Uśmiech receptą na życie – „Księga śmiechu i zapomnienia”, Milan Kundera

Jeśli można się upić słowem, to czuję się pijana. Patrząc na cytat, którym odważyłam się otworzyć swój tekst, Milan Kundera to figlarz. Świadomy wartości swojej prozy, zaprzeczając jej pięknu, zwyczajnie bawi się z czytelnikiem, wodzi go za nos, śmieje się mu w twarz. Oj, a ja kocham takie igraszki, gierki, które w swej figlarności są nad wyraz poważne. Wręcz namacalny dowód na wielkość literatury, tej charakteryzującej się prawdziwą wartością, taką, która w nas gra jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę. Opublikowana w 1978 roku przez Czecha (chociaż patrząc przez pryzmat jego biografii oraz światopoglądu należałoby powiedzieć – Francuza) powieść drga w każdym moim atomie, istny rezonans śmiechu, bynajmniej nie zapomnienia.

(…) bo przecież piękno już dawno zginęło. Zniknęło pod powierzchnią hałasu – hałasu słów, samochodów, muzyki, liter – w którym nieustannie żyjemy. Zatonęło jak Atlantyda, zostało po nim tylko słowo, którego sens staje się z roku na rok mniej zrozumiały.

Bo zapomnieć o każdej z siedmiu części Księgi śmiechu i zapomnienia bynajmniej nie sposób. Każda z kunderowskich wariacji – na pierwszy rzut oka zdawać by się mogło – to odmienna historia, odrębna fabuła, różni bohaterowie. A jednak nie do końca. Co mają więc ze sobą wspólnego miłosne listy, które Mirek chce odzyskać od Zdeny, zaproszona przez Marketę i Karela do ich mieszkania mama, interpretacja Nosorożców Ionesco przez Gabrielę oraz Michaelę? A Bibi z jej marzeniem (na)pisania książki? Zakochany w Krystynie student, który rezygnuje z możliwości spędzenia upojnej z nią nocy na rzecz spotkania z wybitnymi poetami? Tamina, uprowadzona przez Rafaela na zamieszkującą przez dzieci wyspę? Erotyczna zagadka Edwigi i Jana?

Na pierwszy rzut oka, wymienione wyżej historie nie łączy nic. Jeśli jednak przyjrzeć im się bliżej, są do siebie nad wyraz podobne. Czym jest więc to spoiwo, które je łączy w spójną całość? To piękno, które już zdaniem Kundery zaginęło. Piękno jako istota życia, ludzkich pragnień, dążeń, marzeń. Czym jest? Wpisane jest w pożądanie ciała, nienachalne, zupełnie pierwotne, instynktowne, naturalnie wpisane w istotę związków. To usilna chęć wymazania z pamięci wszystkiego tego, co bolesne, niewygodne a przy tym niedające się zapomnieć.

Wyskrobywał jej fotografię ze swojego życia nie dlatego, że jej nie kochał, ale dlatego, że kochał.

To, co rzuca się od razu w oczy a co łączy wszystkie siedem opowieści, to komizm. Dźwięk śmiechu, tego czystego, perlistego, zupełnie szczerego czy też zupełnie odwrotnie – prześmiewczego chichotu, śmiechu przez łzy, rozchodzi się pomiędzy pełnymi poetyckości wersami. Piękno słowa, stylu, ich moc uderzania do głowy to kolejny element, który łączy w koherentną całość kunderowską księgę. Jeśli coś jeszcze jest ponadto, to na pewno pełne niepokoju, komunistyczne realia Pragi lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku. Autor miękko osadza swych bohaterów w komunistyczne tło. To ono dyktuje rytm ich wyborom, prześladuje ich i piętnuje.

Cenię Kunderę, kilka razy już udowodnił mi, że jest na swój sposób nie do pobicia. Tutaj przerósł chyba sam siebie. Księga śmiechu i zapomnienia to odważny a jednocześnie subtelny przekaz o tym, co w życiu ważne. To słodko-gorzka opowieść o tym, że śmiech (nawet jeśli początkowo nieszczery), pozwala zapomnieć o przeszłości. To pełna ironii, z pewną dozą czarnego humoru, odważna i śmiała a zarazem przepełniona nostalgią i swego rodzaju goryczą książka. Nie brak tutaj dobrze poprowadzonych wątków, mistycyzmu, filozofii, licznych odwołań do sztuki czy literatury pięknej (Ionesco, Mann, Goethe). Jest o pięknie, miłości, seksie i muzyce.

Czech pisze, czego dał tego namacalny dowód w Księdze…, nietuzinkowo, śmiało, momentami kontrowersyjnie a przy tym bardzo taktownie i dyskretnie. Jeśli słowa mogą mieć zapach to chcę by tak pachniały, jeśli mogą mieć smak, chcę by tak smakowały. Czuję się odurzona tą pozycją. Chcę więcej!

Jednym zdaniem

Książka, w której nie brak dojrzałego spojrzenia na relacje międzyludzkie. Napisana niebanalnie, ze sporą dozą komizmu. Jestem na tak!

— Dominika Rygiel
0 komentarzy
0 Polubień
Poprzedni wpis: Przygoda razy trzy – „Swoją drogą”, Tomek MichniewiczNastępny wpis: Bierzcie i czytajcie Nabokova! – „Patrzcie na te arlekiny!”, Vladimir Nabokov

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Zmanierowany mól książkowy i rockowa dusza w jednym.
Czytaj więcej

Magazyn Bookiecik Extra
Najnowsze wpisy
Kalendarz
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane