MIĘDZY WENUS A MARSEM, Misja #5: „Grace i Grace”, Margaret Atwood

Telewizja kłamie! Jednakże telewizja potrafi i przysłużyć się dobrej sprawie, gdyż to właśnie dzięki niej dzieła najpopularniejszej kanadyjskiej pisarki wszech czasów przeżywają właśnie drugą młodość! Najpierw za sprawą platformy Hulu, a następnie niedoścignionego Netflixa kolejno Opowieść podręcznej oraz Alias Grace, powieści pióra Margaret Atwood doczekały się kapitalnych ekranizacji oraz przypomniały o swoim istnieniu rzeszom czytelników na całym świecie. „Ona i On, niebo i grom” jak śpiewała Budka Suflera, lub Wenus i Mars jak mawiamy MY, odpuszczają sobie ekranizacje, biorą jednak na rozkład drugi z wymienionych tytułów – Alias Grace, czyli polskie Grace i Grace. Oparta na faktach, pełna niedopowiedzeń oraz niejasności historia, która wiele lat temu podzieliła opinię publiczną. Kim była Grace Marks? Ofiarą systemu, a może wyrachowaną manipulatorką? Winna czy niewinna? I jak z opowiedzeniem tej historii poradziła sobie uznana pisarka? Wszystkiego dowiecie się z najnowszej odsłony Między Wenus a Marsem!

Zarys fabuły

On: Omawianie fabuły powieści, którą bierzemy dziś pod lupę rozpocząć należy od podkreślenia faktu, iż historia ta oparta została na prawdziwych wydarzeniach. Rzecz jasna, dla dobra samej książki, autorka musiała ją tu i ówdzie ubarwić jednak tytułowa Grace, czyli Grace Marks rzeczywiście istniała i nie jest to postać fikcyjna. W roku 1848, 16-letnia wówczas Marks skazana została na karę dożywotniego więzienia za współudział w podwójnym morderstwie, którego wraz z niejakim Jamesem McDermottem mieli się dopuścić na wspólnym pracodawcy oraz jego gospodyni domowej. Sprawa ta zszokowała opinię publiczną w Kanadzie dając jednocześnie Grace status swego rodzaju “gwiazdy” bądź też “ciekawostki”. Sama opowieść zaczyna się już w trakcie odsiadywania przez główną bohaterkę wyroku…

Ona: Za więziennymi murami Grace znajduje się od ośmiu lat. Sprawuje się dobrze, jest pokorna, nie sprawia większych problemów. Jak twierdzi, nie pamięta dnia, w którym rzekomo miała dopuścić się morderstwa. Ma szanse na warunkowe, szybsze zwolnienie z odsiadki. W sprawę zaangażowany zostaje więc lekarz psychiatra, doktor Simon Jordan, któremu powierzone zostaje zadanie dotarcia do Grace, dowiedzenia się co tak naprawdę zaszło pamiętnego dnia, kiedy zamordowany został Thomas Kinnear oraz Nancy Mongomery. Kobieta w rozmowie z lekarzem coraz bardziej się otwiera i daje nam poznać historię swojego życia.

Odczucia towarzyszące lekturze

Ona: Grace i Grace to powieść dosyć enigmatyczna. Życie głównej bohaterki jest niejednoznaczne, pełne niejasności i niedopowiedzeń. Dlatego też, sama lektura frapuje, przykuwa uwagę. Czytelnik jak najprędzej chce dociec co tak naprawdę zaszło w Kingston i jakie motywacje, myśli, demony drzemią w Grace. Za sprawą wolno ujawnianych sekretów, lektura jest niepokojąca, odrobinę tajemnicza, ze wszech miar zagadkowa.

On: W zasadzie wypada mi się wyłącznie podpisać pod Twoimi słowami, Dominiko. Grace i Grace to powieść niepokojąca oraz zagadkowa, w której kartki przewraca się, by wreszcie poznać finalne rozwiązanie – winna czy niewinna? Autorka zręcznie miesza czytelnikowi w głowie, a ten zastanawia się czy opowiadana przez główną bohaterkę historia wierna jest rzeczywistym wydarzeniom. Z drugiej strony muszę przyznać, że lektura była dla mnie na swój sposób kojąca. To przeniesienie do XIX wieku, bez ciągłego pościgu za pieniądzem, komórek itd sprawiło, że nieco odetchnąłem, miło było się teleportować to prostszych, zdrowszych czasów.

Ona: Zgadzam się. Klimat powieści jest niebywały. Uspokaja, pozwala przenieść się dosłownie w czasie i przestrzeni, zapomnieć o bolączkach dnia codziennego. Takie książki lubimy i takich szukamy, prawda? 😉

On: Prawda 😉

Walory powieści

On: Zaletę widzę jedną, za to dosyć ważną, a jest nią styl jakim posługuje się Margaret Atwood. Na wyróżnienie zasługuje tu przede wszystkim niezwykle umiejętnie oddany przez autorkę klimat XIX – wiecznej Kanady. Mowa tu chociażby o ubiorze, zachowaniu oraz sposobie myślenia osadzonych we wspomnianych realiach postaci; czytając Grace i Grace naprawdę czujemy jakbyśmy przenieśli się w czasie o niemal dwa stulecia wstecz. Ponadto pochwalić należy także kreacje poszczególnych bohaterów z naciskiem na próbującego wniknąć do umysłu tytułowej bohaterki doktora Simona Jordana – młodego lekarza na dorobku, którego choć z pozoru sympatyczny, ciężko polubić, oraz – oczywiście – samej Grace Marks. Posiłkując się nielicznymi publikacjami dotyczącymi Marks, udało się kanadyjskiej pisarce stworzyć postać niejednoznaczną, z jednej strony wzbudzającą sympatię, z drugiej poczucie niepełnego zaufania względem jej osoby. Liczne wskazówki w trakcie lektury nie pozwalają mieć pewności co do autentyczności snutej przez osadzoną historii, a zwłaszcza co ważniejszych jej detali. Sprawia to, że chcemy czytać dalej by poznać finał i dowiedzieć się czy mamy do czynienia z niewinną ofiarą pecha i pomówień, czy też z wyrachowaną morderczynią.

Ona: Nie sposób się nie zgodzić z Twoją opinią, Przemku. Styl Atwood jest urzekający, ociera się niemal o perfekcję. W powieści nie znajdziemy zbytecznego zdania, nic nie wnoszącej do całokształtu sceny. Pisarka wzorowo operuje słowem, każde jedno – co też podkreśliła w jednym z wywiadów – jest na wagę złota, w pełni przemyślane. Ponadto, na szczególną uwagę zasługuje kreacja postaci. Ich rys psychologiczny jest zdumiewający – jest niejasny, a przy tym nad wyraz prawdziwy, rzeczywisty, przekonujący. Co za tym idzie, również pod tym względem powieść intryguje i ciekawi. Czytając historię Grace chce się jak najszybciej dociec prawdy i rozwikłać tę niejasną zagadkę. Winna czy niewinna? Jeśli winna, jakie były więc motywacje mordu? Jeśli niewinna, jakim cudem została skazana na dożywocie? Grace i Grace to opowieść opierająca się na moralnych dylematach.

On: Do tego dojdziemy za chwilę 🙂

Mankamenty powieści

Ona: Zapewne się ze mną zgodzisz, że uderzającym i zaskakująco niefortunnym mankamentem powieści jest jej tytuł. [SPOILER] Jednoznacznie sugeruje jaki problem mogła mieć główna bohaterka, i choć podczas lektury staramy się w pełni nie dopuszczać do świadomości tego właśnie rozwiązania, to jednak gdzieś między wierszami prześwituje, jest z nami. Trzeba przyznać, że anglojęzyczna wersja tytułu, który brzmi Alias Grace byłaby lepszym rozwiązaniem. Przyznaję, że tłumacz odrobinę przedobrzył i niechybnie, polską wersją tytułu Grace i Grace uchylił rąbka fabularnej tajemnicy. Szkoda, nie lubię od samego początku być atakowana tego typu spoilerem. Sprawa Grace Marks – choć znana na szerszą skalę – była mi obca. Tytuł odrobinę zabrał mi przyjemność czytania.

On: Zgodzę się i to w stu procentach! Nie wiem dlaczego ktoś zgodził się na użycie takiego właśnie tytułu, gdy wystarczyłoby zachować oryginalny – Alias Grace. Mnie również sprawa Grace Marks była obca a już sam tytuł poniekąd naprowadza na pewien trop, co sprawia, że po zakończonej lekturze można czuć pewien niedosyt. Ktoś tu się nie popisał i to nie popisał bardzo! Innym zarzutem, który mógłbym postawić, choć nie będzie to fair jest brak żwawszej akcji. Momentami powieść nieco stoi w miejscu, jednak z drugiej strony jest to historia oparta na prawdziwych wydarzeniach, a co za tym idzie – autorka nie miała zbyt wielkiego pola manewru. Ogólnie rzecz biorąc niespieszne tempo pasuje tu jak ulał, aczkolwiek odrobinę podkręcone tempo prawdopodobnie by nie zaszkodziło.

Ona: Mnie wolne tempo rozwoju akcji zupełnie nie przeszkadzało. Grace i Grace to niezmiernie nastrojowa opowieść, z pełnokrwistymi, niejednoznacznymi charakterami, jej klimat wiele rekompensuje.

Scena, której nie zapomnę

On: Jako, że akcja nie pędzi tu na łeb, na szyję to i dzieję się stosunkowo niewiele to i z wybraniem konkretnej sceny mam problem, choć nie umniejsza to samej lekturze, prezentującej – summa summarum – równy, solidny poziom na całej swej długości. Do najbardziej zapadających w pamięć scen zaliczyłbym jednak… ostatnią scenę powieści, której z oczywistych powodów nie opiszę; natomiast druga, która przychodzi mi do głowy to może nie tyle scena a cały fragment, w którym to Grace opowiada doktorowi Jordanowi jak wyglądała jej rodzinna wyprawa statkiem na trasie Irlandia – Kanada. Bardzo obrazowo udało się autorce oddać emocje oraz przede wszystkim warunki w jakich przed wielu laty za chlebem emigrowali Irlandczycy. Przede wszystkim jednak cały wspomniany fragment zawiera [i tutaj SPOILER, choć niezbyt istotny dla historii samej w sobie] scenę śmierci oraz pogrzebu matki Grace na wspomnianym statku. Bardzo wzruszający moment, prawdopodobnie najbardziej chwytający za serce  w trakcie całej lektury.

Ona:

Dla mnie, prócz wspomnianej przez Ciebie sceny, jaka rozegrała się na statku, uderzający był moment, kiedy bohaterka wspomina swoją przyjaciółkę Mary. Chodzi głównie o scenę, jaka rozegrała się w izbie, gdy umęczona po nieudanym zabiegu łyżeczkowania dziewczyna, niemal na oczach Grace umiera. Scena ta była kluczowa dla całej powieści, reakcja i zachowanie głównej bohaterki po przygotowaniu ciała do pogrzebu daje do myślenia, mocno rzutuje na jej osobowość.

On: O tak! Scena śmierci Marry Whitney również zapada w pamięć!

Winna czy niewinna?

Ona: Pozwól, że posłużę się cytatem z książki:

(…) jesteśmy zakleszczeni między pojęciem kobiety być może niewinnej, którą wielu uważa za winną, a pojęciem kobiety być może winnej, którą niewielu uważa za niewinną.

Grace Marks została zaszufladkowana właśnie w ten sposób. Przyznaję, że ja zaliczam się do pierwszej grupy osób. Myślę, że Grace Marks była osobą niewinną, z przyszytą przez społeczeństwo łatką na piersi “winna”. Skąd taki wniosek? Simon, po głębszej analizie psychiki Grace wyznał, iż, cytuję:

Więzienie nie tylko zamyka wewnątrz swych mieszkańców, ale też trzyma wszystkich innych z daleka od niego. Najpotężniejszym więzieniem Grace jest jej własna psychika.

Jak dla mnie to po prostu chora, dająca się manipulować kobieta, którą bezwstydnie i z premedytacją wykorzystano.

