MIĘDZY WENUS, A MARSEM, Misja #6: „Wilk stepowy”, Hermann Hesse

Prozaik, poeta, eseista. Okazjonalnie również rysownik i malarz. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Jako urodzony na ziemiach niemieckich w niezbyt chlubnym dla tego narodu okresie historycznym, ze względu na swe pacyfistyczne przekonania, przez dłuższy czas nie cieszył się we własnej ojczyźnie powodzeniem. Hermann Hesse, bo o nim mowa, jako autor powieści o kontekście egzystencjalnym, często w swych dziełach eksponował dążenie do harmonii i głębi duchowej. Nie inaczej rzecz ma się w przypadku bodaj najgłośniejszego dzieła, urodzonego w Calw pisarza – „Wilka stepowego”. Jak pogmatwaną, wewnętrzną walkę introwertyka Harry’ego odebrała Ona? Jak On? Wszystkiego dowiecie się z najnowszej odsłony Między Wenus a Marsem, w której pod lupę bierzemy jeden z najwybitniejszych utworów początku XX wieku.

ZARYS FABUŁY

Ona: Historia “Wilka stepowego” rozpoczyna się wraz z opowieścią mieszkańca bliżej nieokreślonego miasta. Narrator wstępu zdradza, iż do domu jego ciotki zawitał wraz z pokaźną paką książek i walizką  pewien jegomość. Jak zdradza, bohater ów wiódł życie spokojne i ciche. To samotnik, istota równie nietowarzyska co enigmatyczna, mól książkowy i intelektualista w jednym. Istoty jego egzystencji dowiadujemy się z zapisków, które po sobie zostawił. To właśnie traktat o wilku stepowym, ten, który otwiera przed nami skomplikowany i niejednoznaczny wewnętrzny świat Harry’ego Hallera.

On: Niemalże całą pozostałą część książki stanowi wewnętrzny monolog głównego bohatera – Harrego, alias wilka stepowego. Z pozostawionych przez niego zapisków dowiadujemy się nieco o jego przeszłości (choć bardzo niewiele), a także co naprawdę porabiał Harry wówczas, gdy dla narratora wstępu był jedynie mijanym na korytarzu odludkiem. Wszystko co znajdziemy w „Wilku stepowym” po opisanym przez Dominikę wprowadzeniu to dogłębna analiza psychiki człowieka zranionego, szukającego, istoty, dla której ból i udręka stanowią sedno życia. Pragnę jednak uspokoić – zdarzają się i fragmenty spokojniejsze, nawet dowcipne. To powieść obok której ciężko przejść obojętnie.

ODCZUCIA TOWARZYSZĄCE LEKTURZE

On: Najpotężniejszym z uczuć jakie towarzyszyło mi w trakcie lektury był niepokój. Drugim zrozumienie głównego bohatera. Trzecim – współczucie. I właściwie wszystkie wymienione punkty mają jeden wspólny mianownik – pokręcone opisy życia Harry’ego. Czasami czytając zastanawiałem się, czy to wytwór wyobraźni szaleńca, czy też zapis „prawdziwych” wydarzeń. I o ile spostrzeżenia wilka stepowego wielokrotnie trafiają w punkt (co uda się nam tu prawdopodobnie udowodnić w ostatniej kategorii z cytatami), o tyle, z biegiem stron zaczynałem żałować tego biednego wykształciucha, który zamknął się w swoim na wpół pięknym, na wpół pustym świecie. Z jednej strony rozumiem, bowiem samemu blisko mi do postawy głównego bohatera (często zdawało mi się, że ktoś przelał na papier moje myśli), z drugiej zaś dobitnie pokazane zostało jak ubogi jest to świat, w którym kultura odgrywa najważniejszą z ról, zarazem eliminując wszystkie inne dobrodziejstwa życia.

Ona: Ja mam mieszane odczucia w stosunku do tej książki, poniekąd zazębiają się one z Twoimi, ale nie do końca. Z jednej strony czytając “Wilka stepowego” trwałam w niegasnącym zachwycie. Zachwyt ten spowodowany był dwoma aspektami. Z jednej strony fascynowały mnie wyjątkowo trafne spostrzeżeniami Harry’ego Hallera na temat życia, ten jego przejaw znużenia i rozczarowania nim, ta irytacja względem braku doszukiwania się przez społeczeństwo w nim głębi, brak chęci cieszenia się Kulturą (tą pisaną przez duże K). Z drugiej zaś strony urzekła mnie swego rodzaju przemiana Harry’ego, jaka nastąpiła pod wpływem Herminy. Tak jakby spotkanie to wyzwoliło w nim chęć cieszenia się życiem takim, jakim jest, bez zbędnego zadręczania się. Relacja ta otworzyła przed nim drzwi z plakietką “spontaniczność”, jak myślisz, Przemku?

Zanim jednak odpowiesz, nadmienię, że po lekturze mam bardzo rozczarowujące poczucie niezrozumienia tej powieści, a na pewno nie takiego, jakiego życzyłby sobie (co nawet zaznaczył w posłowiu) sam autor. To powoduje we mnie pewien psychiczny dyskomfort. Czuję się tak, jakbym nie była wystarczająco dojrzała, by w pełni docenić walory tej książki.

On: Wydaje mi się, iż nie powinnaś czuć dyskomfortu, bowiem w takich przypadkach wina zawsze leży po stronie autora. I teraz pozwolę sobie na dosyć spory SPOILER odnośnie Twoich słów Dominiko. Miałem podobnie jak i Ty. Generalnie wydawać by się mogło, że książka traktuje o wewnętrznej walce z samym sobą, o zapomnianych ideałach oraz o bezcelowości wojny. Tymczasem – jak zaznaczył sam autor – główne przesłanie dotyczy religii. Osobiście uważam, że problemem nie jesteśmy my – czytelnicy, ponieważ wątek ten został zaledwie zarysowany, z całą pewnością nie wysuwając się na pierwszy plan! Dlatego też myślę, że nie masz sobie czego zarzucać, nie jesteś bowiem odosobniona w swoim pojmowaniu „Wilka stepowego”, a to, że autor sam na koniec musi wyjaśniać o co mu chodziło, świadczy raczej o nieumiejętnym przekazaniu swojej wizji niż o ułomności odbiorców. KONIEC SPOILERA I odpowiadając jeszcze na Twoje wcześniejsze pytanie, Dominiko: Myślę, że ta relacja otworzyła nie tylko drzwi z plakietką “spontaniczność”. Hermina uzupełniła braki w jego duszy, to przy niej czuł się naprawdę szczęśliwy.

Ona: Dość śmiała jest ta Twoja teza, zważywszy, że Hermann Hesse jednak wielkim pisarzem był. A sam fakt tłumaczenia się ze swoich tekstów i próba ich wyjaśniania była, w moim odczuciu, jednak zbędna. Wszak odbiór literatury to dość indywidualna, niemal intymna sprawa: każdy odnajduje w niej to, co już sam ma w sobie.

On: Dokładnie! Również uważam tłumaczenie własnego dzieła za niepotrzebne.

WALORY POWIEŚCI

Ona: Dla mnie najmocniejszą stroną książki jest jej wydźwięk filozoficzny, ta przemycona warstwa dotycząca egzystencjalizmu. Ta melancholia, a może nawet pesymizm przebijający się gdzieś między wierszami. Lubię w książkach taki właśnie emocjonalny płaszcz powieści, który niepostrzeżenie mnie otula, powodując poczucie bliżej niezdefiniowanego niepokoju.

On: Nie sposób się nie zgodzić. Początkowo nużące wywody filozoficzne z każdą kolejną strona hipnotyzują czytelnika, pozwalając mu wczuć się w sposób myślenia Harry’ego. Osobiście na łopatki rozłożył mnie fragment o samobójcach, którego nie będę przytaczał w całości, generalnie chodziło jednak o to, że samobójcą nie jest ten, który podcina sobie gardło, czy skacze z mostu. Samobójcę ma się mentalnie w sobie, gdy widząc bezsens otaczającej rzeczywistości, niektórzy ludzie zostawiają sobie samobójstwo jako jedną z furtek, jednocześnie myśląc o tym w większym wymiarze niż „przeciętny człowiek” o wiele lepiej zdają sobie sprawę z konsekwencji, niż Ci, którzy naprawdę odbierają sobie życie.

