Ostatnie słowo Wallandera – „Ręka”, Henning Mankell

Każdy szanujący się fan kryminałów (a jeśli nie każdy, to na pewno większość czytelników tego rodzaju literatury) zna nazwisko Kurta Wallandera. Stało się ono swego rodzaju sztandarowe i na dobre wpisało się w poczet kryminałów ze Skandynawii. Nieżyjący już szwedzki pisarz, dziennikarz i reżyser – Henning Mankell, tworząc swoją serię o wyżej wymienionym policjancie śledczym z Ystad, stworzył coś nad wyraz klimatycznego, niemal unikatowego i patrząc przez pryzmat mojej ostatniej lektury (o której więcej za chwilę), ponadczasowego.

Liczącą dziesięć części serię (nie licząc tytułu Nim nadejdzie mróz, którego narratorem jest córka Kurta Wallandera i którego nie wliczam w ww. sagę) czytałam kilka lat temu. Było to na tyle dawno, że szczegóły fabuły zdążyły się rozpłynąć we mgle pozostawiając po sobie jedynie niewyraźny kontur. W głowie pozostał mi ogólny, bardzo pozytywny zresztą, obraz sagi. Wspominam ją naprawdę bardzo dobrze. Wiem, że mnie porwała i urzekła pełnym niepokoju klimatem, swoistą szorstkością fabuły i głównym bohaterem, który wbrew pozorom potrafił ująć za serce. Kiedy więc zupełnie przypadkiem w osiedlowym sklepiku spostrzegłam znajome szwedzkie nazwisko autora, a także hasło „Ostatnie śledztwo Kurta Wallandera” moje serce zabiło ze zdwojoną siłą. Nic więc dziwnego, że Ręka wylądowała w moim koszyku.

Dokąd zmierza i z czym boryka się tym razem Kurt Wallander? Podąża za tym, czego pragnął poprzednio. Marzy mu się spokój i ostoja. Chce domu, w którym mógłby się osiedlić na stare lata. Kiedy więc dowiaduje się, że po okazyjnej cenie mógłby nabyć opuszczone domostwo, bez wahania jedzie je obejrzeć. W ogrodzie swojego potencjalnie nowego miejsca zamieszkania natyka się na szkielet ręki. I tym sposobem, po raz kolejny, bohater staje w obliczu wyzwania – trudnego i (pozornie) dosyć zawiłego śledztwa. Tym razem o tyle jednak trudniejszego, że przedawnionego.

Będę szczera. To była niesamowicie zaskakująca lektura. Niebywałe, że po tylu latach mogłam ponownie towarzyszyć Kurtowi i jego córce Lindzie. Rozkosznie było zagościć po raz kolejny w zimnej Skanii, móc podążać za policjantami celem rozwikłania kolejnej zagadki. Jakiż niesamowity we mnie kwitł zachwyt, w chwili gdy po raz kolejny, po tylu latach, mogłam niemal namacalnie na skórze odczuć zimny skandynawski wiatr hulający po polach, odczuwać to wibrujące napięcie pomiędzy Wallanderem a jego córką. Wszystko pięknie i ładnie, ale dlaczego nikt mnie nie uprzedził, że to TYLKO OPOWIADANIE?! Po tej niezmiernie krótkiej, bo liczącej zaledwie 116 stron opowieści (choć książka liczy stron ponad 300) czuję ogromny

NIEDOSYT.

Dlaczego? Historia zaproponowana przez Mankella mi się po prostu niesamowicie podobała. Zaczęłam się zachwycać i wczuwać, niemal przeżywałam sentymentalną podróż w miejsca sprzed lat. Aż nagle? Ciach i koniec! Zanim się porządnie rozkręciło (a rokowało tak dobrze!), już się skończyło. I cóż z tego, że opowiadanie uzupełnione zostało o wyjaśnienia Henninga Mankella dotyczące genezy powstania głównego bohatera. Wydawnictwo nie poskąpiło nawet bogatego streszczenia wszystkich wcześniejszych części sagi czy globalnego portretu rodziny śledczego.

Prawda jest taka, że nic, nawet najbardziej rozbudowane posłowie czy drzewo genealogiczne nie sprawi, że przestanę czuć się oszukana. W sumie nie wiem przez kogo. Nie jestem pewna kogo powinnam winić. Siebie? Że nie doczytałam w sieci, że to tylko zarys historii? Okładka nic na ten temat nie wspomina, wręcz przeciwnie, głosi, iż jest to „ostatnie śledztwo Wallandera”, co sugeruje, że nabyłam coś więcej, aniżeli szkic. A może autora? Nie. Mankella zostawię w spokoju. Pałam do niego dozgonną sympatią i nie zamierzam tego zmieniać. W przypadku „Ręki” cieszę się, że pozwolił tej noweli ujrzeć światło dzienne, a co za tym idzie pozwolił mi ponownie zagościć w zimnej Szwecji. Pozostaje więc wydawnictwo?

Spójrzmy prawdzie w oczy. W oprawie tradycyjnej powieści – przynajmniej wizualnie i cenowo wygląda, jakby była to powieść z krwi i kości (jak inaczej nazwać książkę mającą 300 str. i nadrukowaną cenę na obwolucie w kwocie 39,90 zł!?), sprzedaje mi się króciutkie opowiadanko? W prawdzie to, co zostało umieszczone po nowelce, można od biedy nazwać „kompendium” wiedzy o całej mankellowskiej sadze. Biorąc jednak pod uwagę liczne powtórzenia danych, usilną próbę stworzenia listy wszystkich bohaterów, jacy przewijali się na łamach całej serii, wypada to mizernie. A jeśli nie mizernie, to na pewno mało profesjonalnie.

No cóż, Ręka zapowiadała się świetnie. Rozbudziła moje nadzieje na to, iż będę mogła na dłużej zagościć w progach komisariatu policji w Ystad. Książka pozwoliła od nowa poczuć ten wyróżniający się, zimny klimat Szwecji. Szkoda, że tak szybko jak pozwoliła mojemu entuzjazmowi eskalować, równie szybko go ugasiła pozostawiając po sobie czytelniczy głód i coś na kształt tęsknoty za śledztwami Wallandera. Czy zatem mogę tę pozycję polecić? Jako swego rodzaju ciekawostkę i uzupełnienie całej sagi – jak najbardziej. Nie rekomenduję jej jednak tym Czytelnikom, którzy zaczynają dopiero swoją przygodę z twórczością Szweda. Radzę zacząć tak, jak Pan Bóg przykazał. Od początku. Morderca bez twarzy będzie tutaj idealny.

Jednym zdaniem

Idealnie oddaje ducha całej sagi Mankella. Jest jednak zdecydowanie zbyt krótka, by móc w pełni się nią nacieszyć.

— Dominika Rygiel
1 komentarzy
0 Polubień
Poprzedni wpis: Przestylizowana intryga – „Cień eunucha”, Jaume CabréNastępny wpis: Spalony potencjał – „Zimne ognie”, Simon Beckett

Zobacz także

Komentarze

  • Iza

    6 grudnia 2016 at 13:23
    Odpowiedz

    Cykl o Kurcie Wallanderze należy do jednego z moich ulubionych. Ostatnio sięgnęłam też po cykl Arnaldura Indridasona, czyta się go naprawdę bardzo przyjemnie i […] Czytaj więcejCykl o Kurcie Wallanderze należy do jednego z moich ulubionych. Ostatnio sięgnęłam też po cykl Arnaldura Indridasona, czyta się go naprawdę bardzo przyjemnie i jakoś tak w moim odczuciu jest... bardziej cywilizowany i mniej krwawy od Nesbo. Swoją drogą rynek książkowy jest wprost zalany skandynawskimi kryminałami, czasem ciężko się w tym wszystkim rozeznać, bo przy którymś z kolei cyklu/autorze ma się wrażenie, że wszystko... już było. Dlatego trzymam się stałych autorów i póki co konserwatywnie nie sięgam po nowych ;) Wyświetl mniej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
Czytaj więcej

Magazyn Bookiecik Extra
Najnowsze wpisy
Kalendarz
Lipiec 2017
P W Ś C P S N
« Cze    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane