Napisać dobrą powieść historyczną, nie popadając przy tym w banał czy nadmierną martyrologię, jest trudno. Tymczasem „Czerwone orchidee z Szanghaju” przywołują losy tzw. „kobiet pocieszycielek”, młodych Koreanek siłą wywożonych z rodzinnego kraju do Mandżurii, gdzie trafiały w tryby bezwzględnej machiny drugiej wojny światowej. Zmuszane do prostytucji, nierzadko poniżane i bite, stały się niemymi ofiarami swoich czasów. Czy autorce książki, Juliette Morillot, francuskiej dziennikarce specjalizującej się w tematyce Azji Wschodniej, w tym Korei Północnej i Południowej, udało się uniknąć podobnych potknięć?
Główną bohaterkę – Kim Sangmi – poznajemy jako wrażliwą dziewczynkę, która ze wszystkich sił próbuje zrozumieć, dlaczego relacje z matką są tak dalekie od ciepła. Poczucie bezpieczeństwa daje jej przede wszystkim dziadek. Jednak w chwili, gdy dziewczynka zostaje przez matkę zmuszona do wyjazdu z Seulu i trafia pod dach rodziny Kimów, także ta nić zostaje brutalnie zerwana. Od tej pory Sangmi będzie musiała w samotności mierzyć się z pasmem nieszczęść, które naznaczą zarówno jej najbliższą, jak i dalszą przyszłość. Traum, odciskających głębokie piętno na jej egzystencji, okaże się zaskakująco wiele. Aż trudno uwierzyć, gdy czyta się, że jedna dziewczyna w tak krótkim czasie zostaje zmuszona do prostytucji, staje się obiektem eksperymentów medycznych, a także świadkiem wybuchu bomby atomowej…
O ile historia potrafi pisać najczarniejsze i najbardziej brutalne scenariusze, o tyle przywoływanie ich w całej dosłowności na kartach jednej powieści bywa zabiegiem ryzykownym. Czasem bowiem mniej znaczy więcej, a nadmierna szczegółowość może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Zwłaszcza gdy towarzyszy jej nagromadzenie rozbudowanych, momentami przytłaczających opisów. Wówczas trzeba liczyć się z tym, że opowieść traci nieco ze swojej wiarygodności i autentyczności, a zamiast głęboko poruszać czytelnika, pozostawia go z poczuciem dyskomfortu. Dotyczy to szczególnie scen przedstawionych z nadmierną drobiazgowością – jak opisy ręcznego mycia prezerwatyw czy szczegółowe relacje przemocy seksualnej – które zamiast wzmacniać wymowę historii, sprawiają wrażenie niepotrzebnego epatowania okrucieństwem.
Niestety, Juliette Morillot nie zawsze zachowuje w tej materii potrzebny umiar. Autorka nie stroni od drobiazgowego przedstawiania codzienności swoich bohaterek, a wraz z rozwojem akcji dokłada kolejne warstwy okrucieństwa do i tak już brutalnej rzeczywistości. Ciała kobiet stają się tu zarówno bezpośrednim, jak i pośrednim nośnikiem opowieści o historii, o której przez długie lata nie chciano mówić. Pozostaje ona wstrząsająca i trudna do wyobrażenia, jednak by wybrzmiała z należytą siłą, nie zawsze potrzebuje aż takiej dosłowności. Dla kontrastu warto przywołać choćby powieści naszej rodzimej Katarzyny Zyskowskiej, na przykład „Nocą krzyczą sarny”, która mierząc się z równie bolesnymi doświadczeniami kobiet, potrafi opowiadać o nich z większą powściągliwością, pozostawiając przestrzeń dla czytelniczej refleksji.
Ta pełna krzywd opowieść o kobietach, o których historia zdawała się zapomnieć – a już na pewno którym rzadko pozwalała mówić własnym głosem – może być dobrym punktem wyjścia, by sięgnąć po literaturę faktu i samodzielnie zgłębić ten bolesny, przez lata przemilczany rozdział dziejów. Pozostaje jednak pewien niedosyt: szkoda, że autorka nie zdecydowała się na większą powściągliwość narracyjną i nie pozostawiła w tej historii więcej miejsca dla niedopowiedzeń, które nierzadko potrafią wybrzmieć mocniej niż najbardziej dosadne obrazy. W odbiorze przeszkadzają również uchybienia redakcyjne: widoczne literówki i niedopatrzenia korektorskie, które niepotrzebnie rozpraszają uwagę czytelnika. W efekcie powieść, która mogła stać się poruszającą literacką próbą przywrócenia pamięci o zapomnianych ofiarach wojny, chwilami traci swój ciężar gatunkowy i zbliża się do konwencji klasycznej powieści obyczajowej. A przecież historia, którą próbuje opowiedzieć, zasługiwała na formę równie przejmującą, co powściągliwą.
Tytuł: Czerwone orchidee z Sanghaju
Autor: Juliette Morillot
Tłumaczenie: Paweł Łapiński
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 523
[Współpraca recenzencja]