Ona: Oj, prawda! Też zwróciłam na to uwagę, choć jednocześnie odebrałam to trochę w kategoriach takiego mentalnego masochizmu, tak jakby Harry’emu nie przeszkadzał do końca ten ból. Miałam poczucie, że lubi się w nim taplać i usilnie szuka towarzystwa, które podzielałoby z nim tę udrękę. Jako że trafił na Herminę, która za cel stawiała sobie głównie hedonizm, nie do końca mu się to jednak udało 😉

On: To, że pławił się w tym swoim bólu było oczywiste i potwierdzały to fragmenty Traktatu o wilku stepowym. Z kolei poznania kogoś takiego jak Hermina podświadomie szukał (tak przynajmniej to odebrałem), czego dowodem może być fakt jak szybko zaakceptował nową towarzyszkę, wręcz z miejsca chcąc spełnić każdy jej rozkaz.

Ona: Zgadzam się, Harry podskórnie czekał na tego rodzaju przewodniczkę po życiu i ją odnalazł. To zaś, jak się historia ta zakończyła do tej pory wprawia mnie w swego rodzaju zdumienie. Pozostając jeszcze jednak przy walorach “Wilka…” pragnę nadmienić, iż książka ta jest boleśnie aktualna. Nie nadszarpnął jej ząb czasu (i myślę, że jej to absolutnie nie grozi), a każdy odbiorca znajdzie w niej coś dla siebie. To prawdziwe studium psychologiczne człowieka emocjonalnie pogubionego, jego alienacja bliska jest pewnie niejednemu z nas, choć wolelibyśmy pewnie się głośno do tego nie przyznawać.

On: Oj, zdecydowanie tak! Powiem więcej: jeśli mowa o aspekcie czysto psychologicznym w znaczeniu zagubienia jednostki to utwór ten jest bardziej aktualny w dzisiejszej dobie Internetu i ciągłego pośpiechu, niż był w czasach Hessego. Mamy tutaj również obawy chociażby przed wojną, które aktualne będą już chyba do ostatniego dnia naszej planety.

Ona: Po raz wtóry muszę się zgodzić, choć zważywszy na pesymistyczny wydźwięk tej historii, wolałabym negować Twój pogląd.

MANKAMENTY POWIEŚCI

On: Największymi mankamentami nazwałbym przydługi wstęp pisany z perspektywy młodego chłopaka zamieszkującego w tym samym co nasz wilk stepowy domu oraz zbytnie rozwlekanie niektórych scen.

Ona: Wstęp mnie absolutnie nie nużył, było zgoła przeciwnie – zaintrygował mnie do tego stopnia, że nabrałam, nomen omen, wilczego apetytu poznać kto zacz, ten szumny wilk stepowy. Co do mankamentów powieści, które momentami mi uwierały, to zdecydowanie przydługie, filozoficzne monologi. Czułam się nimi przytłoczona. Mam tutaj na myśli te fragmenty dotyczące religii, świętości. Zdawały się być archaiczne i zdecydowanie zbyt przesadzone, egzaltowane niemal.

SCENA, KTÓREJ NIE ZAPOMNĘ

Ona: Dla mnie najistotniejszym fragmentem książki był ten, w którym nasz wilk stepowy przygląda się w lustrze i doznaje swego rodzaju olśnienia:

„Raz jeszcze spojrzałem w lustro. Byłem obłąkany. W wysokim lustrze nie było żadnego wilka mielącego jęzorem. W lustrze stałem ja, Harry , o szarej twarzy, pozbawiony wszelkich uciech, znużony wszystkimi występkami, wstrętnie blady, ale – jakiekolwiek by było – człowiek, zawsze ktoś, z kim można było pogadać.”

To swego rodzaju odkrycie, jakiego dokonuje Harry było dla mnie niczym, mówiąc kolokwialnie, uderzenie obuchem w łeb. Uświadomiłam sobie bowiem, iż  iż tytułowy wilk stepowy jest li jedynie wytworem jego wyobraźni, jest częścią psychicznego dualizmu naszego bohatera, pewnego rodzaju maską, którą odgradza go od prawdziwego życia, wymówką przed czerpania z niego pełnymi garściami. Zdałam sobie wówczas sprawę, że Harry jest tak naprawdę, albo wybitnie uduchowiony, albo nad wyraz inteligentny, albo po prostu  jest tchórzem, a może wszystko na raz. W każdym razie odebrałam go jako osobę, która w muzyce Mozarta i ambitnej literaturze doszukuje się istoty życia, a tak naprawdę nie radzi sobie z codziennością, a ze społeczeństwem nie znajduje, albo i nie chce znaleźć wspólnego języka. Prozę życia zamienił na ambitną prozę literacką oraz muzykę klasyczną, które są oczywiście ważne i jak najbardziej w życiu potrzebne, nigdy nie powinny jednak zdominować towarzysko świata ludzi. W przypadku naszego wilka stepowego przyczyniły się do tego, iż stał się człowiekiem sztywnym, wyobcowanym, nienaturalnym niemal. Dopiero postać Herminy pozwoliła mu na odrobinę luzu, odnalezienia w życiu źródeł hedonizmu, co świetnie odzwierciedla kolejny mój ulubiony fragment powieści: scena, w której Hermina uczy nieporadnego Harrye’go tańczyć. W ogóle mam wrażenie, że symbol lustra jest tutaj wyjątkowo istotny. Motyw ten pojawia się w książce kilkukrotnie, a sama postać Herminy równoznaczna jest ze swego rodzaju zwierciadłem, w którym karykaturalnie odbija się cała postać Harry’ego.

On: Odnośnie Twoich słów o wilku stepowym jako tworze wyobraźni, to niemal na początku Traktatu o wilku stepowym jest taki fragment:

“A więc, krótko mówiąc, wilk stepowy jest też tylko fikcją. Jeśli Harry uważa sam siebie za człowieka-wilka i sądzi, że składa się z dwóch wrogich i przeciwnych sobie istot, to jest to jedynie upraszczająca mitologia”.

Co zaś tyczy się mojego ulubionego momentu, to tutaj z wyborem nie mam najmniejszego problemu. Zdecydowanie najbardziej spodobała mi się scena pierwszego spotkania Harry’ego z Herminą w nocnym lokalu. Po pierwsze – dialogi wniosły sporo ożywienia do treści książki, po drugie sama postać Herminy i to w jak zasadniczy sposób różniła się od głównego bohatera, sprawił, że po raz pierwszy w trakcie lektury, uśmiechnąłem się. Oto mamy naszego Harry’ego, którego myśli krążą wokół brzytwy i nagle ni stąd ni zowąd pojawia się panna patrząca z niedowierzaniem i delikatną drwiną na jego ubiór, szydząca a jednocześnie rozumiejąca postawę Wilka. Bez dwóch zdań, pierwsze spotkanie tej dwójki uważam za moją ulubioną scenę całej powieści.

ODBIÓR POWIEŚCI PO ZAKOŃCZONEJ LEKTURZE

On: Summa summarum oceniam powieść Hessego bardzo wysoko i przyznam się bez bicia, że po raz pierwszy zetknąłem się z literaturą na takim poziomie swego rodzaju samoświadomości. Początkowo nużący język z biegiem czasu zachwyca, a same przemyślenia autora trafiają w sedno ludzkiej natury, bowiem w tej książce niemal każdy znajdzie cząstkę siebie. Nie udało się jednak, przynajmniej w moim mniemaniu, uniknąć lekkich potknięć, do których zaliczyłbym przydługi wstęp (oraz ogólnie nieco przydługie wywody), niejasne zakończenie, a przede wszystkim próbę wyjaśniania czytelnikowi „co autor miał na myśli”. Zabrzmiało to jak pouczanie głupszych od siebie. I ok – gdzie takie żuczki jak my a gdzie umysł taki jak Hesse, jednak mimo wszystko niepotrzebne było to tłumaczenie. Nie zmienia to jednak faktu, że w dziesięciostopniowej skali, przyznałbym „Wilkowi stepowemu” ósemkę, a z lektury sumarycznie jestem bardzo zadowolony.

Ona: Moje odczucia są ambiwalentne. Jak już pisałam wyżej, jestem tą książką poniekąd urzeczona. Od jej lektury minęło już kilka tygodni, a ona nadal siedzi we mnie głęboko, rezonuje i dojrzewa. Wiem, że to znakomita i głęboka, napisana z rozmysłem powieść. Szczególnie mocno podobał mi się jej antymaterialistyczny wydźwięk, piętnowanie przesadnego hedonizmu i lekkości w codziennym obyciu. Doceniam zarówno pisarski kunszt Hesse’go, jak i dojrzałość kreacji “Wilka stepowego”. Pod tym względem oceniam tę książkę jako utwór ponadczasowy, wybitny, oceniam go zdecydowanie jako dzieło z górnej półki. Jest jednak druga strona medalu. Jest nim to swoiste znużenie poruszaną tematyką, która przecież, jak sam napisałeś: hipnotyzuje. I ja czułam się nią odurzona, zachwycona. Uwierała mi jednak i nadal gdzieś tam głęboko mnie dręczy, harata duszę. To właśnie ten swoisty emocjonalny dysonans we mnie nadal tkwi, powodując, że książka tak szybko nie ulotni się z mojej pamięci. Jednocześnie nawiedza mnie uczucie smutku, dojmujące poczucie, iż nie do końca zrozumiałam tę powieść. A na pewno, że nie doszukałam się w niej wszystkich przemyconych przez autora aspektów. Frustrujące.

ZDANIA WARTE PODKREŚLENIA

Ona: Jak dla mnie książka ta jest jednym wielkim (dobra, prawie!) cytatem, wartym odnotowania. Wyłuskałam jednak kilka wyjątkowo bliskich mi zdań:

  • “Kto chce dziś żyć zadowolony ze swego życia, temu nie wolno być takim człowiekiem jak ty i ja. Kto zamiast brzdąkania żąda muzyki, zamiast zadowolenia – radości, zamiast pieniędzy – duszy, zamiast taśmowej produkcji – prawdziwej roboty, a zamiast flirtu – prawdziwej namiętności, dla tego ten piękny świat nie jest ojczyzną…”
  • “Jakże mam nie być wilkiem stepowym i obdartym pustelnikiem, skoro żyję w świecie, którego celów nie podzielam, którego radości są mi wszystkie – obce. Nie mogę długo siedzieć w teatrze ani w kinie. Zaledwie mogę przeczytać gazetę, rzadziej współczesną książkę. (…). I w rzeczy samej, jeśli ten świat ma rację, jeśli ma rację ta muzyka kawiarniana, jeśli mają rację te masowe przyjemności i ci ludzie zamerykanizowani, tak niewiele wymagający, w takim razie ja nie mam racji, ja jestem szaleńcem, prawdziwym wilkiem stepowym, jak siebie często nazywałem, zbłąkanym w obcym i niezrozumiałym świecie zwierzęciem, które już nie znajdzie ani ojczyzny, ani powietrza, ani pożywienia.”

On:

  • “Jakże mam nie być wilkiem stepowym i obdartym pustelnikiem, skoro żyję w świecie, którego celów nie podzielam, którego radości są mi obce”.
  • “Do cech wilka stepowego należało, że był człowiekiem wieczoru. Ranek był dla niego złą porą dnia, której się lękał i która nigdy nie przynosiła mu nic dobrego”.
  • “Lubiło go wiele osób. Ale była to zawsze tylko sympatia i życzliwość, zapraszano go, obdarowywano, pisano do niego miłe listy, ale nikt się do niego nie zbliżył, nigdzie nie powstała więź, nikt nie był gotów ani skłonny do tego, by dzielić z nim jego życie”.
  • “Powiesić się to może być trudne, nie wiem. Ale żyć jest o wiele trudniej!”.
  • “Ale czy nie odetchnęłaby może i nie odczuła ulgi na wiadomość o mojej śmierci? Tego nie wiedziałem, nie wiedziałem też nic o trwałości moich własnych uczuć. Trzeba żyć w tym, co normalne i możliwe, aby móc coś wiedzieć o takich sprawach”.
  • “W wieczności, widzisz, czas nie istnieje; wieczność jest mgnieniem oka, w sam raz długim na żart”.
  • “Kto zamiast brzdąkania żąda muzyki, zamiast zadowolenia – radości, zamiast pieniędzy – duszy, zamiast taśmowej produkcji – prawdziwej roboty, a zamiast flirtu – prawdziwej namiętności, dla takiego ten piękny świat nie jest ojczyzną…”.
  • “Lekkie życie, lekka miłość, lekka śmierć – to nie dla mnie”.

Tytuł: Wilk stepowy
Autor: Hermann Hesse
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Przekład: Krystyna Tarnowska
Ilość stron: 358

Jednym zdaniem

Obszerne studium psychologiczne człowieka zagubionego, wyalienowanego, na wskroś zakochanego w ambitnym słowie pisanym oraz muzyce klasycznej. Powieść, której nie nadszarpnął ząb czasu - wstrząsająco aktualna.

— Dominika Rygiel
0 komentarzy
2 Osób lubi to
Poprzedni wpis: Zwyczajne życie – „Skoro ptaki czynią słońce”, Alistair MacLeodNastępny wpis: Macondo nie zapomina – „Szarańcza”, Gabriel García Márquez

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
Czytaj więcej

Magazyn Bookiecik Extra
Najnowsze wpisy
Kalendarz
Grudzień 2019
P W Ś C P S N
« Lis    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane