Rozmowa przy kawie #3 – Marina Perezagua

Yoro to pierwsza powieść Mariny Perezagui, pisarki nietuzinkowej, niezwykle charakterystycznej, przez krytyków określonej mianem „drapieżnej”. O książce pisałam kilka tygodni temu (recenzja dostępna TUTAJ). To powieść dosadna i agresywna, o której ciężko jest zapomnieć. Z czego wynika jej merytoryczna bezwzględność oraz stylistyczna ociężałość? Czy jest ze strony autorki formą protestu, a może aktem odwagi? Zapraszam na rozmowę z Hiszpanką, w której to udzieli odpowiedzi na te i na kilka innych, mniej poważnych pytań. Przyjemnej lektury.

Dominika Rygiel: Zacznijmy od pytania o Pani najnowszą powieść – “Yoro”. Mówi się, że to bezwzględna krytyka tego wszystkiego, co zmienia życie w koszmar: wojen, wszelkich form przemocy i wyzysku, ale także dogmatów naukowych i religijnych. Czy podejmując się napisania powieści opartej na tak poważnych i ciężkich merytorycznie wątkach, nie obawiała się Pani, że tym samym książka stanie się zbyt ciężka dla przeciętnego odbiorcy?

Marina Perezagua: Obawiam się wielu rzeczy w życiu, ale nigdy kiedy piszę. Pisanie to dla mnie wyrażenie wolności. Jeżeli pewnego dnia zakwestionuję tę wolność, przestanę pisać. Kiedy piszemy ryzykujemy, że nie zyskamy sympatii innych, lecz dla mnie większym ryzykiem byłoby nie czerpanie radości z mojej pracy. Niemniej jednak, kiedy obie strony: czytelnik i owo poczucie wolności spotkają się to wtedy czuję radość, nawet większą niż ta, którą czerpię z wolności, wyrażanej poprzez pisanie.

DR:  Sam język powieści również nie należy do przesadnie łagodnych. Skąd tak ostry i agresywny styl u tak młodej autorki?

MP: Kiedy oglądam w wiadomościach światowych liderów, mówiących o polityce międzynarodowej, czuję się zażenowana kontrastem pomiędzy rzeczywistością a językiem. O ofiarach konfliktów mówi się bezosobowo; liczy się je jak jabłka, a o zmianach  klimatycznych jak o przelotnej chmurze. Wszystko w języku dzisiaj wydaje się być łagodne, tak aby nie niepokoić sojuszników, zarówno ekonomicznych jak i politycznych.  Ja natomiast próbuję oddać słowu pisanemu poczucie zaangażowania w rzeczywistość. Ofiara nie może być “numerem”, w przeciwnym razie jest to cios wymierzony w ludzkość i prowadzi do upadku człowieczeństwa.

DR: Rozumiem, że napisanie tego typu książki jest formą protestu, swoistym manifestem przeciwko bezduszności i przymykania oczu na wszelkie zło tego świata. Wszyscy wiedzą, że poruszone w “Yoro” problemy mają miejsce, nikt jednak głośno o tym nie mówi. A nawet jeśli, to z góry wiadomo, że to walka przegrana. Nie ma Pani podobnego odczucia? Że “Yoro” jest jak jej bohaterka – zaledwie niemym krzykiem w nicość? Krzykiem bezradności? Walką z wiatrakami?

MP: Tak, Myślę, że “Yoro” bierze duży udział w metafikcji. Główny bohater jest w gruncie rzeczy  niemym głosem żyjącym w powieści. Chcę jednak myśleć, że kiedy świat otworzy uszy, wszystkie krzyki zostaną usłyszane. W międzyczasie powinniśmy krzyczeć.

DR:  Czy napisanie powieści tak ciężkiego (zarówno merytorycznie jak i stylistycznie) kalibru jak “Yoro” jest formą odwagi?

MP: Dla mnie aktem odwagi jest przeszczepienie serca do pustej klatki piersiowej, kradzież jedzenia dla głodnego dziecka, bądź wstawanie codziennie rano kiedy cierpisz na depresję, ale dziękuję za postrzeganie mojego pisania jako aktu odwagi 😊

DR:  Wielu autorów twierdzi, że pozwala swoim książkom dojrzewać i sami dojrzewają wraz z nimi. W jednym z wywiadów Don DeLillo wyznał, że powieści pisze z marszu, bez wcześniejszego przygotowania. Dla Julio Cortazara pisanie było formą gry z czytelnikiem. Większość powieściopisarzy z góry jednak wie jak dana powieść się rozpocznie, nie mają jednak pojęcia, jak to się wszystko rozwinie. Tymczasem pani – podobno – musi znać zakończenie historii zanim zabierze się Pani do jej napisania. Dlaczego?

MP: Myślę, że są różne sposoby “wchodzenia w książkę”. Mój, (fakt, że znam zakończenie) jest prawdopodobnie związany z moją osobowością. Muszę mieć plan A,B, C. D… Potrzebuję porządkować wiele rzeczy w moim życiu, co sprawia, że czuję się bezpiecznie w rzeczywistości i w fikcji. Mam miejsce, by improwizować, lecz to jest możliwe kiedy znam zakończenie.

DR: Przed opublikowaniem „Yoro” wydała pani dwa bardzo ciepło przyjęte przez krytykę zbiory opowiadań – „Criaturas abisales” oraz „Leche” (póki co niewydane w Polsce). Chciałabym zatem zapytać jaką widzi pani największą różnicę w pracy nad zbiorem opowiadań a powieścią?

MP: Czuję więcej swobody pisząc powieść, ponieważ z góry wiem, że ze względu na swój charakter, będzie miała niedoskonałości. W przypadku opowiadań jest wręcz niemożliwe, aby osiągnąć doskonałość, ale ma się poczucie, że jest  to możliwe. To również kwestia rytmu. Czasami moje życie wymaga wierności tym samym postaciom, ponieważ jestem bardziej spokojna, bardziej skłonna nadać spokój temu samemu tekstowi na dłuższy okres czasu. Przy innych zaś okazjach czuję, że moje życie jest dzikie, szybkie, że mam nagłą potrzebę “wskoczenia” w różne opowiadania, zapominając o bohaterze i kreując zupełnie innego. W tym znaczeniu to “tempo” lub natchnienie są dla mnie ważne.

DR: Nie samą pracą człowiek żyje. Wiem, że poza pisarstwem oraz wykładaniem na Uniwersytecie, pani pasją w chwilach wolnych od pracy jest pływanie. Co jeszcze stanowi dla pani przyjemną odskocznię od szarugi dnia codziennego?

MP: Uwielbiam naturę. Spędzam czas nad morzem lub w górach, na tyle często, na ile jest to możliwe. Kocham również psy. Zabieram je ze sobą gdziekolwiek idę. Mam również małego robota, którego uwielbiam programować tak, aby ćwiczył swoje zdolności komunikacyjne 😊 Interesuję się sztuczną inteligencją.

DR: Urodziła się Pani w Sewilli, następnie przez długi czas pracowała Pani w Lyonie, we Francji. Na stałe mieszka Pani z kolei w Nowym Jorku. Podróże nie są więc Pani obce, chciałabym więc zapytać, jaka jest podróż Pani marzeń? Dokąd chciałaby się Pani wybrać? Dlaczego?

MP: Jesteś prawdopodobnie pierwszą osobą, której o tym mówię, ale od kilku miesięcy planuję podróż dookoła świata łódką. To wymaga wielu przygotowań, więc na pewno nie wydarzy się szybciej niż za cztery lata, bądź nie wydarzy się nigdy , lecz zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby zrealizować mój plan. Potrzebuję morza, potrzebuję świeżego powietrza. Potrzebuję również na dystansu od kosztów i pożądania, aby odnaleźć pozostałe czyste miejsca na ziemi.

DR: Większość czasu mieszkała Pani w Europie. Co skłoniło Panią do zmiany i wyboru Nowego Jorku?

MP: Dostałam  stypendium doktoranckie w Nowym Jorku, a potem zostałam. Nie mogłabym mieszkać w innym miejscu w Stanach. Podziwiam NY jako zagłębie krytyków oraz możliwych zmian.

DR: Ostatnie pytanie, zupełnie oczywiste, ale nie byłabym sobą gdybym go nie zadała. Jakie są Pani plany na przyszłość? Czy pracuje Pani nad kolejną powieścią? Mogłaby Pani uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić o czym będzie?

MP: Nigdy nie mam problemu, aby mówić o książce, która niebawem ma się ukazać, ale w tym przypadku trudno jest w kilku słowach opisać ją, ponieważ jest w niej poruszonych wiele różnych kwestii . To jest książka, którą kończę teraz. Akcja toczy się głównie w Teksasie. Jest w niej: zagadka, miłość, śmierć i nadzieja.

DR: Dziękuję za rozmowę.

Wywiad w języku angielskim / English version

  • Marina Perezagua – jest absolwentką historii sztuki na Uniwersytecie w Sewilli. Przez pięć lat prowadziła zajęcia z języka hiszpańskiego, literatury, historii i kina latynoamerykańskiego na Uniwersytecie Stanowym w Nowym Jorku, gdzie obroniła doktorat z literatury. Po długim pobycie we Francji i pracy w Instytucie Cervantesa w Lyonie wróciła do Nowego Jorku, gdzie mieszka na stałe.

    Yoro to jej pierwsza powieść. Wcześniej opublikowała dwa zbiory opowiadań: Criaturas abisales i Leche (obie pozycje opublikowane przez wydawnictwo Los libros del lince), które zostały bardzo dobrze przyjęte przez krytykę.

    José Ovejero włączył Marinę Perezaguę do swojego wyboru „pisarek drapieżnych” (Jot Down), w Babelii zauważono, że „kto nie zanurzył się w opowiadaniach Perezaguy, w tej głębokiej, pięknej i niepokojącej twórczości, nie może sobie wyobrazić, co się stało” (María José Obiol), zaś księgarnia Sintagma uznała zbiór opowiadań Leche za książkę roku.

  • perezagua2

    6 komentarzy
    1 Polubienie
    Poprzedni wpis: Na morawskiej krainie – „Nad piękną modrą Dřevnicą”, Antonín BajajaNastępny wpis: Zakazany owoc – „Tamte dni, tamte noce”, André Aciman

    Zobacz także

    Komentarze

    • Monika Jędrzejewska

      22 stycznia 2018 at 11:05
      Odpowiedz

      Przyznam, że dopiero teraz naprawdę czuję sie zaintrygowana powieścią. Wiele o niej słyszałam, ale teraz nabrała jeszcze większego charakteru.

    • Zofia | Podróże po kulturze

      22 stycznia 2018 at 10:59
      Odpowiedz

      Podróż dookoła świata łódką. To się nazywa marzenie! Ciekawy wywiad.

    • Michał

      22 stycznia 2018 at 05:43
      Odpowiedz

      Autorka wydaje mi się po tym wywiadzie jeszcze ciekawsza. Zobaczymy jak książka :)

    • Aneta

      21 stycznia 2018 at 08:23
      Odpowiedz

      Trzeba przyznać, że bardzo interesująca autorka. Z przyjemnością zapoznam się z jej dziełem i specyficznym przekazem.

    • Emily

      20 stycznia 2018 at 18:04
      Odpowiedz

      Bardzo wartościowy wywiad :)

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    O mnie

    Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
    Czytaj więcej

    Magazyn Bookiecik Extra
    Najnowsze wpisy
    Kalendarz
    Czerwiec 2018
    P W Ś C P S N
    « Maj    
     123
    45678910
    11121314151617
    18192021222324
    252627282930  
    Najbardziej popularne
    Najczęściej komentowane