany. Autor w każdym opowiadaniu zostawił pewny nienatrętny, zupełnie dyskretny znak, świadczący o tym, że Ślady to nie tylko zbiorek kilkunastu opowiadań a konsekwentnie i sensownie rozplanowana powieść. Opowiadania należy czytać więc kolejno, bo tylko czytana w ten sposób książka pozwoli na pełny podziw maestrii autora. A tej tutaj nie brakuje. Warsztatowo książka jest ponadprzeciętna, rozplanowana w każdym najmniejszym szczególe. Od strony językowej czuję jednak pewien niedosyt. Język i styl są proste, niemal przeciętne, na pewno niewyszukane. Podskórnie liczyłam na coś więcej.

Życia wybuchały w ciemności i rozpływały się przed świtem.

Suma summarum przyznaję, że autorowi w sposób niezwykle umiejętny i dojrzały udało się dowieść, że życie to nie wielowątkowa, spójna i zaplanowana powieść. To suma postrzępionych, przeplatających się wątków, opowiadań pełnych marzeń, niepokoju, tęsknot, radości i smutków. To porwany życiorys, nie taki o jaki zabiegaliśmy, ale taki, jaki przynosi nam życie powszednie. Nic nie jest w nim pewne, nic nie jest oczywiste. Prócz tej jednej, najistotniejszej, przewijającej się między wierszami – Śmierci.

Jednym zdaniem

Przystępny w odbiorze kolaż zdarzeń i wydarzeń, splot radości i smutków. Piękna, nietuzinkowa i nad wyraz emocjonująca opowieść o tym z czym borykamy się jako ludzie na co dzień. Bardzo polecam!

— Dominika Rygiel
7 komentarzy
5 Osób lubi to
Poprzedni wpis: Anioł Śmierci w szponach miłości – „Akuszerka”, Katja KettuNastępny wpis: Nie tylko o genezie Genesis – „Jeszcze nie umarłem”, Phil Collins

Zobacz także

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy, rockowa dusza w jednym.
Kontakt · Wsparcie

Najnowsze wpisy
Kalendarz
grudzień 2022
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane
Archiwum