Wystarczy wybrać się na spacer do lasu, by współczesny, znany nam świat zaczął na nas oddziaływać według innych niż utarte zasad. To, co w mieście nazywane bywa przypadkiem, chorobą czy zaburzeniem, w ludowej opowieści mogło mieć kształt, nosić imię i charakteryzować się magicznymi umiejętnościami. Być może to właśnie dlatego pisarze tak chętnie czerpią z leśnych, wiejskich, ludowych i słowiańskich wierzeń inspiracje i wplatają je w swoje fabuły. W najlepszych przypadkach nie są one jednak jedynie dekoracją, ale stają się językiem, za pomocą którego można opowiadać o kondycji dzisiejszego człowieka.
Wioletta z cywilizowanego świata zostaje wyrwana. Młodej studentce i aspirującej artystce na drodze do spełnienia marzeń staje miłość, której konsekwencją jest ciąża. Idąc za głosem serca, wbrew marzeniom wyniosłej i eleganckiej matki, trochę również wbrew sobie, choć wówczas tego nie była jeszcze w pełni świadoma, wyprowadza się wraz z mężem, którego nazywa nie wiedzieć, czy pieszczotliwie, czy z przekąsem „Jerz”, na wieś. Wieś i okoliczne podmokłe tereny dla Jerzego, który jest herpetologiem i którego życiową pasją jest badanie lokalnych gatunków płazów, stają się środowiskiem naturalnym. Wtapia się w nie i czuje jak ryba w wodzie. Co jednak z młodą przyszłą matką, wrzuconą w obcy i niemal wrogi świat?
Bo wiejskie otoczenie nie przyjmuje młodego małżeństwa z otwartymi ramionami. Jerzy, coraz bardziej pochłonięty pracą zawodową, nie potrafi w pełni rozpoznać ani wyrazić własnych emocji. Wioletta radzi sobie z nową sytuacją znacznie gorzej. Prócz drobnych przyjacielskich gestów ze strony sąsiada Władka, który witając ich we wsi raczy młodych świeżo ubitą kaczką, nie mogą liczyć na przychylność reszty mieszkańców. Na zawsze już pozostaną miastowymi.
Ta sytuacja, a także bliskość dzikiej, nieokiełznanej, podmokłej i mrocznej natury oraz dyskomfort związany z ciążą powodują w kobiecie poczucie wyobcowania. Z dnia na dzień Wiola staje się coraz bardziej samotna i oderwana od swojego ciała, fizyczności i miasta, w którym widziała przyszłość. Tym samym coraz bardziej stara się stopić z otaczającą ją naturą. Czuje, że w ziołach, czerni lasu i grzęzawiskach tkwi jakaś ponadnaturalna energia, z której próbuje czerpać siłę, co w konsekwencji jeszcze bardziej ją osłabia.
Czy źródłem tego wyczerpania okaże się tytułowa „Mamuna”? Mamuna, demon obecny w polskim folklorze, kojarzony między innymi z porywaniem niemowląt i podmienianiem ich na odmieńce, dla Heleny Piecuch, autorki powieści, staje się kluczowym źródłem narastającego w tej narracji niepokoju. Natura staje się tu przestrzenią zagrożenia czającego się poza uporządkowanym światem i ciepłem domu, jaki próbują stworzyć Wioletta i Jerzy. Dużą wagę autorka kładzie w tym miejscu na język, którym Mamuna się posługuje. Zagórzańska gwara pozostaje dla Wioletty częściowo niezrozumiała, a zarazem wystarczająco czytelna, by wzmacniać jej poczucie obcości.
Narastające wyobcowanie nie pozostaje bez wpływu na Jerzego oraz rodzące się kolejno córeczki małżeństwa. Doskonale zostaje to odmalowane poprzez polifoniczną narrację, na której powieść Piecuch bazuje. Debiutująca w roli powieściopisarki autorka oddaje bowiem głos wszystkim swoim bohaterom i bohaterkom, nie wykluczając nawet tytułowego demona. Taka forma podkreśla niejednoznaczność między tym, co realne, a tym, co nadnaturalne, ukazuje współistnienie i przenikanie się tych dwóch światów – świata rzeczywistego i świata wierzeń ludowych, z którego wyłania się poczucie zagrożenia i alienacji.
W powieści Piecuch Mamuna pozostaje demonem strachu. Niemniej literatura, inspirując się podobnymi ludowymi wierzeniami, często wskazuje również na inną funkcję ludowych stworzeń. W powieści „Dobra-noc” Sabiny Waszut wiejski folklor i ludowe wierzenia zakotwiczone zostają w pamięci bohaterów i cieniem kładą się na ich losach. Tu również akcja rozgrywa się w maleńkiej wsi Dobra, leżącej nieopodal Częstochowy. Bohaterami także są małżonkowie. Pecynom jednak rodzi się córka, która według dawnych wierzeń, jako siódma w rodzinie, mogła stać się zmorą – duszą, która w nocy wychodzi ze śpiącego ciała i dusi wybraną ofiarę, sprowadzając chorobę, a czasem nawet śmierć. To wierzenie sprawia, że dziewczyna przez okoliczną społeczność traktowana jest z rezerwą.
Inną rolę pełnią demony w powieści „Kołatanie” Artura Żaka. Wieś w okolicach Łodzi jest miejscem, w którym boginki, strzygi, wilki, wilkołaki i zmory początkowo traktuje się jak wymysły. Nadchodzi jednak dzień, gdy wydarzenia przyprawiają dziewiętnastoletniego Piotra o dreszcze, a chłopak zaczyna rozumieć wagę rytuału zapalania gromnicy. Wierzenia ludowe stają się tu tłem dla poczucia niepewności wobec rzeczywistości i zachodzących zmian, a zarazem wzmacniają ich niesamowity charakter.
Lokalne wierzenia mogą stać się również językiem lokalnej wspólnoty. W powieści Joanny Łańcuckiej jej przedstawicielką zostaje tytułowa Stara Słaboniowa – Teofila. W powieści „Stara Słaboniowa i Spiekładuchy” odmalowany zostaje świat ludzi mieszający się ze światem duchów rodem z demonologii ludowej. Pod legendarnymi postaciami strzyg, zmór, kikimor czy południc ukryte zostają ludzkie tajemnice mieszkańców malutkiej wschodniopolskiej wsi – Capówki. Świat przedstawiony zostaje skonstruowany według innej logiki niż nasza współczesna, racjonalna rzeczywistość.
Nie tylko rodzima literatura inspiruje się ludowymi wierzeniami. U naszych południowych sąsiadów również znaleźć można podobne inspiracje. W przypadku powieści „Kornélie” Beaty Balagovej inspiracja ta pozostaje odrobinę rozmyta, mocno jednak rzutuje na współczesne wybory i zachowania głównych bohaterek. Ludowość w tym przypadku staje się współczesną reinterpretacją tradycji sprzed lat, a kobiety żyjące na słowiańsko-węgierskim pograniczu stają się strażniczkami i powierniczkami ludowych wierzeń. To doskonały przykład na to, iż współczesna literatura nie musi rekonstruować dawnej kultury. Może ją wszak przepisywać po swojemu, nadając jej świeży wymiar.
Bliskość natury i świata ziół jest istotna również dla Anny Bartákovej, głównej bohaterki powieści „W ciemność” pióra Anny Bolavej. Cotygodniowe wizyty w skupie ziół wyznaczają swego rodzaju rytm jej życia, a w konsekwencji prowadzą kobietę ku samotności, a później szaleństwu. Bliski kontakt z naturą oraz głęboka wiara w jej ponadnaturalne właściwości prowadzą do rozpadu osobowości wrażliwej kobiety, do zejścia pod powierzchnię rzeczywistości i zakotwiczenia się w swoim tajemnym mikroświecie, ostatecznie zaś do obłędu.
Czy jednak nie inaczej jest w przypadku Wioletty? Czy „Mamuna” nie łączy wszystkich tych sposobów wykorzystania ludowości: demonologii, pamięci, wykluczenia i próby oswojenia tego, co niewytłumaczalne? Odpowiedź wydaje się jednoznaczna – siła tej kameralnej, a jednocześnie dusznej i klaustrofobicznej opowieści wynika między innymi z jej zdecydowanego osadzenia w ludowych wierzeniach. „Mamuna” nie tylko płynnie zaciera granicę między zabobonem a rzeczywistością, ale pozostaje przede wszystkim mrocznym studium rozpadu rodziny, wiwisekcją narastającej samotności i alienacji, a także przejmującą historią o niespełnionych marzeniach i przegranym życiu. „Mamę kochałam najbardziej na świecie. Kochałam ją za to, że była piękna, mądra i groźna. Jak zła królowa w bajce” – mówi Agata, odrzucona córka Wioletty. Te słowa doskonale podkreślają posępny wydźwięk narracji oraz szokującą samotność wszystkich członków portretowanej rodziny…
Tytuł: Mamuna
Autor: Helena Piecuch
Wydawnictwo: Czarne
Ilość stron: 224


