Kiedy milczenie staje się językiem – „Opowieść o starym dziecku”, Jenny Erpenbeck

Pojawia się znikąd. Mogłaby nazywać się „Bez”. Jest bowiem bezimienna, bezbarwna, bezkształtna, bezosobowa i bezradna. W chwili, gdy odnajduje ją policja, jedyne, co posiada, to pusty kubeł, którego kurczowo się trzyma. Niema i zagubiona, zapytana o pochodzenie oraz tożsamość, z trudem wydusza z siebie jedną informację: ma czternaście lat. Jak gdyby nigdy nic, zostaje więc odstawiona do sierocińca. I właśnie wtedy słowo „bez” powraca ze zdwojoną siłą. Zakład, do którego trafia bohaterka „Opowieści o starym dziecku” Jenny Erpenbeck, okazuje się miejscem bezdusznym, bezkompromisowym i bezlitosnym. Nic więc dziwnego, że jedynym pragnieniem dziewczynki stają się niewidzialność i sen.

Prozatorski debiut laureatki Międzynarodowej Nagrody Bookera to mistrzowskie studium jednostki rzuconej w bezpardonowe, mechaniczne tryby systemu, w którym izolacja, podporządkowanie, a w konsekwencji niemal całkowite zniknięcie jawią się jako jedyna strategia przetrwania. Choć akcja powieści rozgrywa się w czasie II wojny światowej, historia ta pozostaje precyzyjnie skonstruowaną alegorią systemu komunistycznego – sierociniec staje się tu symbolem bezdusznego państwa, a bezimienna dziewczynka jego wyobcowaną obywatelką.

Jednocześnie jest to głęboko poruszająca opowieść o straumatyzowanym dziecku, enigmatycznej bohaterce, której doświadczenia pozostają niewypowiedziane. Dla otoczenia jawi się ona jako postać intrygująca, nosząca w sobie tajemnicę, do której nikt nie ma dostępu. Ta, która pojawia się znikąd, pragnie pozostać nikim. Jej ciało jest rozlane, podobnie jak i jej przeszłość, która ma pozostać nieostra, rozmyta, nienazwana.

Już sam tytuł powieści sugeruje, że mamy do czynienia z dzieckiem, które mentalnie jest stare. Ten językowy oksymoron nie jest jednak jedynie literackim zabiegiem ani sprzecznym epitetem, lecz trafną definicją bohaterki, dziecka, które doświadczyło zbyt wiele i nie jest już w stanie unieść kolejnych ciężarów. Opresyjne realia przeszłości oraz odstręczająca codzienność zakładu, do którego trafia, sprawiają, że jej jedyną potrzebą staje się schronienie w rozmytych strukturach własnego, nieforemnego ciała. Jednocześnie nie sposób nie zadać sobie pytania, czy osobliwe zachowanie dziewczynki nie jest formą wewnętrznej, atawistycznej ucieczki przed okrutną rzeczywistością-  osobliwym buntem uruchamiającym mechanizmy obronne.

Jenny Erpenbeck kreśli tym samym wielowymiarowy portret outsiderki, dziewczyny, która doświadczyła zbyt wiele i być może nie chce już doświadczać niczego więcej. To zarazem obraz młodej osoby desperacko poszukującej sposobu na przekazanie tego, co czuje, lecz pozbawionej języka, który pozwoliłby te emocje nazwać. Jak czytamy w powieści: „(…) przez jej słowa, w których właściwie nie ma nic fałszywego, zawsze przeziera, jak przez dziurawą dekorację, jakaś ziejąca czarna pustka”.

A może jest jednak odwrotnie? Może bohaterka pragnie doświadczać świata, lecz traumatyczna przeszłość skutecznie odbiera jej zdolność projektowania świadomego, przyszłego życia? W tym miejscu „Opowieść o starym dziecku” konfrontuje czytelnika z wyraźnym dysonansem poznawczym. Nie sposób jednoznacznie rozstrzygnąć, czy osobliwe zachowanie dziewczynki jest formą wewnętrznego buntu wobec dorastania i „normalności” narzuconej przez opresyjne mury zakładu, czy raczej próbą schronienia się przed tym, co było, instynktownym mechanizmem obronnym, który pozwala jej przetrwać. A może jednym i drugim jednocześnie?

Opowieść o starym dziecku to dzieło wielowymiarowe, niepoddające się prostym interpretacjom. Jenny Erpenbeck stworzyła duszne, emocjonalnie gęste i nieprzynoszące ukojenia uniwersum, w którego centrum umieściła wyalienowaną postać, wobec której świat nie wykazuje nawet cienia litości. To powieść mocna i dosadna, przesiąknięta poczuciem niesprawiedliwości,  o zniewoleniu i wolności, której znaczenie zależy od punktu widzenia, bo jak stwierdza bezforemna narratorka: „Pozostali wprawdzie wiedzą, co jest im winne życie: życie jest im winne wolność, a wolność istnieje na zewnątrz tego zakładu, ale dziewczynka wie, że tak naprawdę wolnością jest to, że ona sama nie musi nikogo popychać i że taka wolność istnieje wyłącznie w tym zakładzie, nigdzie indziej.” To książka, która nie daje odpowiedzi. Zostawia jednak czytelnika w dyskomforcie, z pytaniami, od których nie sposób się uwolnić.

Tytuł: Opowieść o starym dziecku
Autor: Jenny Erpenbeck
Tłumaczenie: Eliza Borg
Wydawnictwo: Znak Literanova
Ilość stron: 112
[Współpraca recenzencka]

 

Jednym zdaniem

Przejmujące studium traumy, niewidzialności i jednostki uwięzionej w bezdusznym systemie, w którym znikanie staje się strategią przetrwania. Powieść duszna, wieloznaczna i niepokojąca, pozostawiająca czytelnika z pytaniami o granice wolności, sens buntu i cenę, jaką płaci się za ocalenie siebie.

— Dominika Rygiel
Postawisz mi kawę?
0 komentarzy
15 Osób lubi to
Poprzedni wpis: Między strachem a nadzieją – „Nie zapomnij nakarmić gołębi. Dziennik z Gazy”Następny wpis: Gawęda pamięcią pisana – „Bukareszt, wielka nadzieja”, Cristian Teodorescu

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Z wykształcenia romanistka. Z zamiłowania czytelniczka. Pełna skrajności. Z jednej strony pielęgnująca w sobie ciekawość i wrażliwość dziecka, z drugiej krytycznie patrząca na świat.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Odwiedź mnie na

Bookiecik na YouTube

Najnowsze wpisy
Kalendarz
luty 2026
P W Ś C P S N
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
232425262728  
Najbardziej popularne
Najczęściej komentowane
Patroni
Archiwum