Bezsenność i depresja to bez wątpienia choroby cywilizacyjne XXI wieku, o których mówi się dużo, a jednak wciąż zbyt mało. Tematyka ta pozostaje bowiem wstydliwa, czasem wręcz uznawana za wydumaną. Na szczęście pojawiają się odważne głosy, które w sposób nieszablonowy próbują ubrać w słowa to, co dzieje się w głowie osoby dotkniętej – jak wskazują dane WHO – jedną z najczęstszych chorób współczesnego świata. Takim głosem zdaje się być debiut prozatorski Julii Śliwowoskiej pt.: „Śpiątko”.
Bohaterka książki to bezimienna studentka polonistyki, Warszawianka obsesyjnie prześladowana przez natłok i gonitwę myśli. Swoje problemy ze snem, koncentracją i weltschmerzem próbuje sklasyfikować w jakieś ramy. Szuka odpowiedzi na to, co ją dręczy, i sposobu, jak sobie pomóc. Finalnie kluczy jednak w gąszczu medycznych nazw i terminów, a jedyne, co daje jej ukojenie, to kolejna dawka zolpidemu, silnie działającego i uzależniającego leku na bezsenność. Ów sztucznie wywołany sen, który przychodzi po kolejnej dawce, jest pełen kolorowych, niemal realnych wizji, dających ułudne poczucie kontroli nad życiem i czasoprzestrzenią. W rzeczywistości to jednak czas pełen bad tripów i majaków, zagłuszających depresyjność codzienności, z którą dziewczyna zmaga się nieustannie, balansując między jawą a snem. W tle jej wewnętrznego, nieustającego monologu majaczy rozpacz i bezradność rodziny, stającej się dla niej dodatkowym ciężarem.
Dla dziewczyny wszystko to, co kryje się pod terminem „depresja”, jest po prostu życiem: dojmującym poczuciem, że czas przecieka między palcami, że włóczenie się ulicami miasta staje się synonimem bezsensu i że tak naprawdę nie chce się już niczego od życia, nie ma na co czekać. Narratorka istnieje bez planu na jutro, bez pragnień, nie odczuwa nic prócz apatii i cichego pragnienia śmierci. Nocą zaś funkcjonuje jak wampir, wyostrzający zmysły do granic możliwości. Ukojenia próbuje szukać w lekturze Hłaski, Kundery i wierszach Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. W gruncie rzeczy widzi jednak więcej, szerzej i głębiej. Dostrzega to, co inni ignorują, co dla większości pozostaje nieistotne lub zupełnie naturalne. Dogłębna analiza struktury białka jajka podczas śniadania staje się tu jednym z najbardziej obrazowych przykładów tej nadwrażliwości.
Julia Śliwowska stworzyła opowieść o poczuciu obcości i alienacji w świecie pełnym ludzi. To historia o odklejeniu i nieprzynależności: zarówno na poziomie zawodowym, jak i rodzinnym czy towarzyskim. W gąszczu relacji narratorka pozostaje sama. Nie znajduje sposobu, by zrozumieć i pokochać nawet siebie. W lustrze widzi obcą istotę. Jednocześnie poszukuje miłości, balansując między bezpieczeństwem Normana a pierwszym uczuciem – Szarym. „Miłość to poświęcenie”, konstatuje, dodając, że nie wystarczy kochać, trzeba jeszcze partnera lubić, inaczej uczucie się przedawni, a nawet bliskość fizyczna nie będzie w stanie przywrócić poczucia radości.
Autorka próbuje tym samym znaleźć odpowiedź na pytanie: co ma młoda, bezdzietna kobieta w XXI wieku w Polsce, gdy zostaje bez partnera i pracy? Teoretycznie ma wszystko: dostęp do dóbr, możliwości, perspektyw. A jednak to „wszystko” okazuje się iluzją, pod którą kryje się pustka trudna do nazwania. To opowieść o beznadziei w świecie przepełnionym materialnym komfortem, o pęknięciu między tym, co zewnętrzne i widzialne, a tym, co wewnętrzne i niewypowiedziane. „Śpiątko” to rzecz o napięciu między nadmiarem a brakiem, które rozsadza codzienność od środka.
Powieść Śliwowskiej można czytać także jako historię ciała, które odmawia współpracy, które nie chce spać, regenerować się, podporządkować rytmowi dnia i nocy. Bezsenność jawi się tu nie tylko jako jednostkowa dolegliwość, lecz jako doświadczenie pokoleniowe, wzmacniane przez nieustanną obecność bodźców: światło ekranów, odruchowe scrollowanie, kompulsywne bycie „online”. W tym świecie materac staje się jedynym punktem stałym. Pozostaje symbolem zarówno schronienia, jak i uwięzienia, przestrzenią, w której rozgrywa się dramat niemożności odpoczynku.
Pozostaje pytanie, które wybrzmiewa między wierszami: czy to z bohaterką jest coś nie w porządku, czy może to świat skręcił w pewnym momencie nie tam, gdzie powinien? I choć Śliwowska nie daje jednoznacznej odpowiedzi, jej proza zostawia czytelnika z niepokojącym przeczuciem, że granica między jednostkowym kryzysem a systemowym pęknięciem jest dziś wyjątkowo cienka. To literatura, która nie tyle opowiada historię, ile odsłania stan wciąż jeszcze trudny do nazwania, cichy, ale już na tyle lepki i powszechny, że zdecydowanie nie daje się zignorować.
Tytuł: Śpiątko
Autor: Julia Śliwowska
Wydawnictwo: JanKa
Ilość stron: 143
[Współpraca recenzencka]
MATRONAT




