Debiutancka powieść Maud Ventury „Mój mąż” została okrzyknięta międzynarodowym bestsellerem. Książkę przetłumaczono na wiele języków, a jej autorka otrzymała prestiżową francuską nagrodę Prix du Premier Roman. Na polskim rynku tytuł doczekał się właśnie dodruku, co świadczy o niesłabnącym zainteresowaniu czytelników. Skala tego sukcesu stanowi interesujący punkt wyjścia do namysłu nad fenomenem powieści Ventury i skłania do postawienia pytania o źródła jej popularności. Niniejsza recenzja jest próbą krytycznego spojrzenia na tę książkę oraz odpowiedzi na pytanie, czy entuzjazm, z jakim została przyjęta, znajduje odzwierciedlenie w jakości samego tekstu.
Główna bohaterka wiedzie życie, które z pozoru wydaje się spełnione. Osiągnęła to, co powszechnie uznaje się za sukces: ma dom, dwoje dzieci i od piętnastu lat pozostaje w – jak mogłoby się wydawać – szczęśliwym małżeństwie. Czytelnik śledzi wydarzenia z jednego tygodnia jej życia, poznając historię wielkiej miłości do męża, która stopniowo okazuje się niepokojącą obsesją. Z każdą kolejną stroną odsłania się obraz kobiety owładniętej chorobliwym przywiązaniem: nieustannie kontroluje partnera, analizuje każdy jego gest i rozlicza go z najdrobniejszych, często wyimaginowanych przewinień. Wystarczy, że mężczyzna podejmie rozmowę o pogodzie lub czule nazwie ją „Klementynką”, by w bohaterce narastały frustracja, gniew i poczucie zawodu. Początkowo idealny obraz małżeństwa stopniowo rozpada się niczym dom z kart. Relacja, która miała być ucieleśnieniem harmonii, okazuje się daleka zarówno od wizerunku starannie kreowanego na potrzeby otoczenia, jak i od wyobrażeń samej bohaterki o związku doskonałym.
„Małżeństwo polega na kompromisach”, powtarza bohaterka, próbując w ten sposób usprawiedliwić narastające poczucie niedopasowania do mężczyzny swojego życia. Równie często przywołuje przekonanie, że „istnieją trzy rodzaje kobiet: zakochana, kochanka i matka”, usilnie przekonując zarówno siebie, jak i czytelnika, że wciąż pozostaje tą pierwszą. Jednocześnie coraz śmielej przekracza kolejne granice: manipuluje mężem, testuje jego uczucia i wikła się w relacje, które mają zaspokoić jej potrzebę nieustannego potwierdzania własnej wyjątkowości. Paradoksalnie to właśnie desperacka chęć zachowania statusu „zakochanej” prowadzi do działań konsekwentnie podważających fundamenty budowanej przez nią wizji idealnego małżeństwa.
Największy problem powieści tkwi jednak w sposobie skonstruowania głównej bohaterki. Trudno obdarzyć ją sympatią, lecz nie dlatego, że jest postacią moralnie dwuznaczną czy niewygodną. Z każdą kolejną stroną coraz wyraźniejsze staje się bowiem wrażenie jej odrealnienia, emocjonalnej niedojrzałości i psychologicznej niewiarygodności. Zamiast fascynować swoją złożonością, bohaterka sprawia wrażenie figury wykreowanej przede wszystkim po to, by szokować czytelnika. W konsekwencji trudno uwierzyć zarówno w jej motywacje, jak i w samą opowiadaną historię.
Problem ten staje się szczególnie widoczny dlatego, że cała narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Taka perspektywa wymaga wyjątkowej dbałości o psychologiczną spójność narratora – czytelnik przez cały czas pozostaje przecież zamknięty w jego sposobie myślenia. W przypadku „Mojego męża” trudno oprzeć się wrażeniu, że głos bohaterki nie wybrzmiewa w pełni przekonująco. Zamiast budować napięcie i poczucie bliskości z narratorką, momentami ujawnia konstrukcyjne słabości debiutanckiej powieści.
Być może to właśnie finał – oparty na wyczekiwanym, niemal wywrotowym zwrocie akcji – w największym stopniu przyczynił się do sukcesu powieści. Maud Ventura z wyczuciem prowadzi czytelnika ku rozwiązaniu, odsłaniając dopiero w ostatnich rozdziałach najpilniej skrywaną tajemnicę tej historii. Trudno odmówić temu zabiegowi skuteczności – zakończenie rzeczywiście zaskakuje i zmusza do ponownego spojrzenia na wcześniejsze wydarzenia. Nie niweluje ono jednak zastrzeżeń dotyczących konstrukcji bohaterów. Co więcej, finał uwydatnia ich psychologiczne uproszczenie, przez co zamiast pogłębić ich portrety, pozostawia czytelnika z poczuciem niewykorzystanego potencjału.
W rezultacie „Mój mąż” jawi się bardziej jako sprawnie skonstruowany thriller psychologiczny podporządkowany efektowi zaskoczenia niż przenikliwe studium ludzkich emocji i relacji. To opowieść o ludziach boleśnie samotnych i zagubionych, którzy nieustannie prowadzą grę zarówno z najbliższymi, jak i z samymi sobą. Podobną grę prowadzi również autorka z czytelnikiem. Choć powieść bez wątpienia potrafi przykuć uwagę, po zakończeniu lektury silniejsze od zachwytu okazuje się poczucie niedosytu i niewykorzystanego potencjału.
Tytuł: Mój mąż
Autor: Maud Ventrua
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 286
[Współpraca recenzencka]