On: No i tutaj droga Dominiko, nie możemy się zgodzić, gdyż moja opinia całkowicie różni się od tego co przed chwilą napisałaś, choć rzecz jasna nie neguję Twego zdania. W moim odczuciu to nie Grace była manipulowana, a manipulowała innymi ludźmi. Tak przynajmniej odebrałem to czytając powieść, zwłaszcza w tych fragmentach kiedy przemyślenia i spostrzeżenia głównej bohaterki zdecydowanie przerastają – bez urazy dla nikogo – zahukaną gąskę na jaką kreowana jest przez otoczenie. Sam fakt, że nie została – jak jej domniemany wspólwinny zbrodni – powieszona na stryczku świadczyć może o tym, że wykazała się nie lada sprytem, by zadbać o własne dobro. Wszystko oczywiście oceniane jest z poziomu książki, nie rzeczywistej historii, jednak osobiście zdecydowanie bliższy jestem stwierdzenia jakoby Grace Marks działała z pełna premedytacją.

Ona: Czytaliśmy chyba inną książkę, ja Grace zupełnie nie odebrałam jako wyrachowanej manipulatorki. Wręcz przeciwnie, wydała mi się spokojną, cichą, odrobinę zagubioną i na pewno chorą osobą.

On: No widzisz, ja odebrałem, co przejawiało się chociażby w tych momentach kiedy niektóre myśli kierowała do siebie samej, nie przesłuchującego ją doktora. Była zdecydowanie bardziej sprytna i inteligentna niż dawała po sobie poznać.

Ona: Sugerujesz, że powinnam przeczytać tę powieść jeszcze raz? 😀

On: Niczego nie sugeruję, choć nie wykluczam, że do Grace i Grace jeszcze powrócisz 😉 Jak zresztą i ja 😉

Zdania warte podkreślenia

On:

Szaleństwo jest we krwi i nie można go usunąć odrobiną mydła i miękką szmatką.

Tak czy inaczej, ‘morderczyni’ to mocne słowo. Ma też swój zapach – piżmowy i ciężki, jak zwiędłe kwiaty w wazonie. (…) Słowo ‘morderca’ jest po prostu brutalne. Brzmi jak uderzenie młotka albo kawałka metalu. Już wolę być morderczynią niż mordercą, skoro tylko taki mam wybór.

Ona:

(…) nie pochwala publicznych egzekucji, ponieważ niezdrowo podniecają i wywołują krwiożercze fantazje u tej części ludności, która jest mniej rozwinięta umysłowo.

Kiedy człowiek wpadnie w jakiś nawyk, trudno mu go zwalczyć (…). Staje się jak pies, który zdziczał. Kiedy raz zasmakuje owcy, musi zabijać dalej.

Tak czy inaczej, ‘morderczyni’ to mocne słowo. Ma też swój zapach – piżmowy i ciężki, jak zwiędłe kwiaty w wazonie. (…) Słowo ‘morderca’ jest po prostu brutalne. Brzmi jak uderzenie młotka albo kawałka metalu. Już wolę być morderczynią niż mordercą, skoro tylko taki mam wybór.

Tekst powstał we współpracy z:

przemek

Przemek Kowalski: Dumny z bycia torunianinem, kochający rodzinne miasto ze wszech miar. Po ośmiu latach męczarni w szkołach ekonomicznych zrozumiał, że to nie liczenie, a książki są jego pasją. Pasją, dzięki której poznaje tysiące nowych światów i lepiej rozumie ten, w którym żyje. Redaktor portalu Głos Kultury oraz autor bloga www.pisanepopijaku.pl.

 

Tytuł: Grace i Grace
Autor: Margaret Atwood
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 576
Przełożyła: Aldona Możdżyńska

Jednym zdaniem

Zagadkowa, niejednoznaczna powieść w duchu dziewiętnastowiecznej Irlandii i Kanady.

— Dominika Rygiel
2 komentarzy
2 Osób lubi to
Poprzedni wpis: Sklejanie życia – „Purezento”, Joanna BatorNastępny wpis: Włos dzielony na troje – „Warkocz”, Laetitia Colombani

Zobacz także

Komentarze

  • Marta

    26 listopada 2017 at 13:46
    Odpowiedz

    Cały zarys fabuły wygląda całkiem obiecująco. Bardzo lekko czyta się Twojego bloga :)

  • Szaman

    26 listopada 2017 at 07:57
    Odpowiedz

    Ciekawa recenzja :) Przeczytałem z przyjemnośćią :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
Czytaj więcej

Magazyn Bookiecik Extra
Najnowsze wpisy
Kalendarz
Grudzień 2017
P W Ś C P S N
« Lis    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane