Śmierć malowana słowem – „Dzisiaj narysujemy śmierć”, Wojciech Tochman

Czasami wystarczy tylko włączyć telewizor. Gdzieś na świecie rozbił się samolot,. W innym zakątku globu trzęsienie ziemi pochłonęło setki ludzkich istnień. Ktoś został zgwałcony, kto inny uprowadzony. Wszystko to znajdziemy w pierwszym z brzegu serwisie informacyjnym, a wydarzyło się to dzisiaj lub wczoraj i wydarzy się również jutro. Niekiedy jednak skala tragedii jest tak ogromna i przerażająca, iż nie jesteśmy w stanie objąć jej rozumem; nie potrafimy wyobrazić sobie, że gdzieś na tej jednej Ziemi, na której wszyscy żyjemy zdarzyło się coś równie okrutnego i nieludzkiego. Tymczasem zdarzyło się to stosunkowo niedawno, gdyż zaledwie nieco ponad dwie dekady temu. Największa porażka w historii Organizacji Narodów Zjednoczonych; masakra, która w przeciągu 100 dni pochłonęła według szacunków od 800 tysięcy do ponad miliona ofiar. Ludobójstwo w Rwandzie.

Tysiące trumien. W jednej szczątki nawet pięćdziesięciu osób. Przez sto dni zabijano tu dziesięć tysięcy ludzi dziennie, czterystu w ciągu godziny, siedmiu w ciągu minuty.

Czasami nie trzeba włączać telewizora, wystarczy otworzyć książkę. Bywają jednak takie książki po lekturze których trzeba zebrać i poskromić myśli, trzeba raz jeszcze spojrzeć na świat, tyle tylko, że nigdy nie będzie on już wyglądał tak samo. Obrazy odmalowane przez Wojciecha Tochmana w reportażu Dzisiaj narysujemy śmierć są przerażające. Podczas lektury w umyśle rodzą się następujące myśli: To nie może być prawda. To nie jest możliwe. Psychologiczne mechanizmy obronne aktywują się, czytelnik spina się w sobie, kurczy, rwie włosy z głowy i woła o pomstę do nieba.

Wyobraźmy sobie ciało zgwałcone przez dziesiątki mężczyzn z maczetami w rękach. W tym strzępie jeszcze krew pulsuje, lepi się na kikutach. Bo ciału obcięli ręce, które próbowały chronić podbrzusze. Co taka kobieta, jeśli cudem ocalała, myśli o swoim ciele? Że dzięki niemu mordercy nie zabili jej od razu. Że uratowała ją pochwa, że tylko dzięki pochwie żyje. Jest przedmiotem. Wiadrem na spermę.

Dokument Tochmana to zbiór rozmów z osobami, którym dane było przeżyć krwawą rzeź w Rwandzie, a także ze świadkami zbrodni, sędziami, zakonnikami, lekarzem psychiatrą. Do głosu dopuszczeni zostali ludzie bezpośrednio dotknięci tragedią, którzy bez ogródek i eufemizmów opowiadają o jej ogromie. Na bezmiar ludzkiej krzywdy składają się między innymi zwyrodniałe gwałty na kobietach, wyszukane, sprawiające jak najwięcej bólu tortury psychiczne i fizyczne, brutalne morderstwa, głownie z użyciem sprowadzonych masowo z Chin, tanich maczet.

Te, które z jakichś powodów (urody, wszy, wieku, okresu, połogu) nie powodowały u morderców wzwodu, były gwałcone jakimś drągiem, czymkolwiek, co było wystarczająco podłużne, twarde i duże. Aż do momentu, kiedy przestawały oddychać.

Prócz podkreślenia faktu uprzedmiotowienia kobiet w społeczeństwie rwandyjskim, autor podejmuje temat nieradzenia sobie ludności z psychiczną krzywdą powstałą w wyniku ludobójstwa. Tochman dotyka również problemu stacjonujących na miejscu misjonarzy, którzy miast udzielać pomocy, wykazywali się trudną do wytłumaczenia obojętnością.

Ocalili mnie od śmierci, ale nikt nie ocalił mnie od tego, co potem.

Dzisiaj narysujemy śmierć to reportaż, który poraża mocą przekazu. Prócz ostrych, dosadnych, okrutnych obrazów odmalowanych słowem, autor nie waha się postawić mocnego akcentu na znane europejskiemu odbiorcy porównania. Rozłupywanie czaszki maczetą sprowadzone zostało do odgłosu rozłupywania główki kapusty. Wojciech Tochman w sposób oszczędny, choć niebywale konkretny akcentuje niewyobrażalny ból osób, którym dane było przeżyć rzeź z 1994. To ludzie, którzy nadal żyją w jej cieniu, niejednokrotnie z bliznami na ciele, zawsze jednak poharataną duszą i zachwianą wiarą w drugiego człowieka.

Pamiętaj, że śmierć może przyjść z ręki bliźniego, brata, sąsiada. Nigdy nie bądź pewny, że nie skończysz jak my. Albo jak nasi mordercy.

Dzisiaj narysujemy śmierć to książka trudna,  jej lektura wymaga odwagi i stalowych nerwów. Autor stawia pytania, nie dając na nie konkretnych odpowiedzi. Nie osądza, pozostawia jednak posmak wstydu. Pozostawia odbiorcę w niepewności, z ogromnym znakiem zapytania w głowie, pękniętym sercem i łzami w oczach.

Świadek jest trochę ofiarą i trochę sprawcą. Patrzy na zabijanie i ucieka.

Tytuł: Dzisiaj narysujemy śmierć
Autor: Wojciech Tochman
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 144

Jednym zdaniem

Ludobójstwo w Rwandzie w krótkich, bolesnych i trudnych rozmowach. Zapierający dech w piersiach, mocny reportaż.

— Dominika Rygiel
2 komentarzy
2 Osób lubi to
Poprzedni wpis: Oko w oko z pisarzem – „Poza napisanym”, Jarosław CzechowiczNastępny wpis: Dziewczyna z tatuażem – „Dziewczyna bez skóry”, Mads Peder Nordbo

Zobacz także

Komentarze

  • Agata vel Miniaturowa

    19 listopada 2017 at 20:08
    Odpowiedz

    Przerażające opisy, aż mi się włos na głowie zjeżył. Oby nigdy więcej, nigdzie na świecie... :(

  • Ania

    19 listopada 2017 at 07:18
    Odpowiedz

    Mimo ze tematyka ksiazki jest trudna to wpisuje ja na liste "do przeczytania" dziekuje za recenzje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
Czytaj więcej

Magazyn Bookiecik Extra
Najnowsze wpisy
Kalendarz
Grudzień 2017
P W Ś C P S N
« Lis    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane