W literaturze Europy Środkowo-Wschodniej coraz częściej pojawiają się powieści, które zamiast opowiadać o wielkiej historii, skupiają się na jednostce cicho dojrzewającej pośród politycznych i społecznych przemian. Do takich książek należy bez wątpienia „Woldemar” Olega Serebriana. To historia osadzona na Bukowinie przełomu lat 60. i 70., w której dorastanie i poszukiwanie własnej tożsamości tytułowego bohatera splata się z ciężarem epoki Breżniewa w sowieckiej Ukrainie. Wewnętrzny niepokój Woldemara rezonuje tu z niespokojnym duchem czasu, sprawiając, że jego prywatne doświadczanie życia staje się odbiciem szerszej, historycznej rzeczywistości.
Już w powieści „Pod prąd” pochodzący z Mołdawii pisarz pokazał, że potrafi opowiadać o człowieku subtelnie, bez patosu i z niezwykłą wrażliwością. Wykreował wówczas barona Aleksa von Randę — postać, do której sentymentalnie nawiązuje również w „Woldemarze”. W podobny sposób skonstruowana została figura samego Woldemara: jego dojrzewanie i odkrywanie własnej tożsamości poznajemy stopniowo, poprzez kolejne rodzinne historie ujawniane głównie przez jego mamę, Martę, która w dyskretny i niespieszny sposób wprowadza chłopca w tajemnice jego przeszłości.
Obok tytułowego bohatera to ona staje się prawdziwą szarą eminencją tej historii. Elegancka i wciąż przyciągająca spojrzenia jak na pięćdziesięciolatkę baronowa niemieckiego pochodzenia, zesłana w latach 40. do Kazachstanu, okazuje się kopalnią wiedzy o rodzinnej tożsamości, a jednocześnie cichą strażniczką spokoju Woldemara. Chłopak, błądząc w poszukiwaniu prawdy o sobie, wzorem swojego literackiego idola – Piotrusia Pana – w gruncie rzeczy nie chce dorosnąć. Strach przed tym, co mogłoby bezpowrotnie odmienić jego świat, powstrzymuje go przed poznaniem własnego pochodzenia, choć jednocześnie to tego pragnie najbardziej.
Trudna relacja z matką, Julianą, jeszcze bardziej komplikuje jego drogę: przemoc fizyczna i psychiczna, jaką stosuje wobec dziecka, stają się dla niej sposobem na oswojenie własnego poczucia niespełnienia, a dla Woldemara – kolejną barierą w odkrywaniu siebie. Nic więc dziwnego, że chłopak ucieka w świat książek i marzeń, dojrzewa w poczuciu dojmującej samotności, a jednocześnie w poczuciu, że musi wyzwolić się z kłamstwa, w którym dorasta, oraz z zapomnienia unoszącego się w powietrzu.
To subtelna, pełna melancholii opowieść o odrzuceniu, które trzeba zrozumieć i przepracować, a co wrażliwemu człowiekowi trudno przeprocesować. Napisana z perspektywy dorosłego już mężczyzny, staje się swoistą formą terapii, w której padają znamienne słowa narratora: „(…) moja planeta naprawdę rozpadła się na kawałki. Był to dzień, w którym dowiedziałem się, jak boli dusza”. To smutna historia, której Weltschmerz jednostki nadaje zdecydowany ton, maskowany pedanterią i szaleństwem — jedynymi sposobami, by „udawać życie”.
Narrację cechuje wyjątkowa wrażliwość; to liryczna opowieść, subtelna i wyważona, daleka od patosu. Zamiast spektakularnych wydarzeń historycznych Serebrian koncentruje się na warstwie psychologicznej bohatera, skrupulatnie opisując jego dorastanie w świecie, w którym mężczyźni zdają się nieobecni, a obecność dwóch skrajnie różnych matek daje mu wgląd w siebie. Dziecięca wrażliwość staje się tu filtrem dla rzeczywistości, która nie zawsze daje się zrozumieć ani oswoić.
To także wspaniała opowieść o ulotności i kruchości ludzkiej egzystencji. „W życiu ziemskim szczęście to złudzenie, Woldemar. Zawsze wydaje się nam, że je widzimy, ale gdy próbujemy się do niego zbliżyć, znika. W młodości wierzymy, że szczęście czeka na nas w przyszłości, a gdy się zestarzejemy, mamy wrażenie, że zostało gdzieś za nami, w przeszłości”, podkreśla Marta w jednej z rozmów. „Ten bajkowy świat, który widzisz przez okular kalejdoskopu, nie istnieje. Odnosimy jedynie wrażenie, że jest rzeczywisty. Wszystko to gra, iluzja” — dodaje, jeszcze mocniej uwypuklając ulotność życia.
Siła powieści Serebriana tkwi w ciszy, w detalach, w atmosferze powolnego dojrzewania do świadomości, że historia nigdy nie pozostaje wyłącznie tłem. To książka wymagająca uważności, która w zamian oferuje doświadczenie literackie oparte na refleksji, pamięci i pytaniach o miejsce jednostki — nie tyle w świecie nieustannie podlegającym zmianom, ile w kontekście rodzinnej przynależności i prawdy o pochodzeniu. Tylko ona daje poczucie prawdziwej wolności i nadaje sens życiu oraz ludzkim wyborom. One bowiem są w pewnym sensie zdeterminowane odgórnie, zapisane w genach, a jak pisze Mołdawianin: „Miejsca i przedmioty kształtują nas równie mocno jak ludzie wokół nas”, a „Środowisko może jedynie je pobudzać lub tłumić”.
Tytuł: Woldemar
Autor: Oleg Serebrian
Tłumaczenie: Radosława Janowska-Lascar
Wydawnictwo: Amaltea
Ilość stron: 307
[Współpraca recenzencka]




Komentarze
Nikodem
Uwielbiam książki tego autora (na razie znam dwie), a ta recenzja szczególnie budująca.