Wszystko zaczęło się dziesięć lat temu od niezobowiązującej potrzeby dzielenia się przeczytanymi historiami. Kilka zdań zapisanych gdzieś między codzienną bieganiną a zachwytem nad książką, która została ze mną trochę dłużej niż inne. Kilka fraz rzuconych lakonicznie w popularnym serwisie książkowym czy na grupie tematycznej w mediach społecznościowych. Nie myślałam wtedy o liczbach, rocznicach ani o tym, że to miejsce stanie się czymś więcej niż tylko blogiem.
A jednak jesteśmy dziś w punkcie, w którym mija dziesięć lat regularnego pisania i opowiadania o ważnych dla mnie lekturach.
Kiedy próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest dla mnie Bookiecik, coraz rzadziej widzę w nim tylko przestrzeń do pisania o książkach. To raczej miejsce zatrzymania, takie, które skłania do refleksji i przypomina, że czytanie jest świadomym wyborem. A wraz z nim pojawia się potrzeba, by na chwilę zwolnić, uporządkować myśli i pobyć w ciszy ze sobą.
Wszak czytanie nigdy nie było tu tylko czytaniem, tak samo jak pisanie nigdy nie było wyłącznie pisaniem. Za kulisami tego co widoczne trwał proces: cichy, czasem bardzo osobisty, momentami wręcz terapeutyczny. Zaczynał się od podkreślania ważnych fragmentów w książce i zapisywania krótkich wrażeń po lekturze, od szukania zdań „na później”, by ostatecznie zamknąć je w strukturze tekstu, który nie tylko opisuje książkę, ale też ją rekomenduje (lub nie) szerszemu gronu odbiorców.
Może właśnie dlatego z taką uważnością sięgam po rzeczy, które ten proces wspierają. Lubię przedmioty, które go porządkują i sprawiają, że bycie w tym miejscu nie jest wyłącznie obowiązkiem wynikającym ze zobowiązań i współprac, ale pozostaje przede wszystkim dla mnie przyjemnością i sposobem na relaks. Bo czytanie, mimo wszystko, nadal pozostaje dla mnie zarówno luksusem, jak i przyjemnością.
W ostatnim czasie w pracy nad tym miejscem towarzyszył mi zestaw gadżetów Wdzięcznopis. I choć na pierwszy rzut oka to po prostu zestaw kilku przedmiotów użytkowych, szybko okazało się, że każdy z nich wpisuje się w rytm, który od lat jest mi bliski i potrzebny oraz naturalnie wpisuje się w rytuał mojego dnia codziennego.
Zeszyt do notowania jest dla mnie miejscem pierwszego spotkania z myślami po lekturze. To tam zapisuję je jeszcze nieuporządkowane, czasem niedokończone. Dopiero później część z nich dojrzewa i trafia do oficjalnej recenzji, już w bardziej spójnej i przemyślanej formie.
Kubek z hasłem to z kolei coś więcej niż przedmiot. Niezależnie od tego, jakie słowa się na nim pojawiają, kubek z gorącą herbatą pozostaje dla mnie stałym elementem okołoksiążkowego rytuału. To chwila zatrzymania, ten ulotny moment na zebranie myśli i spokojne przejście od czytania do pisania. A jeśli ten proces zostaje przerwany, hasło z nutą czarnego humoru okazuje się wyjątkowo trafnym komentarzem.
Nie byłoby tego miejsca bez książek, ale też bez mojej obecności w świecie książek. Targi, festiwale, spotkania autorskie i niezmienna potrzeba zbierania dedykacji w ważnych dla mnie egzemplarzach. Dlatego solidna, bawełniana torba szybko staje się codziennym towarzyszem, jakże praktycznym, ale też symbolicznym. Mieszczą się w nim kilogramy słów, historii i emocji.
Po intensywnym dniu, a czasem całym weekendzie, przychodzi moment wyciszenia. Wtedy pojawia się przestrzeń na coś, co pozwala domknąć ten proces. Gonitwę myśli i rozbudzone emocje ukoi naturalny, subtelny aromat kadzidełek. Porządkuje on myśli, wycisza nadmiar bodźców i buduje atmosferę sprzyjającą zarówno czytaniu, jak i pisaniu.
Po tych dziesięciu latach coraz częściej myślę o tym, czym tak naprawdę jest Bookiecik. Bo nigdy nie chodziło tu wyłącznie o książki. Chodzi raczej o to, co dzieje się wokół nich. Paradoksalnie są to dwie skrajności: niegasnąca pasja, emocje, spotkania i rozmowy, ale też przecież ciche, intymne niemal momenty z książką, lakoniczne notatki na marginesie i kubek aromatycznej herbaty obok.
Wdzięcznopis w pewien sposób przypomina o tym, co w tym wszystkim najważniejsze: że nawet w rzeczywistości zdominowanej przez tempo, zasięgi i nieustanną obecność w sieci warto zarezerwować fragment dnia wyłącznie dla siebie. Choćby krótki, między porannym pośpiechem a początkiem pracy albo tuż przed zamknięciem dnia. Ważne, by był uważny. By pozwalał na chwilę skupienia i powrót do tego, co naprawdę ma znaczenie.
Dziękuję, że jesteście tu ze mną od dziesięciu lat. Za każde przeczytane słowo, każdą wiadomość, każde spotkanie i każdą wspólną historię.
Bookiecik od lat nie jest już tylko moim miejscem. To nasza wspólna opowieść, choć z mojej strony pisana przelotem, między chwilą wyrwaną dla książek a zabieganą codziennością. Niemniej po dziesięciu latach wiem jedno: to, jak czytamy i w jakich warunkach czytamy, ma znaczenie. Bo właśnie w tych drobnych, powtarzalnych rytuałach tworzy się coś wyjątkowego, coś, co zostaje z nami na dłużej. Chociażby takie miejsce jak to :-)
[Wpis powstał we współpracy z Wdzięcznopis.pl]


