W matni bóstwa – „Słoń z Étretat”, Joanna Stoga

Debiutancka książka Joanny Stogi, utalentowanej wrocławskiej fotografki, niosła za sobą pokaźny nakład melancholii i smutku. Las, pole, dwa sobole był poruszającym zbiorem miniatur literackich, które połączył jeden, stały motyw: śmierć matki. Trudne wspomnienia stały się podwalinami zgrabnych opowiadań, które choć oszczędne w stylu, ujmowały czytelników swoim liryzmem, pietyzmem słowa oraz nostalgiczną aurą. Próżno podobnej poetyki szukać w najnowszej propozycji Wrocławianki. Swoim Słoniem z Étretat Joanna Stoga dowodzi, iż nie zamierza zamykać się w obrębie literackiej martyrologii. Wszelką egzystencjalną gorycz, życiowe zakręty oraz ból istnienia, jak i nieistnienia przekuwa tym razem w pełną ciepła i uroku, pokrzepiającą baśń. Paradoksalnie, ją także otwiera śmierć matki.

Śmierć Demi, jest tutaj równoznaczna ze śmiercią beztroskiego dzieciństwa głównej bohaterki Słonia z Étretat – Aleksandry Zakińskiej, zwanej dalej Kassi. Moment, w którym odchodzi Demeter, staje się momentem zarówno narodzin nowej Kassi, jak i dopełnieniem mitycznej przepowiedni, w której cieniu wiodła młodzieńcze życie, a mianowicie poniesienia kary za pewne kluczowe zdarzenie sprzed lat, o którym wspomnę niebawem. Bohaterka odtąd zmuszona będzie odpokutować winę i zmierzyć się z życiem pełnym nieprzewidzianych zdarzeń. Przyczyną wspomnianych zawirowań stanie się jej niepełnosprawny umysłowo ojciec – Morfeusz, nazwany w skrócie M., którym to Kassi będzie zmuszona odtąd, w pełnym tego słowa znaczeniu, się zaopiekować. Wraz z odejściem matki przed dziewczyną pojawi się szereg komplikacji, którym będzie musiała podołać, ciąg zdarzeń, którym zmuszona zostanie sprostać. Intelektualna niepełnosprawność i nieporadność ojca okaże się wyjątkowo kłopotliwa, zarówno na niwie zawodowej (Kasandra nie może zostawiać ojca samego, co znacznie utrudnia wychodzenie z domu), jak i na niwie prywatnej. Praktycznie jednak, chwila, w której bohaterka przejmie kontrolę nad życiem M., stanie się również dla niej samej swoistym punktem zwrotnym. W ruch wprawiona zostanie machina, która pozwoli Kassi odnaleźć własne ja, poznać własne marzenia i pragnienia, a także odnaleźć sposób, by zadbać o komfort nie tylko M., ale również własnego życia, w konsekwencji zaś wyjść z matni bóstwa, jakie stworzył wokół siebie ongiś jej brat Teo.

Do momentu śmierci Demeter, Kasandra wraz z resztą rodziny, żyje bowiem w cieniu swojego brata. Wzorem ojca, chłopak zafascynowany jest mitologią grecką. Ten inteligentny młody socjolog, niczym młody bóg, rozdaje rodzinie karty. To właśnie on przydziela poszczególnym członkom rodziny mitologiczne imiona, to on nadaje tej rodzinie sens istnienia, jest dlań motorem napędowym. Kiedy więc w pewny wigilijny wieczór ginie w tragicznym wypadku, rodzina Zakińskich rozpada się, by już nigdy nie wrócić do swojego poprzedniej formy. Trauma związana z utratą syna najbardziej odbija się na ojcu, który w wyniku poniesionej straty doznaje psychicznego urazu, przestaje mówić, zamyka się w sobie, by finalnie zupełnie zdziecinnieć. Matka w żałobie niedołężnieje, choć do końca stara się dbać o niepełnosprawnego męża. Praktycznie jednak, najbardziej cierpi sama Kassi, która wini siebie za śmierć brata i niczym antyczna córka Priama czeka, aż los zmusi ją do odkupienia win. Śmierć Demi staje się dla Kassi karą, na którą czekała. Jest dla niej swoistym zniewoleniem, ale i – chciałoby się wierzyć – wyzwoleniem jednocześnie. To przecież chwila, w której musi w końcu przejąć stery, wziąć sprawy i odpowiedzialność za siebie i M. we własne  ręce, jakkolwiek trudnym zadaniem by to nie było i wyjść z sideł, które nałożył rodzinie Teo.

Mocnym punktem Słonia z Étretat jest kreacja bohaterów. Postaci skreślone zostały zdecydowaną, mocną kreską. Wyraziste, jaskrawe niemal cechy osobowościowe nadają wyraźnego i niepodrabialnego charakteru całej powieści. Mamy do czynienia z bohaterami, którym się współczuje i kibicuje, a jednocześnie, o których niełatwo zapomnieć jeszcze tygodniami po lekturze. To postaci niejednoznaczne, dynamiczne i barwne. Ich poczynania nie pozostawiają obojętnym. Prym wiedzie tutaj zdecydowanie główna bohaterka (oryginalny sposób prowadzenia przez nią samochodu jest godny pozazdroszczenia!), nie można w tym przypadku nie wspomnieć też o kreacji samego M. (niebywałe, jak wspaniale udało się Stodze zamknąć w jego starczym ciele umysł dziecka) czy też Brygidy, monstrualnej pod względem postury, odpychającej pod względem zachowania, a w rzeczywistości kobiety o anielskiej wrażliwości, gołębim sercu i niepodważalnym talencie kulinarnym.

Wachlarz tematyczny powieści jest szeroki i pojemny, autorka dotyka nie tyleż samego problemu niepełnosprawności i sprawowania opieki nad osobą niesprawną intelektualnie, co towarzyszącej tym działaniom samotności i braku społecznej akceptacji. Mamy tutaj dodatkowo do czynienia z poszukiwaniem i akceptacji własnego ja, a także z problemem homofobii. Choć tematyka najnowszej propozycji literackiej Joanny Stogi do najłatwiejszych nie należy – wszak przywołuje traumatyczną śmierć w rodzinie i konsekwencji, jakie za nią stoją – Słoń z Étretat niesie za sobą niesłychany pokład nadziei i pokrzepienia. Stoga kreuje świat przepełniony niedogodnościami, pełen zawirowań i niebezpiecznych zakrętów, paradoksalnie jednak stwarza przyjazne i ciepłe uniwersum, w którym przyjaźń i braterstwo, silna wola, zawziętość i upór wygrywają nad życiowym marazmem. To pełna ciepła i niewypowiedzianego uroku, napisana z polotem powieść obyczajowa, która finalnie zaskoczy niejednoznacznością i wpisaną między wiersze głębią.

W przeciwieństwie do swojego debiutu, Joanna Stoga nie bawi się słowem, a konwencją i samą treścią. Nie waha się czerpać inspiracji z mitologii greckiej czy twórczości Tove Jansson, subtelnie i z niezachwianą konsekwencją wplata je w intrygę. Ponadto niejednokrotnie wikła swoich bohaterów w tragikomiczne sytuacje, wywołując tym samym u czytelnika salwy śmiechu na twarzy. Autorka podchodzi do poruszanej tematyki z dojrzałym dystansem, tworzy przestrzeń, w której ból, poczucie winy, przemęczenie i niezrozumienie przekute zostają w śmiech. Nawet, jeśli będzie to śmiech przez łzy, finalnie pozostawi po sobie odczucie pokrzepienia i swego rodzaju katharsis.

Tylko na pierwszy rzut oka do czynienia mamy bowiem z lekką powieścią obyczajową. Sięgając po Słonia z Étretat tak naprawdę mierzymy się z frapującą opowieścią z kilkoma płaszczyznami interpretacji. To, czy, i ile ukrytych znaczeń uda nam się w niej doszukać, nie sposób ocenić, istotne jednak, że czasu spędzonego z książką nie można uznać za zmarnowany. Dla mnie, jako jednej z pierwszych czytelniczek powieściowego debiutu Joanny Stogi, towarzystwo Kassi było czasem niezwykłym, urzekającym i budującym. Takich pokrzepiających lektur potrzebuje współczesny rynek wydawniczy.

Tytuł: Słoń z z Étretat
Autor: Joanna Stoga
Wydawnictwo: Seqoja
Rok wydania: 2022
Ilość stron: 360

PATRONAT logo_640

Jednym zdaniem

Pokrzepiająca współczesna baśń o sile przyjaźni, która przezwycięży największe traumy dzieciństwa i dorosłości.

— Dominika Rygiel
0 komentarzy
1 Polubienie
Poprzedni wpis: Rozmowa przy kawie #15: Joanna Stoga po raz drugi – (…) wolę grać uśmiechem niż rozdrapywaniem ran.Następny wpis: Niemy krzyk – „Ciche wody”, Sarah Moss

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy, rockowa dusza w jednym.
Kontakt · Wsparcie

Najnowsze wpisy
Kalendarz
grudzień 2022
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane
Archiwum