„Moja kreatywność wywodzi się z tego, co negatywne. Nie mogę opisać nic pozytywnego” – mawia o swojej twórczości Elfriede Jelinek. Czytając Kairos, trudno nie odnieść podobnego wrażenia wobec prozy Jenny Erpenbeck. Uhonorowana Międzynarodową Nagrodą Bookera 2024 powieść wymyka się bowiem próbom klasyfikowania jej jako historii pozytywnej czy choćby pokrzepiającej. Pisarka z byłego Berlina Wschodniego z lubością zanurza się w literackim brudzie, który hipnotyzuje subtelną pretensjonalnością, pozostając jednak wysublimowanym medium. To narracja nie tylko bez reszty pochłaniająca odbiorcę, lecz także pozostawiająca go w niemym odrętwieniu – jednocześnie zafascynowanego formą przekazu i wstrząśniętego jego bezpruderyjnością oraz narracyjną bezdusznością.
Wszystko zaczyna się niewinnie: w lipcu 1986 roku, w Berlinie Wschodnim, w autobusie będącym schronieniem dla podróżnych uciekających przed deszczem. Hans – pisarz w dojrzałym wieku, oraz Katharina – dziewiętnastoletnia marzycielka śniąca o karierze graficzki. Przypadkowe spotkanie staje się początkiem nasyconego pasją romansu, w którym dwa skrajne światy będą się wzajemnie wyznaczać i przekraczać swoje granice. Cena tej namiętności okaże się jednak wysoka, wręcz spalająca.
Ona zapragnie bowiem miłości prawdziwej i szczerej. „Poznać kogoś tak dogłębnie, na wskroś. I w całości zaakceptować. Tego nigdy przedtem nie pragnęła.” – padnie z jej ust. On z kolei twierdzi, że „Porządek to lęk przed nieporządkiem. Więc jest lęk. Także w nim.” Jedynym sposobem walki z owym lękiem staje się dla niego obsesyjna potrzeba kontroli kochanki – mimo że sam pozostaje w małżeństwie z Ingrid, a Katharina nie jest jego jedyną przygodną miłostką. Oboje pozostają więc uwięzieni w skrajnie odmiennych pragnieniach oraz w relacji noszącej znamiona labilności i współuzależnienia. I nie tylko. Więzi ich również berliński mur, poza którego granice pragnie wydostać się Katharina – choćby po to, by odwiedzić rodzinę w Kolonii.
Te dwa światy – intymny, rytualny mikrokosmos kochanków oraz makroświat rozdarty na dwie części: wschodnią i zachodnią – łączy jedno: opresyjny system. W relacji Kathariny i Hansa mamy do czynienia z destrukcyjnym w dłuższej perspektywie wzajemnym przywiązaniem. Bierze ono swój początek nie tylko z czysto atawistycznej fascynacji ciałem drugiego człowieka, lecz także z głęboko zakorzenionej, obsesyjnej potrzeby posiadania go niemal na własność. Paranoiczne zapatrzenie Hansa oraz jego chorobliwa potrzeba kontroli kochanki – dominacji i nieustannego rozliczania z potknięć osamotnionej, zapatrzonej w niego studentki – mimo jego własnych niedoskonałości, budują u odbiorcy dotkliwy poznawczy dysonans, z którym próżno się pogodzić czy utożsamić. Jednocześnie ta intymna, bezpardonowa i bezwstydna relacja pozostaje w swym naturalizmie fascynująca. Świat przedstawiony jest bowiem skrajnie realistyczny – z całym swoim brutalizmem i wulgaryzmem.
Ów mikrokosmos kochanków współgra ze światem wkraczającym w burzliwy okres politycznej transformacji schyłku lat osiemdziesiątych XX wieku w NRD, gdzie doświadczenie niepokoju, surowości i osaczenia jednostki staje się naturalną częścią codzienności. Te dwa niepokojące plany narracyjne pozostają w ścisłej relacji z trzecim – głęboko zakorzenionym w muzyce klasycznej, literaturze oraz sztukach wizualnych, stanowiących nieodłączny element kulturowego pejzażu NRD. Nikogo nie dziwią więc cytaty z twórczości Brechta, Gorkiego czy Lenina, przywołania utworów Eislera ani odniesienia do sztuk wizualnych – nierozłącznych składników rzeczywistości Niemiec Wschodnich, budujących deprymujący, szarobury obraz jej codzienności. „Skoro on nie jest już tym, kim był kiedyś zatem nawet w tej codzienności, którą znała do tej pory muszą istnieć niewidzialne przemieszania jednego świata z drugim”, pomyśli bohaterka – i będzie to namacalny dowód na to, że owe kosmosy nieustannie się przenikają, współtworząc przytłaczającą rzeczywistość ich mieszkańców.
Tym samym powieść Jenny Erpenbeck pozostaje hipnotyzującym utworem o elegijnym charakterze, w którym – na tle przełomowych dla Berlina wydarzeń historycznych – obsesyjny romans oraz rozpaczliwa potrzeba przynależności do drugiego człowieka stają się swoistym katalizatorem narastającego społecznego niepokoju. To jednocześnie historia o ujarzmianiu człowieka oraz o oswajaniu zmian świata znanego i – tylko pozornie – bezpiecznego. Trzęsące się w posadach państwo stanowi tu bowiem, szczególnie dla Kathariny, opresję, ale i kokon dla marzeń oraz młodzieńczych aspiracji. Dla wrośniętego w reżimowy system Hansa pozostaje naturalną częścią egzystencji – źródłem władzy i stabilizacji. Zderzając ze sobą światy Wschodu i Zachodu, a także młodości i dojrzałości, Jenny Erpenbeck obnaża nie tylko labilność socjalistycznego systemu, lecz również okrucieństwo toksycznej, uzależniającej relacji balansującej na granicy obłędu. Relacji, która – obiecując sensualne, głębokie doznania – prowadzi w mroczne, destrukcyjne rejony, gdzie zazdrość, despotyzm, nadmierna kontrola i hipokryzja odgrywają role kluczowe.
W tekście pada fraza: „Uczynić to co oczywiste nieoczywistym, to jest sztuka” – brzmi ona tak, jakby sama autorka wskazywała największą siłę swojej prozy. Trudno jej odmówić racji. Historia ta już na samym początku wydaje się bowiem oczywista i niewyszukana. Jednak sposób, w jaki Erpenbeck buduje narrację – wysublimowany, nieoczywisty i dojrzały – sprawia, że staje się ona doświadczeniem wyjątkowym i niezapomnianym. To proza gęsta i niejednoznaczna, w swej pretensjonalności piękna i wyrazista – skierowana do odbiorcy wytrawnego, o wysokich potrzebach estetycznych, poszukującego w literaturze nie tylko porywającej fabuły, dopracowanej warstwy psychologicznej czy historyczno-społecznego tła, lecz także języka nieszablonowego. Języka, który w Kairosie pozostaje medium odważnym, ambitnym i bezkompromisowym.
Tytuł: Kairos
Autor: Jenny Erpenbeck
Tłumaczenie: Eliza Borg
Wydawnictwo: Znak Literanova
Ilość stron: 384



